Roman Kołtoń: Gdzie i kiedy i w jakim składzie odbędzie się Superpuchar Polski?

 

Zbigniew Boniek: Zasada jest jasna - w Superpucharze grają mistrz Polski i zdobywca krajowego pucharu. W przypadku, gdy jedna drużyna zdobywa oba trofea, wówczas w spotkaniu o Superpuchar gra finalista Pucharu Polski. Tym samym czeka nas mecz Legia - Lech... Kolejna zasada - której chcemy się trzymać - to termin: na tydzień przed inauguracją rozgrywek ligowych. Stąd termin został wyznaczony na 8 lipca. Spotkanie powinno się odbyć na Legii. Rzecz jasna bez udziału kibiców Lecha, którzy mają karę... Rzecznik prawa związkowego odwołuje się również w sprawie kary dla Lecha - chce wykluczenia finalisty Pucharu Polski z kolejnej edycji. Tym samym Lech nie zagrałby również w spotkaniu o Superpuchar. Na razie jednak obowiązuje inna kara i tego się trzymam - Lech uczestniczy w rozgrywkach o Superpuchar i Puchar Polski w sezonie 2016/2017, ale bez udziału swoich kibiców w meczach wyjazdowych, a także bez kibiców na własnym obiekcie.

 

8 i 9 lipca w Warszawie jest szczyt NATO...

 

I to może być problem. Organizatorem meczu o Superpuchar jest Legia, przy współpracy z PZPN. I wystąpiliśmy do policji o zgodę na rozegranie spotkania. Myślę, że w ciągu tygodnia będziemy wiedzieć na czym stoimy.

 

A jak policja powie "nie".

 

To spotkanie o Superpuchar w 2016 roku nie odbędzie się....

 

I pan się z tym godzi?

 

Uważam, że Superpuchar to fajne rozpoczęcie sezonu. Wydaje mi się, że z meczem Legia - Lech na Łazienkowskiej nie powinno być żadnego problemu, szczególnie, że nie będzie na nim kibiców z Poznania. Takie miasto jak Warszawa nie może być sparaliżowane, ponieważ odbywa się szczyt NATO. Szczyt NATO to jedno, a Superpuchar to drugie wydarzenie. Jedno nie powinno wykluczać drugiego...

 

Ekstraklasa w sezonie 2016/2017 znowu zagra w systemie ESA 37 - po raz czwarty z rzędu. Czy system podniósł jednak poziom klubów? Czy ułatwił start w rundach wstępnych europejskich rozgrywek?

 

Poczułem się, jak w "Cafe Futbol"! Zresztą muszę pochwalić Wojtka Kowalczyka za ostatnie "Cafe Futbol". "Kowal" ma rację - system rozgrywek nie jest od podnoszenia poziomu. Na pewno zwiększył się poziom emocji. Czy rozwiązaniem byłby powrót do ligi z udziałem 16 zespołów w formule mecz i rewanż? Oczywiście widzę, że jest coraz więcej głosów w środowisku, które są krytyczne dla ESA 37...

 

Przeciwko kontynuowaniu reformy wypowiedzieli się Karol Klimczak, prezes Lecha i Bogusław Leśnodorski, prezes Legii - w tamtym sezonie do Bożego Narodzenia oba kluby zagrały po 38 meczów!

 

Pytanie, ile meczów rozegrały na wiosnę? 16 w lidze i po 3 w Pucharze Polski, czyli łącznie 19.

 

38 meczów jesienią to jednak "mordercza" dawka...

 

A ile meczów zagrała Sevilla w tym sezonie?

 

63.

 

No właśnie!

 

Jagiellonia i Śląsk odpadły w drugiej rundzie eliminacji Ligi Europy, Lech chciał szturmować Ligę Mistrzów, ale trafił do Ligi Europy, aby w Ekstraklasie długo pozostawać na dnie tabeli. Legia, który grała w grupie Ligi Europy, w pewnym momencie miała aż 10 punktów straty do Piasta Gliwice...

 

O czym mówimy? Czy chce pan mi powiedzieć, że w lipcu i sierpniu są poważne wyzwania w europejskiej rywalizacji?

 

Poważna rywalizacja - czy w Lidze Mistrzów, czy w Lidze Europy - zaczyna się we wrześniu...

 

Ja bym powiedział, że w marcu, ha, ha, ha...

 

Dwa polskie kluby jednak zaczną już od pierwszej rundy kwalifikacji, a dwa kolejne od drugiej. I chyba nie chcemy powtórki z porażki Jagiellonii z Irtyszem Pawłodar, klubem z Kazachstanu. W minionym sezonie "Jaga" odpadła z Cypryjczykami, a Śląsk z klubem ze Szwecji. W drugiej rundzie kwalifikacji...

