Wszystko, co piękne i chwalebne zaczyna się w latach 60., kiedy na europejskich boiskach króluje Benfica Lizbona i jej największa gwiazda, pochodzący z Mozambiku: Eusebio, nazywany z zachwytem przez kibiców i dziennikarzy Czarną Panterą albo Czarną Perłą.

 

Na mistrzostwach świata w 1966 roku przyćmił samego Pelego. W meczu z ówczesnym mistrzem świata, Brazylią, zdobył dwa gole i wspólnie z innym pochodzącym z Mozambiku piłkarzem Mario Coluną, poprowadził drużynę do trzeciego miejsca na świecie. Kto wie, czy Portugalia nie zagrałaby w finale, gdyby w ostatniej chwili FIFA nie zmieniła miejsca rozegrania półfinału z Anglią, zmuszając Eusebio i kolegów do podróży z Liverpoolu do Londynu. Eusebio został królem strzelców tamtych mistrzostw, z dziewięcioma golami na koncie.

Na kolejny wielki sukces Portugalczycy musieli czekać aż 18 lat. Na mistrzostwach Europy we Francji dotarli do półfinału i stoczyli epicki pojedynek z gospodarzami, zakończony dogrywką i golem Michela Platiniego w 119. minucie.

 

Druga połowa lat 80. i początek lat 90. to kryzys portugalskiej reprezentacji. Co z tego, że awansowali na mistrzostwa świata w 1986 roku, skoro ich wyjazd zaczął się aferą dopingową, a skończył porażką z Marokiem. W grupie Portugalczycy przegrali z Polską 0:1 po golu Włodzimierza Smolarka.

Wtedy jednak, na horyzoncie pojawiało się już złote pokolenie z Luisem Figo, Rui Costą, Vitorem Baią i Fernando Couto na czele, które zwiastowało lepsze czasy dla portugalskiej piłki. Na prawdziwy sukces ta grupa musiała czekać aż do Euro 2000.

Tam Portugalia olśniewała, a najbardziej błyszczał Figo, zamieniający wtedy Barceloną na Real Madryt. W grupie Portugalia wygrała wszystkie mecze, a najbardziej zapadł w pamięć mecz z Anglią, zakończony 3:2. Historia lubi się powtarzać. W półfinale lepsza od Portugalii znów okazała się Francja, a zwycięską bramkę pod koniec dogrywki zdobył następca Platiniego - Zinedine Zidane.

Dwa lata później, na mundialu w Korei i Japonii, złote pokolenie znów przeżyło rozczarowanie. Kłótnie w drużynie i kiepskie przygotowania spowodowały, że Portugalia nie wyszła z grupy, chociaż do awansu wystarczał jej remis w ostatnim meczu grupowym z Koreą Południową.

W 2004 roku to Portugalia była gospodarzem mistrzostw Europy. Do Luisa Figo dołączyła nowa, wschodząca gwiazda czyli Cristiano Ronaldo. We dwóch mieli dać Portugalii pierwszy w historii złoty medal. Wszystko szło zgodnie z planem. W ćwierćfinale gospodarze wygrali po rzutach karnych. Bramkarz Ricardo najpierw zdjął rękawice i odbił uderzenie Dariusa Vassella, a potem sam zdobył bramkę. W finale Portugalia przeżyła szok. Zwyciężyła niedoceniana Grecja.

Dwa lata później znów było bardzo blisko. Kiedy w 1/8 finału po bardzo zaciętym spotkaniu udało się przejść Holandię, a w ćwierćfinale ograć po rzutach karnych Anglię, na horyzoncie znów zamajaczył finał. Drzwi do raju zatrzasnęli znowu Francuzi, a gola po raz kolejny zdobył Zidane. Ronaldo ciągle czeka na swój wielki triumf z reprezentacją. Cztery lata temu był naprawdę blisko. W półfinale przegrał po rzutach karnych z Hiszpanią. Miał strzelać jako piąty, ale nie doczekał się na swoją kolej, bo wcześniej pomylili się koledzy.

Obecna reprezentacja Portugalii to przede wszystkim Ronaldo, ale drugą wielką gwiazdą jest obrońca Realu Madryt, urodzony w Brazylii, Pepe. W kadrze gra obecnie wielu zawodników, mających związki z byłymi koloniami: Nani pochodzi z Wysp Zielonego Przylądka, William Carvalho z Angoli a Eder i Danilo z Gwinei Bissau. W przeszłości gwiazdami kadry byli m.in. Brazylijczyk Deco, Abel Xavier z Mozambiku czy pochodzący z Angoli Rui Jordao.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!