Maryan Wisniewski, Jean Snella, bracia Michel i Ryszard Tylinski, Roland Mitoraj, Gregores Polny – dzieci polskich emigrantów od dekad stanowili o sile AS Saint Etienne, 10-krotnego mistrza Francji. Żywą legendą „Les Verts” jest także Georges Bereta, 44-krotny reprezentant Francji, niegdyś kapitan kadry, francuski piłkarz roku 1973 i 1974.

W Saint Etienne odwiedzili go Piotr Świerczewski i Sebastian Staszewski. – Piotr! A pamiętasz jak grałeś z Bordeaux? Przegrywaliśmy 0:1, a ty pobiłeś się z Zinedinem Zidanem. Dostałeś czerwoną kartkę, zszedłem z boiska, ale wygraliśmy 2:1 – wspomina Bereta, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy.

Korzenie legendarnego napastnika AS Saint Etienne sięgają małopolskiej Bochni. – Stamtąd do Polski przyjechali moi rodzice – Franciszek i Franciszka Bereta. Tata zaczął pracę w kopalni. Na początku Francuzi sądzili, że jestem Włochem, bo w nazwisku nie mam „ski” – tak jak Kopaszewski czy Wisniewski. No to tłumaczyłem im, że kiedy ojciec wsiadał do pociągu, „ski” zostawił w Polsce – żartował Bereta, który zapewnił, że na mistrzostwach Europy będzie trzymał kciuku za reprezentację Polski. – Francja jest moim numerem 1, ale Polska to moja druga ojczyzna – wyjaśnił.

Zdaniem 70-latka najlepszym polskim piłkarzem w historii jest Kazimierz Deyna, natomiast najlepszym Polakiem w Ligue1 – Raymond Kopaszewski. – To przecież Polak, po polsku mówi. Czasami widzimy się na spotkaniach w Paryżu – powiedział. Kiedy pytamy go o Roberta Lewandowskiego nie ma wątpliwości: - Świetnie gra w Bayernie. Moim zdaniem jest lepszy niż Andrzej Szarmach, nie jest też daleko od Deyny. Teraz klasę musi udowodnić na Euro…

Gdy pytamy, kto jego zdaniem jest faworytem, bez zawahania odpowiada: Francja! – Potem są Niemcy i Hiszpanie, uważałbym także na Włochów. A Polka? Stać was nawet na półfinał – zaskakuje nas Bereta.

Całą rozmowę Piotra Świerczewskiego z Georgesem Beretą zobacz w materiale wideo.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!