Nie jest specjalną tajemnicą, że już dawno wyprzedziły one tradycyjne, do niedawna olimpijsko - medalodajne dyscypliny z boksem, zapasami i judo na czele. Co ciekawe, MMA jest w Polsce zwane powszechnie jako KSW. I nie ma się co dziwić, wszak od kilkunastu lat ten szyld jest marką wymuskaną, pieczołowicie pielęgnowaną przez właścicieli i poważnie docenianą za granicą.

Nic zatem dziwnego, że wybierając się na ostatnią gale federacji FEN, zostałem zagadnięty przez sąsiadkę, czy idę na KSW. Odpowiedziałem, że tym razem idę na FEN, a ona – „Dobrze, dobrze, mąż też zaraz wyjeżdża na to KSW.” Trochę zabawne, ale prawdziwe. Dla większości polskich kibiców – MMA w kraju to dzisiaj znaczy - KSW.

Jednak nowe federacje powstają jak grzyby po deszczu i jest już ich naprawdę sporo i co ciekawe, nie tylko w tzw. przestrzeni cywilnej. Dla przykładu Wojsko Polskie coraz przychylniej patrzy na tę dyscyplinę, odpowiadając z jednej strony sportowym ambicjom żołnierzy, a z drugiej obserwując to, co dzieje się w innych armiach świata. A tam tzw. walka w bliskim kontakcie jest nie tylko domeną wojsk specjalnych, ale elementem podstawowego wyszkolenia przeciętnego żołnierza. W USA, Marines mają nawet regularną ligę MMA, z której wywodzą się często późniejsi zawodowi mistrzowie, przysparzając swoim dowódcom powodów do dumy.

Polskie Wojsko, na szczęście, po kilku latach przyglądania się temu zjawisku ruszyło w pogoń za światowymi trendami. Od wiosny 2015 roku we Wrocławiu odbywają się Mistrzostwa Wojska Polskiego w Walce w Bliskim Kontakcie w dziesięciu kategoriach wagowych. Całością zawiaduje kapitan Maciej Kupryjańczyk, który w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych zorganizował pierwszą w Wojsku Polskim sekcję w tej nowej dyscyplinie. To on rozruszał wojskowe środowisko i namówił do patronatu słynnego Tomasza Drwala – pierwszego Polaka walczącego w UFC.

Od tamtej pory przybywa w Polskim Wojsku imprez i nowych animatorów kolejnych wydarzeń. Sam Drwal jest w stałym kontakcie z małopolskimi jednostkami Obrony Terytorialnej szkoląc instruktorów nie tylko dla rekrutów, ale i żołnierzy zawodowych. Ci ostatni potrafią dzielić czas na pracę zawodową i sport. Tak jak choćby podporucznik Filip Bątkowski, za którego sprawą 7 kwietnia dojdzie w Łomży do superciekawej drugiej edycji gali Armia Figth Night. Jak widać, tym razem przykład idzie z dołu. Czy jednak aktualne kierownictwo Ministerstwo Obrony Naradowej zdoła to podchwycić i rozwinąć? Oby.