Polacy pokonali w Tbilisi Gruzję 4:0 strzelając wszystkie bramki w drugiej połowie. Dawidziuk przyznał, że on sam jest zwolennikiem teorii, iż pojedynku nie trzeba wygrywać w pierwszych minutach.

 

Oczywiście, fajnie jest, gdy strzela się bramki na początku, bo łatwiej taki mecz się rozgrywa. Najważniejsza w tym wszystkim jest cierpliwość, bo spotkanie trwa 90 minut. I nie jest ważne, kiedy te gole padną – powiedział Dawidziuk.

 

Pierwsza bramka zdobyta przez Kamila Glika podcięła gospodarzom skrzydła. Według Dawidziuka, Gruzini też opadli z sił.

 

W pierwszej połowie zmusiliśmy Gruzinów do dużego wysiłku i większego biegania. Pokazaliśmy, że potrafimy zdominować rywala pod względem kondycyjnym. To jest najtrudniejszy element, na który sztab kadry ma najmniejszy wpływ. Ten czas na zgrupowaniu jest zbyt krótki, że nie da się zbudować czegoś wielkiego. Ale to świadczy o klasie zawodników, którzy przyjeżdżają na zgrupowanie dobrze przygotowani fizycznie - podkreślił.

 

Chwalił też biało-czerwonych za walkę do ostatniego gwizdka arbitra. Podobało mi się, że zespół gra do końca. Nie zadowolił się prowadzeniem 3:0, ale dążył do kolejnych goli, czego efektem była bramka zdobyta w doliczonym czasie gry. To bardzo cenna wartość – zaznaczył.

 

Dawidziuk, który kadrze Beenhakkera i Waldemara Fornalika pracował jako trener bramkarzy, przyznał, że wreszcie reprezentacja i jej sztab szkoleniowy będzie miał spokojną zimę. Po czterech kolejkach podopieczni Adama Nawałki mają 10 punktów i prowadzą w grupie D.

 

Ostatnio taką spokojną zimę mieliśmy przed Euro 2012, którego byliśmy gospodarzem. Drużyna była w trakcie budowy, nie było meczów eliminacyjnych i tabeli, która jest zawsze takim odniesieniem. Dziś spokojnie z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość – ocenił.

 

Jego zdaniem sukces Nawałki leży w optymistycznej naturze samego selekcjonera.

 

On tym swoim optymizmem potrafi innych zarażać. Udało mu się wprowadzić w kadrze atmosferę takiej determinacji. Buduje tę drużynę przez pryzmat aktualnych potrzeb. Mam tu na myśli niespodziewane powołanie Sebastiana Mili, dla którego rozdział w reprezentacji wydawał się już zamknięty. Widocznie Nawałka dostrzegł, że jego zespół potrzebuje właśnie takiego piłkarza i nie zawahał się powołać go na mecz z Niemcami – podsumował Dawidziuk.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!