 

Niestety, taki jest stan polskiej piłki...

 

A "Jaga" jeszcze - między meczami z Cypryjczykami - w lidze, bodaj w Kielcach, zagrała drugim składem!

 

Czy pan chce, żebym podchodził do tego poważnie? Czy to było poważne? Jagiellonia w pierwszej rundzie grała z Litwinami - wygrywając 1:0, a później 8:0. Więc jaka jest skala problemu? Wie pan, ja nigdy nie narzekam przed wyzwaniem. Polityki płaczu w ogóle nie uznaję!

 

Omonia Nikozja okazała się dla Jagiellonii już za mocna - po bezbramkowym remisie, przyszła porażka 0:1 na wyjeździe i koniec startu w Europie.

 

Jednak to nie pucharowa przygoda przyczyniła się do problemów Jagiellonii w sezonie 2015/2016. Proszę dokładnie prześledzić kadrę tego klubu. Proszę zobaczyć, co stało się z kilkoma piłkarzami po zajęciu trzeciego miejsca w lidze. Nie chcę jednak w żadnym stopniu krytykować właścicieli polskich klubów. Niesamowicie trudno być właścicielem klubu, bo u nas nie ma poważnych budżetów. Nie mówię o Legii, ale o innych klubach w Ekstraklasie, w których większość dysponuje budżetem od 15 do 30 milionów złotych. Takie są pieniądze z praw telewizyjnych, ze sprzedaży biletów, z marketingu. Gdyby polskie kluby posiadały 20, czy 30 milionów euro na sezon, byłoby im zdecydowanie łatwiej. Inną rzeczą jest, jacy ludzie bezpośrednio zarządzają w klubach. Do tego jednak nie chcę się wtrącać. Wrócę do właścicieli, którzy zmagają się z budżetem - dziewięćdziesiąt procent z nich nie chce robić długów, i słusznie, i chce osiągnąć sukces. Dla jednych będzie to walka o czołówkę, dla innych skuteczna obrona przed spadkiem. Chylę czoła przed tymi ludźmi.

 

Michel Platini już nie będzie prezydentem UEFA.

 

A był świetnym prezydentem... Liga Mistrzów ciągle się rozwijała. Liga Europy stała się ważnym elementem rywalizacji, choć to rozgrywki drugiej kategorii. Tak pozostanie, co nie znaczy, że nie cieszy się zainteresowaniem i ma generuje coraz większych przychodów dla klubów.

 

Teraz każdy forsuje swoje racje - bezkrólewie to ułatwia...

 

Dokładnie. Tak to każdy musiałby się skonfrontować z Platinim, a tak różne dyskusje trwają. Na przykład silne kluby forsuję reformę Ligi Mistrzów. Pokazują różne przykłady. Pytają się, dlaczego w poprzednim sezonie takie kluby, jak Bayer Leverkusen i Lazio Rzym musiały zagrać przeciwko sobie w eliminacjach Ligi Mistrzów. Oba byłby silniejsze w Lidze Mistrzów od tych, które dostały się z "ścieżki" mistrzów krajów z miejsc 13-15 rankingu UEFA i niższych...

 

Panu podobają się takie dyskusje?

 

Tu nie chodzi o to, czy mi się podobają, czy nie. Mówię, jaka jest sytuacja na postawie moich ostatnich spotkań w gremiach UEFA.

 

Dotychczasowy szef UEFA, Michel Platini był gwarantem systemu kwalifikacji do Ligi Mistrzów od 2009 roku?

 

A jak pan myśli? Gdyby Platini dalej zajmował stanowisko, już wiele rzeczy byłoby przesądzone. A tak padają różne racje. I każdy myśli, że ma rację! Prawa do Ligi Mistrzów sprzedane są do 2018 roku. Już powinien być znany model Ligi Mistrzów od sezonu 2018/2019, ale nie jest, bo trwa dyskusja, kto następcą Michela Platiniego. I potrwa to jeszcze kilka miesięcy. Dopiero wówczas zostanie wybrany nowy prezydent UEFA. I wówczas zapadną ostateczne decyzje, co do modelu rozgrywek od 2018 roku. To już będzie późno. UEFA musi zacząć przetargi telewizyjne - normalnym jest, że zaczyna rozmowy na dwa lata przed nowym cyklem rozdania praw. Teraz zacznie półtora roku przed. I będzie chciała zakończyć je w ciągu kilku miesięcy. Na rynku praw telewizyjnych to mus, aby znać sytuację na rok przed startem nowego rozdania.

