Najważniejsze były trzy punkty. Nieistotny był styl, widowiskowe akcje, tylko dopisanie  kompletu oczek i pozostanie na pozycji lidera grupy eliminacyjnej. W pierwszym meczu Gruzja postawiła trudne warunki, zagrała dobrą pierwszą połowę i dopiero w drugiej coś się posypało. Gole po stałych fragmentach gry - najpierw trafił Glik, później Krychowiak - uspokoiły Polaków. Później gole dołożyli jeszcze Mila i Milik i zwycięstwo 4:0 stało się faktem.

To był dziwny mecz. Po zwycięstwie w finale Ligi Mistrzów w 1999 roku sir Alex Ferguson powiedział "Football, bloody hell". I takie słowa idealnie wpasowują się w przebieg tego spotkania. Pierwsza połowa była przez większośc czasu imponująca. Świetnie mecz zaczęli skrzydłowi - Kamil Grosicki i Sławomir Peszko. Obaj atakowali na pełnej świeżości, byli dynamiczni i stwarzali mnóstwo zagrożenia. Brakowało tylko... skuteczności.

Kilka szans zmarnował Robert Lewandowski. Raz z linii bramkowej piłkę wybił Amisulaszwili, a kilkadziesiąt sekund później snajper Bayernu miał kolejną okazję, ale z kilku metrów jego strzał obronił Loria. A lepiej napisać (G)Loria. To był jego mecz - przynajmniej w pierwszej połowie. Gruzini mieli problemy, rzadko atakowali, ale przetrwali. I to mogło okazać się kluczowe.

Druga połowa to jednak zupełnie inna  historia. Kto wie, być może to najgorsza połówka zagrana przez podopiecznych Nawałki w tych eliminacjach. Tylko jak ją ocenić, skoro została wygrana aż 4:0?! Gruzini znakoicie wytrzymali kondycyjnie, w końcowce nawet mocno przycisnęli i przy stanie 0:1 trafili w poprzeczkę. Ostatecznie wyjeżdżają z bagażem czterech bramek.

Zaczęło się od świetnie wykonanego stałego fragmentu gry. Grosicki do Milika, ten do Mączyńskiego, który natychmiast oddaje Milikowi, a snajper Ajaksu uderzył w swoim stylu - z dystansu, precyzyjnie lewą nogą w dalszy róg. Piłka minęła Lorię i wpadła do siatki. To jednak nie uspokoiło biało-czerwonych, bo Gruzini nie grali źle. W końcówce jednak kompletnie się posypali.

W 64. minucie na boisko zameldował się Jakub Błaszczykowski. I jego występ należy ocenić zdecydowanie na plus. Pierwsza akcja była nieudana, ale z czasem było coraz lepiej. Show skradł mu jednak Lewandowski, który w odstępie czterech minut strzelił trzy gole! Najpierw po przytomnej asyście Milika, później po zagraniu Błaszczykowskiego (zdjęcie na którym obecny kapitan kadry oraz były kapitan celebrują bramkę z pewnością obiegnie internet), a następnie po wybiciu piłki przez Milika.

Hat-trick Lewandowskiego to drugi najszybszy w historii eliminacji mistrzostw Europy. Szybszy był tylko Arif Erdem w 1999 roku (trzy minuty). Lewy jest także najlepszym strzelcem tych eliminacji (7 goli), a także wyprzedził prezesa PZPN Zbigniewa Bońka na liście najskuteczniejszych zawodników w reprezentacji (26 bramek Lewandowskiego, 24 Bońka).

Polska pozostała liderem grupy D. Ma 14 punktów i o 3 wyprzedza Irlandię. Niebawem jednak na drugie miejsce wskoczą Niemcy (na razie 10 punktów), gdyż czeka ich mecz z Gibraltarem.

Polska - Gruzja 4:0 (0:0)

 

Bramki: Arkadiusz Milik (62), Robert Lewandowski (89, 90+2, 90+3).

 

Sędzia: Aleksiej Kulbakow (Białoruś). Widzów: 56 512 tys.

 

Polska: Łukasz Fabiański - Łukasz Piszczek, Łukasz Szukała, Michał Pazdan (90-Marcin Komorowski), Maciej Rybus - Kamil Grosicki (79-Tomasz Jodłowiec), Grzegorz Krychowiak, Krzysztof Mączyński, Sławomir Peszko (64-Jakub Błaszczykowski) - Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik.

 

Gruzja: Giorgi Loria - Ucza Łobzanidze, Guram Kaszia, Aleksandre Amisulaszwili, Lasza Dwali, George Nawalowski - Tornike Okriaszwili (46-Murtaz Dauszwili), Dżano Ananidze, Aleksandre Kobachidze (76-Baczana Cchadadze), Valeri Kazaiszwili - Mate Wacadze (63-Giorgi Czanturia).

 

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!