W czasie Mundialu nie liczy się nic tylko ten kłopotliwy, teoretycznie wolny czas, jaki dzieli nas od meczu, a potem od następnego, i następnego, i tak bez końca aż do Wielkiego Finału. 
 
Znałem i znam takich, którzy swoje życie dzielili na czterolecia i zamartwiali się, że tak mało turniejów zobaczą na własne oczy. Więc nic dziwnego, że następne lato będzie gorące bez względu na pogodę i średnie temperatury. Już dzisiaj możemy szykować się na wielki spektakl z udziałem drużyny Adama Nawałki i cieszyć się, że po dwunastu latach znowu mamy swoich w turnieju, bo tylko takie zawody zapadają w pamięć. I bez specjalnego hurra optymizmu można zakładać,  że nasz udział w rosyjskim Mundialu zakończymy w lepszym stylu niż MŚ w 2002 i 2006 roku. 
 
Składa się na to kilka oczywistych powodów. Pierwszy to taki, że PZPN jest teraz zarządzany przez najlepszych ludzi jakich pamiętam. Po drugie, mamy bardzo dobrego selekcjonera, który ma nie tylko wiedzę i umiejętności, ale i furę szczęścia, co w piłce, jak wiadomo od ponad stu lat, jest niezwykle istotne. Po trzecie, mamy sporą grupę dobrych, doświadczonych i wciąż głodnych sukcesu piłkarzy z Robertem Lewandowskim, Kubą Błaszczykowskim i Grzegorzem Krychowiakiem na czele. Świadomych też tego, że MŚ Rosja 2018 to może być ich ostatni, wspólny, wielki turniej. To wszystko razem daje racjonalne przesłanki do sądu, że w Rosji powinno być lepiej niż w Korei i Niemczech.  
 
To oczywiście nie oznacza, że przywieziemy z Moskwy medal, albo zagramy w półfinale. Chodzi o styl i wspomnienie, które zostawią polscy piłkarze na rosyjskich boiskach. Chodzi o to jak zapamięta nas świat. Czy tak, jak w po meczu Polska - Brazylia w 1938 – Francuzi do dzisiaj piszą o pierwszym „meczu stulecia” – i strzeleckim pojedynku Ernesta Wilimowskiego z Leonidasem? Czy tak, jak po najpiękniejszych dla nas mistrzostwach 1974 roku? W niemieckich encyklopediach piłkarskich w najlepszej „jedenastce” tego turnieju znajdujemy dzisiaj nazwiska Kazimierza Deyny, Roberta Gadochy, Grzegorza Laty i Jana Tomaszewskiego, a najlepszym trenerem jest Kazimierz Górski.  Czy nawet tak, jak w 1986, po przegranym 0:4 meczu z Brazylią, ale po spektakularnej wymianie ciosów i otwartej grze. W powodzi piłkarskich wydarzeń tylko te „jakieś” mecze zostają w pamięci kibiców i dziennikarzy.
 
Adam Nawałka jako zawodnik był tylko na jednym Mundialu. Tym z roku 1978 w Argentynie. Mieliśmy wtedy, teoretycznie najsilniejszy skład w historii z Włodzimierzem Lubańskim, Kazimierzem Deyną i Zbigniewam Bońkem. Wszyscy liczyliśmy, że jedziemy po Puchar Świata. Skończyło się na miejscu 5-8 i wielkim rozczarowaniu. Na szczęście Świat o tym zupełnie zapomniał. Tak jak kompletnie nie zauważył naszego udziału w turniejach 2002 i 2006 rok. Adam, proszę zrób wszystko co trzeba. Niech świat sobie o nas przypomni!