Bez wątpienia wielkim wygranym jest Kamil Grosicki. Trochę chaotyczny, ale wielce zdeterminowany, aby się pokazać. To Grosicki wbił gole na 1:0 i 2:0, które spowodowały, że przestaliśmy się denerwować. Grosicki dotychczas nigdy nie trafił w biało-czerwonych barwach. Więc ten wieczór był dla niego szczególny. Debiutował u Leo Beenhakkera, pokładał w nim nadzieję Franciszek Smuda, widział w nim potencjał Waldemar Fornalik, ale pierwszym, który odniesie rzeczywiste korzyści z jego wystawiania będzie Adam Nawałka. Tak przynajmniej wynika z tego, co zobaczyliśmy na Estadio Algavre w Faro w 24 występie "Grosika" w reprezentacyjnym trykocie.

Grosicki czuje życiową szansę

Grosicki nie pęka – czuje, że to jego życiowa szansa i zrobi wszystko, aby ją wykorzystać. Maciej Rybus był dużo bardziej denerwujący, ale jednak dwie asysty przy bramkach Roberta Lewandowskiego zaliczył. Już przed meczem twierdziłem, że „Lewy” musi żyć z podań skrzydłowych. A skrzydłowi muszą zaliczać asysty i gole. I tak się stało. To rokuje na przyszłość. Nie ma jak konkurencja. Na pewno w meczach z Niemcami i Szkocją będzie chciał zagrać Kuba Błaszczykowski, a ambicje ma także Michał Żyro, który teraz znalazł się w reprezentacji młodzieżowej.

To czas Lewandowskiego - wreszcie

Cztery bramki w kadrze to zawsze wielka sprawa, nawet jak rywal jest kiepski. Co prawda kiedyś Paweł Kryszałowicz strzelił cztery gole Wyspom Owczym i praktycznie zakończył karierę w reprezentacji, ale Lewandowskiemu to nie grozi. Napastnik Bayernu Monachium dojrzał i wreszcie chciały się spełnić w drużynie narodowej. Lewandowski strzelił cztery gole i na wstępie eliminacji znalazł się na szczycie listy snajperów naszej grupy. Jak znam Roberta, nie zamierza oddać tego miejsca do końca. „Lewy” w Faro czasami przesadzał z indywidualnymi akcjami, ale zaimponował mi, że nawet po strzeleniu czwartej bramki robił wszystko, aby jeszcze raz wpisać się na listę strzelców. To jego czas w kadrze i pokazał to na południu Portugalii. Jeśli pokaże to w październiku na Stadionie Narodowym w Warszawie – z Niemcami i Szkocją – to kibice wreszcie uwierzą, że Lewandowski może odgrywać taką rolę w reprezentacji, jaką w ostatnich kilkunastu latach spełnili Emmanuel Olisadebe, Tomasz Frankowski, Maciej Żurawski, czy Euzebiusz Smolarek.

Może Jędrzejczyk na lewą obronę?

7:0 zawsze robi wrażenie, co nie znaczy, że wszystko było cacy. Do przerwy zabrakło agresywności i szybkości rozgrywania akcji. To dlatego było tylko 1:0. Poza tym naprawdę słabo spisywali się boczni obrońcy. Paweł Olkowski z prawej strony szamotał się, a nie grał w piłkę. Jakub Wawrzyniak – mimo ponad czterdziestu występów w kadrze – dalej sprawia wrażenie zagubionego. Zdrowy Łukasz Piszczek rozwiąże problem z prawą obroną, ale wielu dalej będzie się łapać za głowę z myślą o lewej stronie defensywy. A może warto poszukać ciekawego, niezbyt oczywistego rozwiązania? Niemcy na Mundialu wywalczyli Puchar Świata z Benediktem Hoewdesem na lewej stronie obrony. Na co dzień ten zawodnik występuje na prawej stronie obrony lub na środku. Może Artur Jędrzejczyk – szybki, zdecydowany, bez kompleksów – powinien trafić na lewą stronę defensywny Biało-czerwonych? Jak będzie skuteczny w obronie, to już będzie sukces. A jak wniesie cokolwiek do ofensywy, to może stać się rozwiązaniem na całe eliminacje EURO 2016...

Nie grasz w klubie, nie grasz w kadrze...

Olkowski jest przykładem zawodnika, który nie gra w klubie. W FC Koeln w tym sezonie zaliczył zaledwie pół godziny. Jeszcze gorszą sytuację ma Mateusz Klich w Wolfsburgu i to było widać w Faro. Czy sytuacja zawodnika, który wybiegł z numerem dziesięć zmieni się w najbliższych kilku tygodniach? Raczej nie... Większą szansę na regularne występy w Ajaxie Amsterdam ma Arkadiusz Milik, ale po nim również widać było brak rytmu meczowego. Docelowo selekcjoner musi kierować się zasadą - nie grasz w klubie, nie grasz w kadrze...

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!