Szkoci i Irlandczycy próbowali sponiewierać Roberta Lewandowskiego, co było wręcz niesamowite. Dążyli do fizycznego unicestwienia Polaka. Tyle, że Robert nie daje się tak łatwo sponiewierać. Ba, to wręcz niemożliwe - łączy technikę użytkową z myśleniem. Instynkt snajpera ze zmysłem stratega, który zaprocentował gigantycznym wkładem w awans Biało-czerwonych do finałów EURO 2016. Lewandowski to 13 goli, kilka asyst, ale i dużo więcej. Młodzi piłkarze są wręcz zapatrzeni w Lewego, mającego żądzę sukcesu, któremu podporządkował całe życie. Co nie znaczy, że nie wlał w siebie wielkiego hausta szampana na murawie Narodowego - to bawić się, w odpowiednim momencie, też trzeba umieć!

 

Piechniczek ocenia Polaków: Lewandowski najlepszy

 

"Lewy", czyli "King's Speech"

 

Kuba Błaszczykowski w swojej autobiografii poświęcił mu jedno zdanie. Z tego co pamiętam - w takim stylu - "nie jest mi z nim po drodze". Nie wahał się wyrzucić żalów pozbawienia opaski w trakcie eliminacji. Tyle, że Błaszczykowski nie mógł być dalej kapitanem. Opaska mu ciążyła. Na przeszkodzie, aby dobrze sprawować funkcję stanęły nie tylko kontuzje, ale i charakter - malkontenta. Błaszczykowski to WIELKI CZŁOWIEK, po tym z czego zdołał się podnieść (przemoc w rodzinie zakończona tragedią). Jednak będąc kapitanem u Franciszka Smudy i Waldemara Fornalika nie przyniósł szczęścia. Musiał odejść w imię sukcesu, którego tak potrzebuje polska piłka. Adam Nawałka mógł wybrać Kamila Glika, mógł nawet Grzegorza Krychowiaka, ale uznał, że warto powierzyć funkcję - a zarazem odpowiedzialność - Lewandowskiemu. Na co nie zdecydował się Fornalik, wcielił w życie - po chwili wahania - Nawałka. "Lewy" to może nie jest typ urodzonego lidera. Jednak dwa lata w Lechu, cztery w Borussii i kilkanaście miesięcy w Bayernie, uświadomiły mu wiele rzeczy. Potrafił przełamać pewne bariery. Niczym król Jerzy VI - odegrany kapitalnie przez Colina Firtha - w "King's Speech" (polski tytuł "Jak zostać królem"). Symbolem tej przemiany Lewandowskiego był gol na 2:1 z Irlandią, a w czasie celebry przemowa do mikrofonu dla prawie sześćdziesięciu tysięcy widzów na Narodowym i milionów, oglądających w telewizji Polsat.


"Capocannoniere" i "Maszyna"

 

"Lewy" nie jest sam. Na awans pracowało wielu, ale muszę w tym miejscu wymienić dwa nazwiska - Glika i Krychowiaka. Zacznę od Glika, którego Smuda nie wziął na finały EURO 2012, a co Kamil wziął sobie do serca już na zawsze. Powiedział kiedyś: "Naprawdę nie czułem się gorszy od Perquisa". Smuda zaufał jednak Perquisowi, a do kadry wziął nawet młodego Marcina Kamińskiego z Lecha, a nie wschodzącą gwiazdę Torino. Glika nic nie jest jednak w stanie złamać. W minionym sezonie był czołowym obrońcą w jednej z najlepszych lig świata - włoskiej Serie A. Ba, walczył o koronę króla strzelców! W ostatnim zdaniu trochę żartuję, ale i tak został "Capocannoniere" - czyli królem strzelców - wśród Polaków na Półwyspie Apenińskim. Glik w jednym sezonie strzelił 7 bramek, tyle co Zbigniew Boniek gdy grał w Italii w latach osiemdziesiątych XX wieku. Prezes Boniek w ostatnim meczu kadencji Fornalika wpadła do szatni na Wembley i zaczął besztać Glika. Ten zachował spokój, ale i tak nie został powołany na dwa pierwsze mecze kadencji Nawałki. Później selekcjoner zdał sobie sprawę, że jeśli ma budować zespół zdolny do sukcesów, to musi go budować w oparciu o Glika. I ten charakterny chłopak z Jastrzębia Zdroju stał się jego ostoją.

 

Podobnie, jak Krychowiak, który na boisku przekształca się w "Maszynę", a poza jest żartownisiem jakich mało. "Krycha" w dniu meczu Polska - Szkocja potrafi dzwonić selekcjonera, aby pytać się kto w bramce w Glasgow: Łukasz Fabiański czy Wojtek Szczęsny? Po czym pada mu komórka i nie słyszy odpowiedzi, co nagrywa nieoceniony Łukasza Wiśniowski z "Łączy nas piłka". Wiśniowski, czy Paweł Kosedowski - człowiek od sprzętu, a także Tomasz Iwan - dyrektor kadry - to właściwe wybory personalne, aby kadra mogła odpowiednio funkcjonować. Miałem napisać szerzej o roli Krychowiaka, ale świta, więc dobrej nocy, czy raczej dzień dobry w dniu po awansie do finałów EURO 2016!

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!