„To, że będzie kiepsko było do przewidzenia. Orły Wenty z roku na rok traciły lotność. Druga reprezentacja była jedynie karykaturą pierwszej. Młodzież nie dawała nadziei. Doświadczonym ligowcom doszło jedynie nieco doświadczenia” – analizuje upadek naszej reprezentacji Tomasz Włodarczyk. Dodałbym do tego opieszałość działaczy związkowych, którzy wciąż żyli w blasku medali i nie reagowali na kolejne sygnały zbliżającego się upadku. Cieszyli się z obecności sponsorów dziś, nie myśląc o jutrze.

 

Podobnie wyglądał upadek koszykówki na przełomie wieków. Przecież w latach 90. był moment, że w Polsce więcej dzieciaków biegało na podwórkach pod koszami niż wokół futbolowych bramek. Każdy chciał być Wójcikiem, Zielińskim, czy Tomczykiem, a spotkaniami Mazowszanki Pruszków, Nobilesu Włocławek, czy Śląska Wrocław żyła cała Polska. Dziś sukcesem są pojedyncze wygrane i jeden biało-czerwony w NBA.

 

Dołowanie Złotek

 

Na początku wieku zachwyciły nas „Złotka Niemczyka”. Dziewczyny dwa razy zostały mistrzyniami Europy, a śladami Glinki, Skowrońskiej, Świeniewicz i innych podążały kolejne. Dziś poziom ligowych rozgrywek idzie cały czas w dół, a reprezentacja występuje na głębokim zapleczu światowej elity.

 

I nie chodzi wcale o nagły brak talentów, a raczej systematycznej pracy z nimi, promocji ligowych rozgrywek, angażowania kolejnych lokalnych i krajowych sponsorów oraz medialnej promocji. Lata rozpieszczania sprawiły, że działacze poczuli się bezkarnie rozleniwieni i przestali pracować u podstaw. Teraz śladami żeńskiej siatkówki, czy koszykówki poszła rodzima piłka ręczna, a od jakiegoś czasu specjaliści mówią o zagrzebanym polskim boksie. Mimo olbrzymiej popularności sportów walki.

 

Polska wojenka

 

Liga zdominowana przez dwa zespoły i waśnie między lokalnymi szkołami „szczypiorniaka” spowodowały, że reprezentacja piłki ręcznej została uzależniona od klasy zawodników występujących w Kielcach lub Płocku. A tych na miarę talentów Bieleckiego, Tkaczyka, Siódmiaka i innych jest coraz mniej. Jak więc uratować reprezentację, która przez ostatnie lata dała nam tyle radości?

 

Niektórzy biją na alarm mówiąc o coraz większych problemach także męskiej siatkówki. Ta dyscyplina jest mi szczególnie bliska, więc rozumiem niepokoje – czas przeanalizować trzy lata kłopotów reprezentacji, sumiennie poszukać następców Wlazłego, Winiarskiego, czy Zagumnego, spojrzeć na rynek reklamowy i obudować PlusLigę kolejnymi sponsorami.

 

Zaplecze jest znacznie głębsze, a ogólny poziom sportowy ligi wyższy niż u piłkarzy ręcznych, ale nie znaczy to, że ewentualna śmierć nie może nadejść. Czas szukać lekarstw i zahartować się przed ciężkimi czasami. Przykład ręcznej musi być alarmem!