Wprawdzie daleko do szaleństwa, ale gorączka, jaka opanowała media i kibiców, sięga stanów górnych. Potrafię zrozumieć, że Grzegorz Krychowiak to na tyle kluczowa postać reprezentacji, że trudno wyobrazić sobie bez niego Euro, ale sytuacja jest naprawdę daleka od tragicznej. Wystarczy wczytać się w oficjalne komunikaty, bądź werbalny przekaz zainteresowanych. Słowem: nie jest źle.


Sportowiec, którego występ na kluczowej imprezie wisi na włosku, nie pisze w mediach społecznościowych, że czeka go przerwa w treningach i że mogło być gorzej. W poważnych urazach mało kto odważyłby się precyzyjnie wskazać czas wykluczenia, nie znam też lekarza, który podawałby średni czas pauzy, a nie górną jej granicę. I wreszcie najważniejsze: ani trener, ani koledzy z drużyny nie zachowywaliby takiego spokoju, gdyby nie byli przekonani, że jedna z najważniejszych postaci tej drużyny nie będzie gotowa do gry.


Krychowiak nie jest graczem z porcelany, o czym świadczą choćby statystyki. W eliminacjach był niezastąpiony – zagrał od pierwszej do ostatniej minuty we wszystkich dziesięciu spotkaniach. Sevillę w lidze hiszpańskiej i europejskich pucharach także trudno sobie wyobrazić bez niego, a przecież – pomijając finalistów Ligi Mistrzów - grał najdłużej jak tylko w Europie się da. Nie ma niezniszczalnych piłkarzy, ale jeśli któryś z naszych reprezentantów miałby się do tej granicy zbliżyć, to właśnie Krychowiak.


Najważniejsze, że lekarze wykluczyli odnowienie się kontuzji więzadła pobocznego. Nie wiem, jak Państwo, ale z artykułowanych na potrzeby mediów lekarskich prognoz wybrzmiewa dające ulgę „uff”. Rozmawiałem o urazie Krychowiaka z ortopedą. Nie po to, by konfrontować jego wiedzę i przypuszczenia z fachowością kadrowych medyków, bo ta jest na topowym, światowym poziomie. Wiadomo, że ci, którzy są najbliżej Krychowiaka będą zachowywać ostrożność w każdym wypowiadanym słowie, mój rozmówca stwierdził, że to nic, co mogłoby spędzać kibicom sen z powiek. Jeśli Krychowiak – razem z Robertem Lewandowskim, Łukaszem Piszczkiem i Maciejem Rybusem – miał rozpocząć przygotowania w Arłamowie dopiero w czwartek, wypadną mu zaledwie trzy, może cztery dni treningowe oraz towarzyski mecz z Holandią.


Ani Krychowiakowi, ani reprezentacji świat się z tego powodu nie zawali. Powiem więcej, przy tego typu urazach, które nie skutkują dysfunkcją, nie zaburzają pamięci mięśniowo-ruchowej, taki odpoczynek może być dla ważnego piłkarza wręcz zbawienny. Nawet nie chodzi o reset psychiczny, choć ten z pewnością przydałby się wszystkim trenującym i grającym na pełnych obrotach przez dziesięć miesięcy w roku. Taka przerwa może wpłynąć zbawiennie na całe ciało, na co zwrócił mi uwagę jeden z czołowych polskich fizjologów.


 Przy okazji kontuzji Krychowiaka, padają pytanie obciążania, jakim poddawani są nasi reprezentanci. Że długie sezony klubowe mogą zniszczyć nasze marzenia o sukcesie na Euro, itd. Mogą, ale nie zniszczą. Mało tego, dadzą nam handicap, jakiego polska drużyna nie miała nigdy w historii. Pomijam oczywistość, że w podobnej sytuacji są niemal wszyscy piłkarze kluczowych reprezentacji turnieju we Francji. Jeśli jednak wrócimy pamięcią do przygotowań przed poprzednimi wielkimi imprezami, przypomnimy sobie, jak ówcześni selekcjonerzy zachodzili w głowę, by przygotować do turnieju zawodników, którzy sezony klubowe przesiadywali na ławkach rezerwowych lub nawet na trybunach, a dla naszej kadry byli niezbędni. Czy nie o takiej sytuacji właśnie marzyliśmy, że reprezentanci Polski grają w czołowych europejskich klubach bijących się do końca w najważniejszych rozgrywkach? Że są filarami, bez których nie wyobraża sobie życia Bayern, Borussia czy Sevilla?


Drobne dolegliwości są ceną za selekcjonerski komfort. Nie szukajmy więc odpowiedzi na pytanie, czy Krychowiaka może zastąpić na Euro Tomasz Jodłowiec. Moim zdaniem takiego tematu nie ma.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!