Polacy zainaugurowali finały EURO 2016. Na poprzednim turnieju w 23-osobowej kadrze - powołanej przez Franciszka Smudę - znalazł się Marcin Kamiński. Teraz – cztery lata starszy – ogląda turniej w telewizorze.

 

Roman Kołtoń: Adam Nawałka powołał cię na pierwsze zgrupowanie w swojej kadencji w listopadzie 2013 roku. Ba, wystawił w pierwszym meczu ze Słowacją. Jednak później już nigdy więcej u tego selekcjonera nie zagrałeś. Jakie myśli z tym związane? Drapiesz się w głowę, dlaczego nie ma Cię w reprezentacji?

 

Marcin Kamiński: Pewnie, że się zastanawiam, co poszło nie tak... Na pewno muszę przyznać, że nie było takiego rozwoju, jakiego sam oczekiwałem. Dla mnie to nauczka. Gdy trafi się do reprezentacji, to człowiek chciałby w niej zaistnieć dłużej.

 

Co było rozstrzygające, że Nawałka nie widzi Cię w gronie wybrańców? Brak agresywności w grze?

 

Na pewno – mogę potwierdzić, że zabrakło mi agresji, aby znalazł się w tej kadrze... Trudno mi to oceniać, ale... Na to wygląda...

 

Jesteś obrońcą świetnie ułożonym technicznie, ale w defensywie liczy się skuteczność w pojedynkach...

 

Dokładnie – będę nad tym ciężko pracował. Myślę, że przede wszystkim to praca w głowie. Też nie chodzi o to, żebym faulował. Chodzi o agresywniejszą grę, aby zarazem czysto wywalczyć piłkę. Myślę, że kadra trenera Nawałki jest otwarta na piłkarzy, którzy robią postęp – przykładem Bartek Salamon, który nie grał w eliminacjach, a teraz pojechał na finały EURO...

 

Gdy kibice, czy dziennikarze dyskutują o środku defensywy, to wymienia się Kamila Glika, a przy drugim nazwisku niemal zawsze pojawia się znak zapytania. Grał na tej pozycji Łukasz Szukała, Michał Pazdan, ostatnio pokazał się Bartosz Salamon. Ba, ostatnio próbowany był Thiago Cionek.

 

Chcę zmienić moją sytuację, jeśli chodzi o reprezentację. Jednak wszystko w swoim czasie...

 

Najpierw zmiana klubu...

 

Tak, w pełni świadomie podjąłem decyzję o zakończeniu przygody z Lechem. Muszę podkreślić, że to był piękny czas, w którym nie brakowało sukcesów. Cieszyłem się z dwóch tytułów mistrza Polski - za pierwszym razem w debiutanckim sezonie. A później jako piłkarz podstawowego składu - w 2015 roku. Dwa razy zagraliśmy w finale Pucharu Polski. Tego ostatniego trofeum zabrakło, tak jak i skuteczniejszej walki o Ligę Mistrzów. Lech wiosną zaoferował mi nowy, długoterminowy kontrakt...

 

A więc „Kolejorz” dalej chciał na Ciebie stawiać...

 

Od pół roku rozmawialiśmy o nowej umowie. I to było sympatyczne, że Lech wiązał ze mną przyszłość. Jednak uznałem, że muszę wykonać krok dalej...

 

Propozycji zresztą nie brakowało...

 

Nie brakowało - to prawda, tyle, że uparłem się na Zachód...

 

Tylko Zachód cię interesował?

 

Na Zachodzie mogę się rozwijać – takie mam przekonanie. Ze Wschodu nie brakowało ofert, nawet naprawdę znaczących finansowo. Z Rosji, Turcji, Izraela. Jednak podjąłem decyzję, że tylko Zachód...

 

Z Niemiec było kilka propozycji.

 

Wybrałem Stuttgart, bo tutaj jest jasny cel – od razu walka o powrót do Bundesligi. VfB Stuttgart spadł i na drugim poziomie rozgrywek chce zostać tylko przez rok. Nikt tego nie ukrywa – ani kierownictwo klubu, ani trener, z którym rozmawiałem. W Polsce w każdym sezonie też liczyła się walka o mistrzostwo Polski. Nic innego Lecha nie interesuje, choć nie zawsze się udaje. Ta presja związana z walką o czołówkę, to dla mnie nic nowego. Trener Jos Luhukay też ma jasną koncepcję, jak chce grać. Ze szkoleniowcem odbyłem rozmowę – wiem, że liczy na mnie nie tylko w defensywie, ale i grze od tyłu. VfB zaoferował mi trzyletni kontrakt z opcją przedłużenia umowy. Jeszcze tydzień będę w Poznaniu, a później już lecę do Niemiec. Co ciekawe najpierw dłużej trenujemy na własnych obiektach. Na obóz jedziemy dopiero po dwóch tygodniach - 2. Bundesliga startuje dopiero w sierpniu.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!