Szczerze mówiąc nie rozumiem aż takich zachwytów nad jego grą. Hiszpanie mają okazję oglądać go co tydzień, więc słowa Nawałki mogą zweryfikować. W sobotę Krychowiak zagrał przeciwko Barcelonie. I co? Wynik wszyscy znają, ale jeśli ktoś zapomniał, to przypomnę: Sevilla przegrała 1:5, została zdeklasowana przez Katalończyków. Grzesiek miał szczęście, że po pięciu faulach nie dostał nawet żółtej kartki. Przy jego skłonnościach istniało ryzyko, że nie dokończy meczu.

 

W kontrakcie Krychowiaka jest podobno klauzula, według której może odejść z Sevilli za 30 mln euro. Jeśli chodzi o cenę jest więc na zbliżonym poziomie do Sergio Busquetsa, czy Samiego Khediry, czyli piłkarzy grających teoretycznie na tej samej pozycji Powtórzę: Busquetsa i Khediry. Z całym szacunkiem, ale mówimy o zawodnikach z zupełnie innej półki. To znaczy Busquests i Khedira leżą na jednej, Krychowiak na drugiej. Która jest wyżej – niech każdy sobie dopowie. Jeśli ktoś oglądał sobotni mecz, to chyba nie ma żadnych złudzeń.

 

Różnica jest też w tym jaką rolę pełni Grzesiek w Sevilli, a jaką w reprezentacji. Ostatnie mecze – ten ze Szwajcarią i Barceloną – doskonale to pokazały. W drużynie klubowej ma dość ograniczone zadania: odbierz piłkę i podaj do najbliższego. Wychodzi mu to świetnie, bo serce do walki miał od małego, ciągle ma i tak mu już zostanie. Wydolność, zadziorność też. Imponował mi tym w młodzieżowych reprezentacjach Polski, które prowadziłem. Pod względem ambicji i zaangażowania jest wzorem. Cieszy mnie też, że coraz bardziej poczuwa się do odpowiedzialności za grę naszej drużyny narodowej. To ważne, że przybywa zawodników, którzy czują  podobnie. Którzy wiedzą, że od nich też wiele zależy, że nie są tylko uzupełniającymi numerami wśród kilku gwiazd.

 

Nie podoba mi się tylko, że reprezentacji zbyt często bierze się za zadania, które go przerastają. Na przykład rozgrywanie piłki, do czego nie ma predyspozycji. Owszem, dużo widzi, ale widzieć to jedno, a zagrać błyskotliwie, niekonwencjonalnie, nieprzewidywalnie dla rywala, to co innego. W klubie szybko się co do tego zorientowali. W meczu z Barceloną nie widziałem w jego wykonaniu żadnego przerzutu, co nagminnie wręcz stara się robić w kadrze. Dobrze, że mu to kilka razy wyszło, nawet z pożytkiem,  jak w meczu ze Szkocją. Ale już kiepska gra w pierwszej połowie z Gruzinami wzięła się między innymi stąd, że piłka za rzadko przechodziła przez Sebastiana Milę.

 

Za często Krychowiak próbował szukać napastników pomijając tego, który robi to znacznie lepiej. Nie wiem czy to wina zawodnika, czy naszego selekcjonera, który nałożył na niego takie zadania, ale im szybciej obaj dojdą do wniosku, że  każdy powinien skupić się na tym, co umie robić najlepiej, tym dla wszystkich lepiej.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!