Cztery lata temu Portugalczycy odpadli z Euro dopiero w półfinale; z Hiszpanią, po rzutach karnych. Fernando Santos, mając do dyspozycji piłkarzy mniej doświadczonych, ale bardziej utalentowanych niż Paulo Bento cztery lata wcześniej, zadeklarował walkę o finał. Teoretycznie nic dziwnego, Portugalię należało widzieć w gronie faworytów.

A jednak mistrzostwo Europy dla Ronaldo i spółki wielu odebrało w kategoriach sensacji. Dlaczego? Wydaje się, że Portugalia, jak chyba żadna inna drużyna narodowa, obrosła mitami - krzywdzącymi dla tego zespołu. Wiele z nich udało się Portugalczykom we Francji obalić.


Mit pierwszy: Portugalia to tylko Ronaldo

Za cały komentarz mógłby posłużyć przebieg i wynik finału. Kontuzjowany w ósmej, ściągnięty z boiska w 25. minucie kapitan Portugalczyków nie mógł pomóc kolegom, którzy według tego mitu, stanowią dla CR7 tylko mało atrakcyjne tło. Okazało się, że bez Ronaldo Portugalczycy byli w stanie wygrać finał mistrzostw Europy. Z Francją. W Paryżu.

Warto też pamiętać o tym, że na francuskich boiskach nie pojawili się jedynie rezerwowi bramkarze: Eduardo i Anthony Lopes. Pozostałych dwudziestu zawodników na złote medale zapracowało na boisku. Mało tego, może z wyjątkiem Rafy Silvy, wszyscy piłkarze faktycznie zaznaczyli swoją obecność i dołożyli cegiełkę do sukcesu. I jeszcze jedna statystyka: z dziewięciu bramek dla Portugalii Cristiano strzelił ledwie trzy. A więc nie, Portugalia to nie tylko Ronaldo.


Mit drugi: Ronaldo jest egoistą, nie pomaga zespołowi

Ten mit runął w fazie pucharowej. Zaangażowanie Ronaldo w grę defensywną musiało robić wrażenie. A przede wszystkim widać było, że to lider w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Cristiano Ronaldo pomagał jak mógł, nawet spoza boiska


To, jak wypowiedziami w mediach i na portalach społecznościowych budował pewność siebie Quaresmy, jak wsparł Moutinho w konkursie jedenastek, jak natchnął i zainspirował Edera w trakcie finału nie pozostawia wątpliwości - Ronaldo wie, co oznacza termin "gra zespołowa". Jak to pięknie ujął jeden z portugalskich dziennikarzy "w 25. minucie finału Ronaldo opuścił murawę, ale nie opuścił zespołu".


Mit trzeci: Portugalczycy nie mają zdolnego pokolenia

Moim zdaniem nie trzeba było nawet sukcesu na Euro, by tę - dość absurdalną - tezę obalić. Wystarczyło wsłuchać się w to, co mówią sami Portugalczycy. Ich zdaniem młodzieżowi wicemistrzowie Europy z 2015 roku to najzdolniejsze pokolenie od czasu młodzieżowych mistrzów świata z roku 1989 i 1991. W tamtej drużynie grali Rui Costa, Luis Figo, Fernando Couto, Jorge Costa, Joao Pinto, Paulo Sousa...

Z kolejnego fantastycznego pokolenia wywodzą się Joao Mario, William Carvalho, Raphael Guerreiro, Andre Gomes, Rafa Silva czy nieobecny na Euro wyłącznie z powodu kontuzji Bernardo Silva. A do tego dochodzi jeszcze młodszy Renato Sanches. Niektórzy z nich już są zawodnikami wielkich klubów, pozostali lada moment będą. To, że nie są (jeszcze nie są!) tak sławni, jak ich starsi koledzy, nie znaczy, że nie są równie zdolni. Co Joao Mario, William, Raphael, Renato Sanches ponad wszelką wątpliwość we Francji udowodnili.


Mit czwarty: Portugalia to zlepek indywidualności, które nie tworzą zespołu

Zastanawiające, że zarzuty ten i poprzedni często pod adresem Portugalii kierowali ci sami ludzie. W jednym zdaniu mówili, że nie ma w Portugalii zdolnego pokolenia, a po chwili, że gwiazdy nie tworzą jedności. Hmm...

Chyba nie ma sensu się rozpisywać, turniej we Francji udowodnił, że i z talentem piłkarzy, i z atmosferą w zespole jest wszystko w porządku. Zresztą podobnie jak w poprzednim przypadku o tym defekcie w portugalskiej ekipie mówiło się sporo na przykład w Polsce, ale już w Portugalii - ani słowa. Kto ma ochotę, może przejrzeć konta na facebooku, twitterze, instagramie portugalskich zawodników. Z publikowanych zdjęć i wpisów wyczytać można wiele, tylko o złej atmosferze w ekipie - absolutnie niczego.


Mit piąty: w Portugalii nie ma dobrych bramkarzy

Tym, którzy tak twierdzili można pokazać jedenastkę turnieju według UEFA, można też odtwarzać do znudzenia finał, czy choćby mecz Portugalii z Polską. Właściwie nie ma o czym dyskutować. Warto może zrobić tylko jedną uwagę: to, że ktoś gra w Sportingu Lizbona, Benfice lub Porto, a nie w Liverpoolu, Sevilli czy Dortmundzie nie oznacza automatycznie, że jest słaby.
 

