Gdyby terroryści zrealizowali swój pierwotny plan, doszłoby do masakry na Stade de France. Jeden z nich miał odpalić ładunek na trybunach. Dwaj kolejni mieli czekać na wybiegających ze stadionu ludzi i wysadzić się w chwili największej paniki. Na szczęście do tego nie doszło.

 

Świat sportu uczcił pamięć ofiar tragedii we Francji (WIDEO)

 

Jak poinformowało "L’Equipe", żaden z zamachowców nie miał biletów na towarzyski mecz Francja – Niemcy (2:0). Mimo tego, dwóch z nich postanowiło przedostać się na trybuny. Próbę podjęli o godzinie 21:05, gdy wszyscy kibice zajęli już swoje miejsca. Każdy z nich chciał wejść przez inną bramkę, jednak stewardzi na szczęście ich nie przepuścili.

 

Terroryści zmienili wówczas plany. Postanowili wywołać panikę w okolicy stadionu, żeby zaatakować jak najwięcej osób przy stacji szybkiej kolejki, gdzie czekał trzeci z nich. Pierwszy wysadził się o godzinie 21:17, natomiast drugi o 21:20. Trzeci detonował ładunek w przerwie meczu, zabijając jedną osobę i raniąc 46 kolejnych.

 

Inną wersję przedstawił "Wall Street Journal". Według tej relacji, jeden z zamachowców posiadał bilet, jednak w trakcie kontroli miało się okazać, że ma na sobie kamizelkę z materiałami wybuchowymi. To miało sprawić, że wpadł w panikę i uciekł, po czym denotował ładunek. "L’Equipe" nie potwierdziło tej wersji.

 

W zamachach w Paryżu zginęło co najmniej 129 osób i raniono około 350 osób.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!