Pełna hala w Częstochowie, ponad pięć tysięcy ludzi na trybunach, a wśród nich gwiazdy polskiego boksu: Marian Kasprzyk mistrz olimpijski z Tokio (1964), medaliści igrzysk w Moskwie (1980), srebrny Paweł Skrzecz i brązowy Krzysztof Kosedowski, oraz Wojciech Bartnik, ostatni polski medalista olimpijski (Barcelona – 1992).

 

Zawodowców też nie brakowało: z Rosji przyleciał Adam Kownacki, który pomaga tam w przygotowaniach Aleksandrowi Powietkinowi, był Izu Ugonoh który decyzję o swojej bokserskiej przyszłości podejmie po Nowym Roku, pojawił się też były mistrz Europy Mateusz Masternak oraz dwie nasze mistrzynie świata, Ewa Piątkowska i Ewa Brodnicka.


A w ringu kilkunastu pięściarzy na czele z Tomaszem Adamkiem, którego pojedynek z Kameruńczykiem Fredem Kassim kończył długi bokserski wieczór w Częstochowie. Tak wyglądała „Noc wojowników”, gala zorganizowana przez Mateusza Borka, Mariusza Grabowskiego i Andrzeja Gmitruka.


To był krwawy wieczór: złamana szczęka Adama Balskiego, ręka Łukasza Wierzbickiego, porozbijane głowy Adamka i Kassiego, pęknięte jądro Michała Leśniaka.


Wygląda na to, że najdłużej będzie się kurował Balski, najbardziej poszkodowany z tego grona. Bokser z Kalisza wygrał pewnie z Amerykaninem Demetriusem Banksem, choć od pierwszej rundy walczył ze złamaną szczęką.


Adamkowi zszyto rozciętą skórę na czole w niedzielę rano, a po południu odleciał już do USA. Czy wróci wiosną, by przygotowywać się do kolejnej walki?

 

Nikt nie zna dziś odpowiedzi na to pytanie. Adamek nie chce kończyć kariery, chciałby stoczyć jeszcze choć jeden duży pojedynek.


Freda Kassiego pokonał w niezłym stylu, choć to bardzo niewygodny rywal. Nie ma sensu po raz kolejny przypominać z kim i w jakich okolicznościach przegrywał, czy też remisował Kameruńczyk. W Częstochowie zaprezentował się z dobrej strony, ale na Adamka to nie wystarczyło. Ale czy ta wygrana „Górala” daje realne szanse na kolejne zwycięstwa w przyszłości, gdy poprzeczka będzie zawieszona wyżej?


Były mistrz świata dwóch kategorii wagowych w grudniu skończy 41 lat i młodszy już nie będzie. Nie ulega jednak wątpliwości, że wciąż potrafi walczyć na dobrym poziomie. Poza złamanym nosem w walce z Australijczykiem Paulem Briggsem w 2005 roku właściwie nie miał żadnych kontuzji i jak twierdzi dr Jakub Chycki nie ma też wyeksploatowanego organizmu. Zresztą sobotnia walka z Kassim pokazała, że kondycyjnie wytrzymał ją bardzo dobrze. Tak więc na pewnym poziomie sobie poradzi, ale Adamek ma większe ambicje. I tu może być problem.