Więcej, zazwyczaj nie udawało się nam stawać na podium, chyba że trafiał się fuks, tak jak złoto Wojciecha Fortuny w Sapporo w 1972 roku. A jak już liczyliśmy na medal naszych faworytów np. Andrzeja Bachledy, Józefa Łuszczka lub Erwiny Ryś–Ferens to zazwyczaj kończyli na piątych, szóstych miejscach. W zasadzie od pierwszego startu naszych zawodników w Chamonix w 1924 roku, nasz udział w zimowych igrzyskach miał znaczenie symboliczne, był sygnałem że polskie sporty zimowe istnieją, że w Polsce jeździ się na nartach, łyżwach, sankach, tak jak w innych normalnych krajach. Nie zmieniły tego poczucia nawet medale łyżwiarek szybkich Elwiry Seroczyńskiej i Heleny Pilejczyk, czy wspomnianego wyżej Fortuny. I jakże cenny i charakterystyczny jest opis powrotu polskich olimpijczyków z zawodów w Sankt Moritz w 1928 roku. Ilustrowany dodatek do krakowskiego „IKC” – „Światowid” publikując na pierwszej stronie zdjęcie z otwarcia igrzysk, umieścił pod nim taki oto podpis: „…polscy zawodnicy, choć bez sukcesów, zaprezentowali się godnie i sromu nie przynieśli.”

 

I tak naprawdę możnaby tak skomentować każdy kolejny start polskiej reprezentacji, może z wyjątkiem medalowych Squaw Valley’60 i Sapporo’72, aż do czasów Justyny Kowalczyk, Adama Małysza, Tomka Sikory, Kamila Stocha, Zbigniewa Bródki i jego koleżanek i kolegów z łyżwiarskiego toru. I mogłoby się wydawać, że staliśmy się małą potęgą sportów zimowych, ale nie trzeba być zbyt przenikliwym, żeby wiedzieć, że to czysta iluzja. Wciąż nasze medalowe szanse zależą bardziej od skali indywidualnych talentów naszych zawodników czy też wiedzy ich trenerów, niż od skuteczności państwowych systemów szkolenia.

 

Jakie to da efekty zobaczymy wszyscy już wkrótce i to w wymiarze jakiego do tej pory polski kibic-widz nie miał w udziale. TVP i Eurosport będą nadawać igrzyska jak do tej pory, ale ten drugi nadawca przygotował niespodziankę - specjalne trzy kanały, prawie całodobowe, dedykowane wyłącznie Igrzyskom Olimpijskim w Pjongczangu. Będą je nadawać obie platformy cyfrowe, czyli Cyfrowy Polsat i NC+, i tu uwaga - z polskim komentarzem, przygotowanym przez osobne zespoły redakcyjne. I to chyba będzie rekord świata, raczej nie do pobicia. Skoki Kamila Stocha polski widz będzie mógł oglądać wybierając jeden z czterech, dostępnych polskich komentarzy. Już za to samo telewizyjne przedsięwzięcie Polsce należy się złoty medal olimpijski. A nasi sportowcy? No cóż, niech wracają z igrzysk, jak z Sankt Moritz, czyli przede wszystkim… bez wstydu.