Przed ciekawie zapowiadającym się półfinałem Francja - Niemcy w Marsylii chciałbym jednak przypomnieć inne wydarzenie, które pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Półfinałowy mecz RFN-Francja rozgrywany podczas hiszpańskiego Mundialu przeszedł do historii futbolu. Nazwany przez niemiecka prasę Nacht von Sevilla, czyli Nocą w Sewilii. Przez Francuzów uważany do dzisiaj za największą niesprawiedliwość, która pozbawiła ich finału Mundialu. Mecz ten został rozegrany 8 lipca 1982 roku.

 

Niemiecko francuska batalia była starciem dwóch odmiennych stylów, dwóch filozofii futbolu. Z jednej strony Niemcy, dwukrotni mistrzowie świata, ich żelazna konsekwencja taktyczna, dyscyplina, siła i wytrzymałość – z drugiej strony futbol piękny, ofensywny i finezyjny. Nie bez powodu gra Francji często była wtedy porównywana do gry Brazylii. Środek pola był imponujący: Platini, Giresse, Tigana i Genghini. Było na co popatrzeć.

 

Pierwsze minuty miały przebieg dość wyrównany, może z lekką przewagą Niemiec. Logicznie więc w 17 minucie Pierre Littbarski po efektownej akcji pokonuje bramkarza francuskiego Jean Luca Ettoriego. Ale w 27 minucie Alain Giresse po rzucie wolnym podaje do Platiniego, a ten główką przedłuża do wbiegającego w pole karne Dominica Rocheteau. Ewidentny faul Forstera i sędzia odgwizduje rzut karny. Platini po swojemu najpierw całuje piłkę, a potem strzela mocno po ziemi, w lewy dolny róg. Stan meczu 1:1.

 

Końcówka pierwszej połowy należy do Francji. Kolejne, falowe ataki są coraz groźniejsze. W bramce niemieckiej daje się zauważyć atletyczny Harald Schumacher. Jego agresywne interwencje w polu karnym powodują coraz większe protesty i nerwowość – na boisku i na trybunach. Mecz obserwuje 70 tysięcy widzów.

 

Druga połowa to koncert gry Francuzów. Wreszcie w 53 minucie Dominique Rocheteau trafia do bramki, ale sędzia jej nie uznaje. Orzeka rzut wolny dla Niemiec, po rzekomym faulu na Berncie Forsterze.  W parę minut później Michel Platini z 30 metrów, po przekątnej pięknie otwiera do wbiegającego Patricka Battistona. Ten ostatni, sam na sam z bramkarzem próbuje go przelobować, ale piłka mija o centymetry słupek pustej bramki. Wybiegający Schumacher nie próbuje jednak złapać piłki, ale w wyskoku, łokciem nokautuje biegnącego mu naprzeciw Battistona. Francuz pada nieprzytomny na ziemię. Szok jest brutalny, Francuz zalewa się krwią i po chwili, na noszach opuszcza boisko. Jego bezwładną dłoń trzyma jego przyjaciel, Michel Platini. Niemiecki bramkarz w ogóle nie interesuje się rannym piłkarzem, a arbiter zarządza..rzut pośredni na korzyść Niemiec.

 

Francja jakby zdopingowana nieszczęściem swojego piłkarza wzmacnia tempo, Niemcy słabną. Każdej interwencji niemieckiego bramkarza towarzyszą gwizdy. Bramka wisi w powietrzu. W ostatniej minucie potężny strzał z 25 metrów Manuela Amorosa trafia w poprzeczkę.

 

Dogrywka zaczyna się idealnie dla Francuzów. Grają jak w transie, narzucają mordercze tempo, tańczą sambę.  Najpierw czarnoskóry stoper Marius Tresor z woleja z 20 metrów pięknym strzałem pokonuje Schumachera w 95. minucie.  Po chwili po błyskotliwej akcji 1 /2 z Platinim Alain Giresse poprawia na 3:1. Jest 99 minuta i pierwszy w historii finał Mundialu dla Francuzów wydaje się jak najbardziej realny.

 

W końcówce lepsi są jednak Niemcy. Teraz oni przeważają. To Francja słabnie. Najpierw Karl-Heinz Rummenigge redukuje wynik na 2:3 w  103. minucie. Wreszcie wszędobylski Littbarski centruje, a Fischer nożycami trafia w światło bramki i ustala wynik meczu na 3:3. Bramka zostanie uznana potem przez niemiecką prasę za najpiękniejszą bramkę roku. Francuzi słaniają się ze zmęczenia. Z upragnieniem czekają na gwizdek sędziego. Po raz pierwszy w historii Mundialu o zwycięstwie zadecyduje konkurs rzutów karnych.

 

Decydującego karnego strzela bohater meczu Horst Hrubesch. Niemcy awansują do finału, gdzie ulegną Włochom 1:3. W meczu o trzecie miejsce Polska pokona Francję 3:2.

 

Mecz ten stanie się inspiracją do dwóch filmów, piosenki, paru książek. Noc w Sewilli stanie się dla wielu Francuzów synonimem smutku, największego rozczarowania, poczucia głębokiej niesprawiedliwości. W wyniku tego meczu ówczesny kanclerz Niemiec Harold Schmidt wysłał depeszę do prezydenta Francji Francoisa Mitteranda. Nazajutrz obie głowy państw wydały wspólny komunikat w duchu pojednania.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!