Sebastian Staszewski: Odlicza Pan już dni do wrześniowego meczu z Niemcami?

 

Eugen Polanski: Przed tym meczem denerwuję się bardziej, niż kiedy sam bywałem na boisku. Już przebieram nogami! Do Frankfurtu wybieram się z całą rodziną.

 

I będziecie kibicować Polsce?

 

Oczywiście, że tak.

 

Błaszczykowski jednak w VfB Stuttgart?

 

A nie myśli Pan czasami, że to Panu – walczącemu na murawie stadionu Commerzbank-Arena – powinni kibicować polscy fani?

 

Może i by tak było, gdyby nie sytuacja z ubiegłego roku. Czasu już jednak nie cofnę, pewne słowa zostały wypowiedziane. Czas jednak leczy rany i dziś już nie mam do nikogo pretensji. Z selekcjonerem Nawałką jesteśmy w normalnych relacjach. Przed każdym meczem piszę mu SMS z życzeniami. Ktoś może myśleć, że za sobą nie przepadamy, ale to nie prawda.

 

A mimo to praktycznie uciekło Panu Euro 2016…

 

Trudno. W tej chwili nie chodzi o ambicje Polanskiego, o to czy będzie grał w reprezentacji czy nie, ale o to czy nasza drużyna awansuje na turniej we Francji. To chłopaki zaczęli te eliminacje i oni powinni je skoczyć. Gdyby trener Nawałka mnie teraz powołał, a ja przyjechałbym na zgrupowanie, media nie dałyby mi żyć. Po co? Dlaczego? Przecież odmówiłeś… Dziennikarze pisaliby, że w ostatniej chwili podczepiłem się pod sukces.

 

Woli się Pan skupić na grze w klubie?

 

To nie tak. Każdemu piłkarzowi, który był reprezentantem, będzie brakowało wielkich meczów, wielkich rywali. Mi także. Ale w tej chwili kadra to dla mnie rozdział zamknięty. Nawet kiedy spotkam się z kolegami – jak niedawno z Arturem Borucem i Robertem Lewandowskim – to na ten temat nie rozmawiamy.

 

Jak ocenia Pan szanse Polski w meczu z Niemcami?

 

Są duże. Niemcy mają w tej chwili swoje problemy. W mediach krąży opinia, że 4 września będzie bardzo trudno, że Polska ma mocny zespół, który składa się nie tylko z Roberta Lewandowskiego, ale z jedenastu równych piłkarzy. Wiadomo, że oni chcą wygrać i zająć pierwsze miejsce w grupie, ale ja jestem optymistą. Stawiam, że nie przegramy, a może nawet wygramy!

 

Może powinien pokusić się Pan o zakład z Pana klubowymi kolegami, reprezentantami Niemiec Sebastianem Rudym i Kevinem Vollandem?

 

O meczu jeszcze nie rozmawialiśmy, ale jeśli zaczną żartować to powiem im to samo co Tobie: Polska we Frankfurcie nie przegra!

 

Oby tylko – jeśli arbiter podyktuje jedenastkę – nasz strzelec uderzył lepiej, niż Pan w ostatnim meczu Hoffenheim z Bayernem Monachium…

 

Bardzo śmieszne… Po meczu byłem wściekły! Mieliśmy przecież wielką szansę na pokonanie Bayernu. Nie wydaje mi się, że wiele zespołów w tym sezonie będzie miało tak dobrą okazję na ogranie mistrzów Niemiec. Szkoda, że się nie udało. Następną jedenastkę wykonam znacznie lepiej, obiecuję.

 

Mimo porażki z Leverkusen i Bayernem Monachium jesteście chwaleni.

 

Tak, bo gramy naprawdę dobrą piłkę. Początek przygotowań był trudny, ale teraz wszystko jest OK. A będzie jeszcze lepiej. Z siebie też jestem zadowolony. Zrobię wszystko, aby ten sezon był najlepszy w moim życiu.

 

A później transfer do Anglii? Kilka klubów się u Pana upominało.

 

Tak, ale to były krótkie rozmowy. W tej chwili nie wyobrażam sobie odejścia z Hoffenheim. Mam tu jeszcze dwuletni kontrakt. W tym sezonie zostaję więc w Niemczech. W piątek gram mecz towarzyski a później wskakuję w samochód i jadę do Frankfurtu. Trzymajmy kciuki za Polskę, bo mam przeczucie, że będzie dobrze!

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!