O tym, że Sulęcki ma talent mówiłem już po jego zawodowym debiucie w Kielcach, w 2010 roku. Trzy lata później, w gdańskiej Ergo Arenie podczas Polsat Boxing Night, gdzie pokonał Roberta Świerzbińskiego powiedziałem, że mamy kandydata na mistrza. Nie wszyscy mieli podobne zdanie. Sulęcki wygrywał, ale nie nokautował, słyszałem że ma problemy z wagą i prawdopodobnie przejdzie z wagi średniej do superśredniej.


Dziś walczy w kategorii junior średniej i jest jednym z najlepszych zawodników na świecie. Właśnie pokonał w Newark Jacka Culcaya, byłego mistrza interim, pięściarza szybkiego, twardego i znacznie bardziej doświadczonego niż on.


Nie ukrywam, że byłem nieco zaskoczony, gdy Grzegorz Proksa mówił przed tym pojedynkiem, że „Striczu” wciągnie Culcaya nosem. Nasz były mistrz Europy twierdził, że zna Niemca i jest przekonany, że Sulęcki go znokautuje. W szybkie i pewne zwycięstwo Maćka wierzył też obecny w studiu Polsatu Artur Szpilka.


A przecież Culcay to mistrz świata i wicemistrz Europy w amatorskich czasach. Ten niewysoki, twardy i charakterny chłopak urodzony w Ekwadorze reprezentant Niemiec, nie wyskoczył przecież nagle jak diabeł z pudełka.


Stoczył wprawdzie jedną zawodową alkę mniej od Polaka, choć karierę zaczął pół roku wcześniej, ale był już mistrzem świata. Pas WBA stracił w starciu z równie wysokim jak Sulęcki Demetriusem Andrade. Leworęczny Amerykanin pokonał go po równej walce dziesięć  lat w Chicago, gdzie rozgrywano mistrzostwa świata i zdobył tam złoty medal. Ich zawodowy pojedynek też był wyrównany, Andrade wygrał decyzją sędziów 2:1.


Ale Sulęcki widać uznał, że Culcay nie sprawi mu problemów, stąd trochę błędów, które w pojedynku z Niemcem popełnił. Zresztą sam o nich mówił, przyznał, że nie słuchał swojego trenera Pawła Kłaka i dlatego miał problemy. W siódmej rundzie Jack Culcay był bliski wygranej przed czasem, ale Maciek wytrwał, a później szybko wrócił do gry.


Takie chwile dużo mówią o pięściarzu, są próbą charakteru. I Sulęcki ten egzamin zdał.


Błędy można w kolejnych wyeliminować, zmienić taktykę, poprawić przygotowanie fizyczne, ale charakteru nie zmienisz.  


Maciej Sulęcki pokazał w Prudential Center, że ma charakter mistrza, ale czy nim zostanie to już inna sprawa, bo to nie zależy tylko do niego. Najważniejsze, że pokonał Culcaya choć miał niewiele czasu na przygotowania. Teraz powinien zostać otoczony opieką, która mu się należy, na którą zasługuje. Ma 28 lat i znakomitą pozycję, by zaatakować mistrzów. Z Kubańczykiem Erislandy Larą, czempionem WBA Super dziś jeszcze nie wygra, to wyjątkowo niewygodny mańkut, świetny defensor.


Ale z Jermellem Charlo (30-0, 15 KO), mistrzem WBC, jest w stanie pokusić się o zwycięstwo, podobnie jak z Jarrettem Hurdem (21-0, 15 KO), do którego należy pas IBF.


Obaj są od niego rok młodsi, podobnie jak on niepokonani. Charlo (180 cm) jest nieco niższy, Hurd mierzy 185 cm, jest bardzo silny, ale nieco wolniejszy.


W ostatnich walkach Charlo szybko znokautował wysoko ocenianego Ericksona Lubina, a Hurd powstrzymał doświadczonego, byłego mistrza Austina Trouta.


Nie wiem, kiedy Sulęcki dostanie szansę walki o mistrzostwo świata, to w dużej mierze zależy od zdolności dyplomatycznych jego promotora, ale być może lepiej gdyby wcześniej stoczył jeszcze jeden lub dwa pojedynki, by mieć czas na drobne poprawki
w tym co robi.


Został nam jeszcze mistrz organizacji WBO, Miguel Angel Cotto, ale on ma swoje plany. Portorykańczyk stoczy w grudniu prawdopodobnie swoją ostatnią walkę, więc na przyszłość będzie kolejny pas do zdobycia.


Tak więc kończąc: przed Sulęckim ciekawe czasy. Przepustkę do przyszłości wywalczył w Newark, zobaczymy co z tego wyniknie.