KOMENTARZE
Wygrała Legia, ale największy skok wykonał Górnik
Jaka była liga w sezonie 2017/2018 wszyscy widzieli. Dramat. Ale chyba nie o taką dramaturgię tu chodziło... Pastwienie się nad szeroko rozumianym „produktem”, jak określa się Ekstraklasę, to nic oryginalnego. Wszyscy złorzeczą, pomstują, wskazują na obniżający się stale poziom, zalew przeciętniaków z zagranicy, decyzje działaczy, którzy wymieniają trenerów jak rękawiczki, czy słabość mistrza, który przegrał 11 meczów w sezonie, a i tak konkurencja była jeszcze słabsza.

Ale zdarzyło się w minionym sezonie ligowym też coś bardzo dobrego. Przez kilkanaście miesięcy ta poniewierana przez krytyków liga wykreowała sporo młodych zawodników, którzy na zdrowy rozum, muszą wskoczyć na wyższy poziom i możemy określać ich nadziejami polskiej piłki. To zjawisko, które teoretycznie nie ma jakiegoś logicznego umocowania i trudno powiedzieć, aby wynikało ze świetnie funkcjonującego systemu. Po prostu mamy talenty, które muszą się przebić nawet wbrew przeciwnościom. Szymański, Piotrowski, Żurkowski, Loska, Bochniewicz, Kądzior, Kurzawa, Jóźwiak, Wieteska, Michalak... Gdyby taką listę nowych twarzy można było zaprezentować po sezonie 2018/2019 nie byłoby najgorzej.

 

Fenomenem był Górnik Zabrze, który wiosną ubiegłego roku tułał się jeszcze w środku stawki pierwszej ligi. 14-krotny Mistrz Polski niespodziewanie jednak awansował i od początku do końca był w ścisłej czołówce. To efekt pracy trenera Marcina Brosza, który postawił na młodych Polaków i wsparł ich tylko kilkoma bardziej doświadczonymi graczami. Z tej kopalni zaczęli czerpać selekcjonerzy reprezentacji kilku kategorii wiekowych, z Adamem Nawałką na czele. Tacy piłkarze jak Żurkowski, Kądzior czy Kurzawa trafili nawet do reprezentacji (ten pierwszy zapewne pojedzie na mundial).

 

Drugą z rewelacji sezonu była Wisła Płock budowana przez Jerzego Brzęczka podobnie jak Górnik przez Brosza. Jest to istotny sygnał dla ludzi zawiadujących polskimi klubami. W jakim kierunku mają iść. Można stawiać na swoich, kreować nowe twarze i sposobem wdrapać się na ligowy szczyt. Pewnie to za mało na arenę międzynarodową, ale pierwszy krok można tak właśnie zrobić. Zaświecić światełko w tunelu. Dać nadzieję, że uda się drugiego Lewandowskiego wyszukać i wyszkolić. Z obcokrajowcami, którzy traktują nasze kluby jak bankomaty i tak odpadamy w rywalizacji międzynarodowej w pierwszych rundach.

 

Przed sezonem Brosz powiedział, że jego celem jest utrzymanie w lidze i wygranie rywalizacji Pro Junior System (1,5 mln złotych zgarnia klub, który wystawia największą liczbę młodych graczy). A za zarobione pieniądze klub zamierza zbudować pełnowymiarowe boisko ze sztuczną trawą. Cel udało się osiągnąć z nawiązką. I o to właśnie chodzi, a nie o to, aby napychać kieszenie menedżerom, którzy żyją z handlu zawodnikami i tak naprawdę rządzą polską piłką.

 

Drugie miejsce drugi raz z rzędu dla Jagiellonii to dowód na to, że sposobem przy skromnym budżecie, prowadząc rozsądnie politykę transferową (wyszukuje się anonimowych graczy, za darmo lub za drobne, którzy w Białymstoku cudownie ożywają) można do ostatniej kolejki bić się o mistrzostwo. Tylko czy to może być strategia na lata?

 

Na tym tle mimo wszystko blado wypadli potentaci, czyli najbogatsze Legia i Lech. I nie mam namyśli konkretnych miejsc, które te drużyny zajmowały, ale całokształt. Przy swoich budżetach i możliwościach powinny wyprzedzać resztę stawki o kilka długości, a nie minimalnie.

pobierz aplikację pobierz aplikację
Polsat Sport
Najnowsze wiadomości sportowe z kraju i ze świata!
zamknij