Łukasz Majchrzyk: Kiedy rozmawialiśmy rok temu przed meczem z Niemcami w Warszawie, to powiedziałeś: "Gra na remis to byłby brak szacunku dla kibiców". Rok temu pewnie wielu kręciło głowami, ale wyszło na twoje.

 

Grzegorz Krychowiak: Mecz w Warszawie pokazał, że kiedy jesteśmy razem, jako drużyna, to możemy walczyć nawet z takimi drużynami jak Niemcy. Po tamtym zwycięstwie atmosfera wokół reprezentacji się polepszyła. To było 90 minut, które pozwoliło nam zrobić krok do przodu. Teraz apetyt nam urósł. Gramy na wyjeździe, Niemcy są faworytem tego spotkania, ale mamy w głowach jedną myśl: zwycięstwo. Gramy o trzy punkty i chcemy zrobić następny krok na drodze do awansu na Euro 2016.

 

Jeszcze rok temu kibice wynik 0:2 we Frankfurcie wzięliby z zadowoleniem, bo gracie w końcu z mistrzami świata. Ale już raz Niemców ograliście.

 

Nawet przed pierwszym spotkaniem, nie ma co ukrywać, że kibice zastanawiali się, jak wysoko przegramy. Jeśli przegralibyśmy 0:2, to uważane by to było za dobry rezultat. Pokazaliśmy charakter i to, że jesteśmy w stanie walczyć, jako zespół. Wygraliśmy po bardzo ciężkim meczu.

 

Tamto zwycięstwo odnieśliście bardziej charakterem, czy umiejętnościami? Jedno i drugie jest potrzebne, ale co przeważyło?

 

Niemcy to mistrzowie świata, więc mają świetnych piłkarzy, ale samymi umiejętnościami nie wygrasz takiego spotkania. Każde spotkanie trzeba "wywalczyć", "wybiegać".

 

Joachim Loew odgraża się przed tym meczem, że jego piłkarze są teraz mniej zmęczeni niż w zeszłym roku.

 

Niemcy są lepszym zespołem niż na początku eliminacji. Tamten czas był ciężki dla nich, bo wielu piłkarzy zrezygnowało z gry w kadrze, kilku miało kontuzje. My też mieliśmy swoje problemy. Teraz jesteśmy bogatsi o doświadczenie, które zdobyliśmy w ostatnich miesiącach. Jesteśmy lepszą drużyną i jedziemy do Frankfurtu z myślą o zwycięstwie.

 

Zatrzymać Niemcy, to zatrzymać Toniego Kroosa?

 

Nie, bo reprezentacja Niemiec to wielu świetnych fachowców. Kroos rozprowadza piłkę, wszystkie akcje przechodzą przez niego. Wyłączenie go spowoduje większe problemy Niemców, ale nie można się skupiać tylko na nim.

 

Gdyby udało się go wyłączyć, to Niemcy będą mieli jednak problemy?

 

On bierze na siebie ogromną odpowiedzialność za grę kadry, ale na pewno nie 100 procent.

 

Będziecie się spotykać w środku pola. Ten mecz musi Kroosa zaboleć?

 

Jeżeli chcesz grać z takim zawodnikiem, to musisz być szybki, agresywny, nie pozwolić przyjąć piłki i się rozejrzeć, bo wtedy będzie już za późno. Jeżeli chcesz odebrać im piłkę, to trzeba grać na pograniczu faulu.

 

W ataku występuje Mario Goetze, raczej pomocnik, który uwielbia kombinacyjną grę w tłoku. Będziesz musiał mieć oczy dookoła głowy?

 

Od defensywnego pomocnika nie wymaga się już tylko pressingu na rozgrywających przeciwnika, ale łamania linii podania między pomocnikiem a napastnikiem. Podczas 90 minut muszę wywierać pressing i uważać na prostopadłe piłki, by pomagać czwórce obrońców.

 

Niemcy będą was próbowali stłamsić na początku meczu? Dla nich to była bolesna porażka, bo historyczna, pierwsza. Jak się nie dać, jeśli spróbują to zrobić?

 

Na pewno zagrają pressingiem, będą chcieli pokazać, że są mistrzami świata. My musimy być agresywni, a potem, po odbiorze, kluczowe będzie wymienienie trzech, czterech podań, żeby móc wyprowadzać błyskawiczne kontrataki, czy utrzymać się przy piłce.

 

Ale co ważniejsze będzie: jak najszybciej zagrać do Roberta, czy lepiej do stoperów, żeby uspokoić grę i wprowadzić trochę spokoju?

 

Ciężko powiedzieć, to będzie zależało do sytuacji. Na Stadionie Narodowym po dwóch kontratakach strzeliliśmy dwa gole i to będzie jeden z podstawowych sposobów na zdobycie bramki. Nie możemy jednak grać tylko kontratakami. Będą momenty, kiedy trzeba się będzie utrzymać przy piłce i stworzyć sobie sytuację po ataku pozycyjnym.

 

Wyobrażam sobie, że Niemcy spróbują was wsadzić na karuzelę i zabawić się z wami.

