W tym samym czasie znakomita gala w wielkiej arenie O2 w Londynie, przy komplecie publiczności, chociaż nie było żadnej walki o mistrzostwo świata, kilka świetnych pojedynków, w tym pokaz w wykonaniu brązowego medalisty olimpijskiego z Rio Joshuy Buatsiego, zapamiętajcie to nazwisko. To będzie nowa wielka gwiazda światowych ringów (na początek w wadze półciężkiej). Razem z Andrzejem Gmitrukiem byliśmy zachwyceni nie tylko jego umiejętnościami, ale i zachowaniem po walce. Wspaniały chłopak.

 

Rozczarował mnie tylko Lawrence Okolie (który na IO w Rio wygrał z naszym Igorem Jakubowskim). Silny jak tur, ale prymitywny jak konstrukcja cepa. W walce z Isaakiem Chamberlainem (były sparingpartner Usyka i Mateusza Masternaka) cofnął boks do epoki kamienia łupanego. Ale jego starcie z Chamberlainem to była „wojna nienawiści”, tak chciał stłamsić rywala, że zapomniał o boksie.

 

W polskim boksie też zapowiada się w tym roku kilka „wojen nienawiści”. Najwięcej się mówi o ewentualnym starciu Artura Szpilki z Krzysztofem Włodarczykiem. Mam nadzieję, że dojdzie do tej walki, chociaż do „Diablo” ustawia się coraz dłuższa kolejka. Chcieliby się z nim zmierzyć także Mateusz Masternak i Adam Balski. Wszystkim się zdaje że Włodarczyk to już zgrana karta i można się będzie po jego plecach wyżej wspiąć w światowych rankingach.

 

Smuci mnie tylko jedno – że od 17 września 2016 roku (gdy Krzysztof Głowacki przegrał na Polsat Boxing Night w Gdańsku z Oleksandrem Usykiem i stracił pas mistrza WBO) nie mamy żadnego mistrza świata z Polski. Ale zaczyna się bokserski sezon. Na początek gala w Nysie (z udziałem Diablo Włodarczyka i Krzysztofa Głowackiego), a potem grzmoty w Dzierżoniowie i Zgorzelcu, mam nadzieję że kolejna ciekawa edycja Polsat Boxing Night.

 

Trzymajcie kciuki za naszych. Mam nadzieję że w tym roku któryś z Polaków zasiądzie na bokserskim tronie. Tego życzę i Wam i sobie.