Mirosław Smyła, bo o nim mowa, przejął drużynę dość niespodziewanie, latem, bo podziękowano za pracę Janowi Furlepie, który awansował przecież na ekstraklasowe zaplecze. Władze klubu uznały jednak, że tu potrzebny jest inny fachowiec i miały do tego pełne prawo. I okazało się to strzałem w dziesiątkę, skoro pierwszoligowy beniaminek zakończył wydłużoną rundę jesienną na fotelu wicelidera, zostawiając za sobą takie - na tę klasę rozgrywek - tuzy jak GKS Katowice, Miedź Legnica, Zagłębie Sosnowiec czy Podbeskidzie. Składem, umówmy się, z którym powinno się walczyć o utrzymanie bądź środek tabeli, a nie o promocję. Zimą, jak najbardziej słusznie, nie silono się na atak na elitę, robiąc transfery choćby takie jakie poczyniono u innego nowego w tej lidze Rakowa Częstochowa. I słusznie.

 

Raz, że infrastruktura w Opolu daleka jest jeszcze od odpowiednich standardów. Dwa, że każdą złotówkę wydaje się tu z sensem, bo budżet nie podniesie się nagle, gdyż "Złoty Pociąg" znajduje się ponoć nie pod ziemią opolską, a pod Wałbrzychem. Trzy, piłkarze, którzy dali jesienią tyle jakości i zdrowia, zasłużyli na to, by wykazać się również na wiosnę. Zespół został zatem tylko uzupełniony, rekonwalescentem z Lubina Sebastianem Boneckim, nie mieszczącym się często na ławce Górnika Zabrze Davidem Ledeckym, utalentowanym młodzieżowcem z Siarki Tarnobrzeg Mateuszem Czyżyckim oraz nikomu wcześniej nieznanym Słowakiem Tomasem Mikiniciem. Nikt nie narzeka też, że kalendarz nie był najprostszy, bo Odra grała już w Legnicy, Chojnicach, Częstochowie i Sosnowcu. Żałować można tylko remisu u siebie z Puszczą Niepołomice. W Opolu znajdą się jednak pewnie ludzie, którzy zaczną podpowiadać rządzącym, że czas Smyły dobiegł końca. Zapominając o tym, że jesienią klepali go po plecach i ściskali dłonie.

 

Prezesem Odry jest młody i rozsądny Karol Wójcik, wspierany z pewnością radami przez ojca, uczestnika mistrzostw świata w roli sędziego Ryszarda Wójcika, który świetnie realizuje się w biznesie. Firmy Sindbad przedstawiać nie trzeba, wystarczy pojeździć po polskich i europejskich drogach, by zobaczyć to logo na niejednym autobusie. Obaj muszą więc wiedzieć, że Smyła został ofiarą własnego sukcesu. Bo gdyby Odra jesień skończyła na ósmym miejscu i dziś "obsunęła" się np. na dziesiąte? Nikt nie kręciłby nosem… Czy Wodecki, Bodzioch czy Skrzypczak byli do listopada dobrzy, a dziś źle przygotował ich trener? Czy Smyła chwalony przez wszystkich ekspertów jesienią nagle z fachowca stał się "amatorem"?

 

Spokojnie, w Opolu nic złego się nie dzieje. Po prostu w 19 kolejkach było za dobrze. A jak mówią niektórzy: "za dobrze, nie jest dobrze". Wie coś o tym Artur Derbin, któremu o awansie z Zagłębiem Sosnowiec do pierwszej ligi w 2015 roku też zaszkodziło jesienne liderowanie i gra w półfinale Pucharu Polski. Wiosnę zaczął słabo i mu podziękowano. Dziś nad Brynicą mogą tylko pomarzyć, by było tak jak wtedy, gdy Derbinowi nie dano szansy na popracowanie nad wiosennym przesileniem.