 

Przed reformą Platiniego Wisła Kraków dwa razy grała w eliminacjach Ligi Mistrzów z FC Barceloną. "Barca" gościła również w Warszawie. Do Krakowa zawitał również Real Madryt. Byliśmy kompletnie bez szans na awans. Reforma Platiniego zmieniła sytuację, choć również nie potrafiliśmy z niej skorzystać...

 

Futbol klubowy w Polsce ma określony wymiar finansowy. Gdyby udawało się zatrzymać Glika, Krychowiaka, czy Lewandowskiego i Milika w Polsce, to już dawno zagościłaby u nas Liga Mistrzów. Jednak nie udaje się. Wyjeżdżają również młodzi, zdolni piłkarze, choć oni naprawdę muszą się zastanowić, co jest lepsze. Moim zdaniem powinni się ogrywać w Ekstraklasie, aby dojrzeć.

 

Gianni Infantino - gdyby nie został szefem FIFA - byłby następcą Platniego?

 

Trudno powiedzieć. Na pewno teraz nie brakuje różnych kandydatów - termin zgłoszeń upływa 20 lipca...

 

Pana nie interesuje to stanowisko - zapewne z poparciem Platiniego?

 

Teraz żyję finałami EURO 2016. Co to za problem zdobyć kilkanaście głosów spośród 54 federacji i polec? Cieszę się reprezentacją, choć nie chciałbym o niej zbyt dużo mówić.

 

Nigdy nie bał się pan mówić?

 

Pan mnie zna od tylu lat. Czy ja kiedykolwiek coś mówiłem przed meczami? Przed turniejami? Snułem jakieś wielkie wizje? Im ciszej, tym lepiej. Mamy ciekawą drużynę...

 

Chyba najciekawszą w XX wieku, w którym uczestniczyliśmy w Mundialu 2002 i 2006, a także EURO 2008 i 2012.

 

Ciekawa, ciekawa, ale niedawno - dwa-trzy lata temu - meczu nie potrafiła wygrać. Zespół z 2002 roku też był ciekawy, ale miałby ogromny problem, aby się zakwalifikować, gdyby nie Emanuel Olisadebe. Drużyna grała, a "Oli" strzelał bramki. Przed EURO 2008 pompowano balonik. Czy nie słyszałem, że zabiegamy Niemców?

 

Halo, halo - tak mówił Leo Beenhakker...

 

Brawo, Beenhakker. I co daje takie mówienie? Po EURO 2008 wielu mówiło, żeby go wyrzucić.

 

Przed finałami EURO 2012 mieliśmy trio z Borussii Dortmund, więc też były wielkie nadzieje.

 

Tyle, że ten przykład pokazuje, że same nazwiska nie wystarczają - że potrzeba chemii w zespole. Za dużo tam było zawodników, którzy wskoczyli do drużyny - nawet bez znajomości języka - aby pokazać się na turnieju. To dlatego od początku mojej kadencji prezesa PZPN mówiłem, że dość z takimi praktykami. Piłkarz grający dla reprezentacji musi w pełni utożsamiać się z krajem. Teraz mamy ciekawe pokolenie, jednak do takiego wyzwania, jak finały EURO 2016 trzeba podejść z pokorą, zaangażowaniem, entuzjazmem. W każdym momencie turnieju skazani jesteśmy na walkę na śmierć i życie. Inne myślenie, może się źle skończyć.

 

Nie martwi kontuzja Grzegorza Krychowiaka?

 

Byłoby bardzo źle, gdybyśmy zależeli od jednego nazwiska. Oczywiście Grzegorz to bardzo ważny, kluczowy zawodnik drużyny narodowej. Jednak gdyby miał problem, musi być ktoś, kto go zastąpi. I mamy takich piłkarzy. Z tym, że o personaliach to już naprawdę nie chcę rozmawiać. To zadanie trenera Adama Nawałki. A co do Krychowiaka - ma lekką kontuzję, nie martwiłbym się tym urazem. Jeszcze jest trochę czasu do pierwszego meczu.

 

Dziękuję za rozmowę...

 

Nie tak szybko, przypomniała mi się anegdota. Jeszcze jako zawodnik Widzewa grałem z GKS Katowice. A tam wtedy był młody Marian Dziurowicz. I z tej złości chyba odłączył ciepłą wodę. Wchodzimy pod prysznic, a tam "lód". Pieklę się, a tu młody Marian wpada i do mnie: "Kolego Boniek, co tu krzyczysz, ryczysz, skoro wygrałeś". A ja na to: "To że wygram, to wiedziałem już w Łodzi, a do Katowic przyjechałem, aby się wykąpać". To ten jeden raz w życiu prorokowałem wynik... Od tego czasu mam swoje zdanie na określone tematy, ale nie robię wielkiego halo.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!