 

Ja tak nie uważam. Jeżeli brakuje ci szacunku do przeciwnika we współczesnym futbolu, to nie możesz wygrywać na dłuższą metę. Pokażemy, że mamy umiejętności i, że stać nas na korzystny wynik.

 

Pomówmy teraz o tobie. Nowy sezon przyniósł występy na pozycji stopera.

 

I w Superpucharze Europy, i w lidze z Malagą zagrałem na środku obrony z konieczności. Dwóch obrońców było chorych i nie zdążyli wrócić do pełnej dyspozycji.

 

Bałeś się trochę, zwłaszcza meczu przeciwko Barcelonie?

 

Nie, nie miałem żadnych obaw.

 

Jak się czujesz na tej pozycji? W Reims chyba zdarzało ci się tam grywać?

 

Tak, od czasu do czasu tam grywałem. Trzeba być skupionym przez 90 minut, mniej się biega. Uważam, że jako pomocnik mogę dać więcej drużynie.

 

Twoimi partnerami byli Adil Rami i Benoit Tremoulinas. Krzyczeliście do siebie po francusku?

 

Tak.

 

Coke musiał się dostosować?

 

Nie, wtedy trzeba się było przełączyć na hiszpański (śmiech).

 

Jak znosisz ból?

 

Jak inni ludzie. Każdy człowiek ma swoje granice bólu.

 

Zostałeś nawet w hiszpańskiej gazecie "Krychomanem" po tym, jak grałeś z pękniętym żebrem przeciwko Barcelonie.

 

Są kontuzje i kontuzje. Czasami trafiają się urazy, których nie da się przeskoczyć i trzeba odpocząć, ale bywają sytuacje, gdy tylko od ciebie zależy, czy wytrzymasz ból i zagrasz. Możesz wziąć środki przeciwbólowe, zacisnąć zęby i grać, bo kontuzja się nie pogorszy. To był właśnie taki uraz.

 

Jak to się stało? Klasyczny cios łokciem w żebro?

 

Trudno powiedzieć, nawet nie pamiętam, kiedy to się stało w trakcie meczu. Dopiero z czasem zaczynało mnie boleć coraz mocniej.

 

Po dziesięciu dniach odpoczynku zagrałeś w lidze.

 

Na drugi dzień, po szczegółowych badaniach, lekarz powiedział mi, że tylko od mojej wytrzymałości zależy, kiedy wrócę. Powiedział, że mam szansę zagrać w pierwszym meczu ligowym, więc postawiłem sobie taki cel. Uważam, że bardzo ważne jest, by chcieć grać i na każdym treningu się odpowiednio przygotowywać.

 

Zawsze u ciebie tak było? W juniorach też tak znosiłeś ból?

 

Są środki przeciwbólowe, są momenty, w których możesz grać z bólem, ale trzeba być mądrym. Jest różnica między "graniem" i "graniem dobrze". Trzeba móc coś dać zespołowi. Kiedy mam problemy zdrowotne, to jestem zły, że nie mogę grać. Wtedy robię wszystko, żeby wystąpić, pomóc zespołowi.

 

To też podnosi cenę przy transferze do ligi angielskiej. Tam lubią takich piłkarzy.

 

Nie zastanawiałem się nad tym...

 

Było coś na rzeczy w tych pogłoskach o transferze na Wyspy?

 

Nie chciałbym o tym mówić. Zostałem w Sevilli i to jest najważniejsze. Tutaj mogę się jeszcze rozwinąć jako piłkarz. Będę miał okazję wystąpić w Lidze Mistrzów, klub zrobił krok do przodu.

 

Dobiliście się wreszcie do Ligi Mistrzów i wpadliście od razu do grupy śmierci z: Juventusem, Manchesterem City i Borussią Monchengladbach.

 

Byłem zadowolony po losowaniu i jestem podekscytowany tą grupą. Kiedy grasz w Lidze Mistrzów, to chcesz się zmierzyć z najlepszymi i udowodnić im, że jesteś w stanie z nimi wygrać. Po to walczyliśmy, żeby awansować z tej grupy.

 

Nie dość wielkich meczów? Adrenalina musi się podnosić?

 

Po to się gra w piłkę, po to się kopało już od piaskownicy, by kiedyś w takich meczach występować. Kiedy masz szansę, to chcesz udowodnić, że jesteś wart. Chcę grać takie mecze co trzy dni.

 

Ty chyba kawy nie musisz pić?

 

Nie, nie mam problemu, kawy nie piję (śmiech). Trzeba być optymistą, być pozytywnie nastawionym do życia. To się przekłada także na boisko. Są dni, kiedy jesteś zmęczony, ale nie powtarzasz sobie, że "nie dam rady", tylko, że to musi minąć. Tak samo jest z kontuzjami, pozytywne nastawienie pomaga w leczeniu.

 

Życzyć ci, żebyś po meczu we Frankfurcie nie mógł zasnąć tak samo, jak po finale Ligi Europejskiej?

 

Oby tak było i oby z tych samych powodów.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!