Rui Patricio był dla Francuzów przeszkodą nie do pokonania

Rui Patricio miał wiele ofert, z których nie skorzystał. Od dekady, od debiutu w wieku lat 18, buduje swoją legendę na stadionie Jose Alvalade. I nijak ma się to do jego bramkarskich kwalifikacji. To, że wciąż gra w Sportingu nie czyni go słabym; tak, jak ewentualny transfer nie uczyni go nagle lepszym. To po prostu świetny fachowiec, który poradziłby sobie w każdej lidze.


Mit szósty: Pepe zawsze musi zrobić coś głupiego

Otóż nie. Nie zawsze. Jasne, Pepe ma skłonności do zachowań irracjonalnych, ale zakładanie z góry, że czołowy stoper świata nie poradzi sobie w wielkim turnieju, jest mocno ryzykowne. Poradził sobie. Grał z takim zaangażowaniem, nawet hymn śpiewał z takim przejęciem, jakby urodził się gdzieś na przedmieściach Lizbony, a nie sześć tysięcy kilometrów na południowy zachód od ujścia Tagu, w brazylijskim Maceio.


Mit siódmy: Fernando Santos nie zmienia zdania, nie przyznaje się do błędów

Ten mit miał pewne racjonalne podstawy. Opinia trenera chorobliwie przywiązanego do nazwisk przylgnęła do Santosa, gdy pracował w Grecji. I tu jest chyba rozwiązanie zagadki. W Grecji przywiązał się do grupy piłkarzy, bo... innych nie miał. Portugalia to kraj zdecydowanie bogatszy w futbolowe talenty. Selekcjoner mógł więc zbudować kadrę bez nieobecnych (z różnych przyczyn) Tiago Mendesa, Danny'ego, Miguela Veloso, Raula Meirelesa, Fabio Coentrao, Jose Bosingwy, czyli tych, którzy w reprezentacji byli "od zawsze".

W trakcie samego turnieju Fernando Santos odważnie stawiał na młodych. Na podstawowych bocznych obrońców wyrośli - kosztem bardziej doświadczonych Eliseu i Vieirinhi - Raphael Guerreiro i Cedric Soares. W drugiej linii w trakcie imprezy miejsca tracili Joao Moutinho, Danilo, Andre Gomes. Portugalski trener nie zawahał się nawet przed odesłaniem na ławkę swojego ulubieńca Ricardo Carvalho.

A koronnym dowodem na pewną wręcz brawurę doświadczonego selekcjonera było prowadzenie zespołu w finale. W meczu z gospodarzami turnieju każda kolejna zmiana w jego wykonaniu była na wskroś ofensywna. A wpuszczenie na boisko środkowego napastnika Edera w miejsce grającego w pomocy Renato Sanchesa okazało się posunięciem tyleż zaskakującym, co genialnym.


Mit ósmy: Portugalia wygrała finał, bo miała do niego łatwiejszą drogę

Portugalczycy zaczęli mistrzostwa od gry w jednej z najsłabszych grup turnieju - zgoda. Ale droga od wyjścia z grupy do ostatecznego triumfu nie jest krótka. Portugalia na tej drodze pokonała: Chorwację (najlepszy zespół fazy grupowej, pogromcę Hiszpanów), Polskę (z której postawy jesteśmy przecież - i słusznie - dumni) i wreszcie w finale faworyzowanego, niesionego dopingiem kibiców gospodarza. Jedynie w półfinale Portugalczycy mieli nieco łatwiejsze zadanie, bo dla Walii to był chyba kres możliwości.


Na początek zmagań w "łatwiejszej" części drabinki Portugalczycy dostali Chorwację

W tym samym czasie Francja, która grupy wcale nie miała wyraźnie trudniejszej, w dwóch kolejnych straciach mierzyła się z Irlandią i Islandią. Naprawdę to tak ekstremalnie trudna droga? Naprawdę połowa drabinki z Chorwacją i Polską to ta słaba, a z Irlandią i Islandią piekielnie mocna? Ogromne wyzwanie stanęło przed Trójkolorowymi dopiero w półfinale. Zwycięstwo z Niemcami to faktycznie było wielkie osiągnięcie.

Ale o ile w półfinale Francja rzeczywiście miała trudniejszego rywala, to w meczach 1/8 oraz 1/4 finału wyższe przeszkody pokonać musieli Portugalczycy. To jak to jest z tą łatwą i trudną drogą prowadzącą na Stade de France?


Mit dziewiąty: Portugalia nie zasłużyła na tytuł

Najświeższy z mitów. I najtrudniejszy do obalenia. Kto chce tak myśleć, tak myślał będzie. I będzie powtarzał, że Portugalczycy wygrali tylko jeden mecz w 90 minut. Tylko, co z tego? Za to po dogrywce wygrali mecze o wielką stawkę, z arcywymagającymi rywalami: Chorwacją i Francją. Z siedmiu rozegranych spotkań na najtrudniejszym z piłkarskich turniejów nie przegrali ani jednego. W żadnym ze zwycięstw nie pomógł im sędzia. W finale, pozbawieni kapitana i największej gwiazdy, pokonali gospodarzy.

Cóż musieliby zatem zrobić, by "zasłużyć" na tytuł?

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!