Roman Kołtoń: Czy futbol zmienia się z turnieju na turniej? W finałach w Brazylii padła jedna trzecia bramek po kontrach. W finałach EURO 2016 drużyny były o wiele bardziej uważne i lepiej zorganizowane – tylko 13 procent goli uzyskano po kontrach.

 

Antoni Piechniczek: Na pewno każdy trener przystępuje do meczu z nastawieniem, żeby jego zespół zagrał „na zero” - cha, cha, cha... Niewątpliwie, że nie brakuje kunktatorstwa. Doskonalona jest organizacja gry. Nikt nie chce tracić bramek. Proszę zobaczyć, jak ewoluuje gra napastników. Kiedyś zawodnik z numerem 9 na plecach – taki Robert Lewandowski – czatował z przodu. A dziś to pierwszy obrońca. Zresztą zespoły grają w różnym pressingu – wysokim, średnim, niskim. Charakterystyczne jest, że bronią się 8-9 ludźmi od razu, bez względu na to, czy starają się odebrać piłkę na połowie rywala, w strefie środkowej, czy ustawiają „zasieki” pod własną bramką. Czy jest to tendencja? Chyba za wcześnie mówić o tendencji. Futbol jest zresztą zmienny – raz nastawiony na bardziej ofensywną postawę, innym razem wygrywa defensywa. I tak na przemian. Gdybym miał odnieść się do finałów Mundialu 2014 a finałów EURO 2016, to muszę powiedzieć, że europejska rywalizacja stoi na jeszcze wyższym poziomie...

 

Na wyższym?

 

Tak - w moim przekonaniu, to co w futbolu najlepsze, to jednak Europa. Proszę spojrzeć na najsilniejsze ligi, na Ligę Mistrzów, która wyznacza trendy, na finały EURO, o które przecież były wielkie obawy.

 

Chodzi o rozszerzenie z 16 do 24 zespołów – po raz pierwszy w historii...

 

Dokładnie - była wielka obawa o finały we Francji z 24 uczestnikami. Tymczasem był koloryt, a nikt nie odstawał. Nie było słabeuszy. A Islandia, czy Walia zapisały niesamowitą historię – jedną z najpiękniejszych w całej historii EURO. Gdyby zespołów w finałach było 16, to kto wie, czy znalazłaby się w tym gronie Islandia i Walia albo Węgrzy, którzy również nie odstawali... A tak Walijczycy wdarli się do „czwórki”, a Islandia była rewelacją w grupie, ba, w 1/8 finału pokonała Anglię i dopiero „padła” w ćwierćfinale – z Francją.

 

Dla takiej Walii, czy Islandii to nie było tylko święto futbolu – to było święto narodowe!

 

Brawo! Tak było! Przez dziesięciolecia można było rozważać finały pod kątem Niemców, czy innych potęg. A teraz pokazały się inne nacje – w tym Polacy, co mnie nadzwyczajnie cieszy... Polska mogła stać się jeszcze większą rewelacją – mogła zagrać o medal, przy trochę większej mądrości, a może większej odwadze. Układ, który wytworzył się w naszej drabince powodował, że można było wedrzeć się nie tylko do „czwórki”, ale nawet zagrać w finale EURO.

 

O Polsce jeszcze porozmawiamy, ale jak się Pan zapatruje na finały 32-zespołowe, o czym po turnieju we Francji mówił Zbigniew Boniek.

 

To byłoby kolejny skok. Czy turniej „rozwodniłby się”, o czym mówiono już przy 24 drużynach? Chyba nie – z grup awansowałyby tylko 2 najlepsze zespoły, a więc każdy mecz w grupie byłby niesamowicie istotny. Liczba meczów by się nie zmieniła w finałach. Pytanie, co z eliminacjami...

 

Boniek przyznał, że eliminacje byłby łatwiejsze, ale zarazem podkreślał, że prawdziwym świętem są finały EURO. Świętem od Islandii aż do Polskę, od Walii aż do Chorwację, od Szwecji aż do Włochy. A dodał, że przecież w finałach EURO 2016 zabrakło kilku naprawdę silnych zespołów na czele z Holandią, czy Szkocją, która rywalizowała w naszej grupie...

 

Każda formuła ma swoje za i przeciw. Na pewno UEFA będzie zastanawiać się, co dalej z finałami... Po finałach we Francji ewidentnym jest, że nie ma hegemona. Bywali tacy hegemoni w przeszłości, którzy zdominowali finały. Historia Portugalii jest piękna, ale nie był to hegemon. Na pewno takim hegemonem nie była Francja, która po pierwsze przegrała finał z Portugalią. A po drugie miała problemy w grupie, miała problem z Irlandią, nie mówiąc o Niemcach. Na pewno pewni piłkarze są kreowani na gwiazdy, zanim udowodnią swoją wartość. Taki Pogba – na podstawie finałów EURO – nie jest wart pieniędzy, o których się mówi w jego przypadku. Griezmann był dużo lepszy w szeregach Francji, ale zagrał coś, z czego znaliśmy go już z Ligi Mistrzów. Tam też potrafił się pokazać i kropnąć bramkę silnemu rywalowi. O piłkarzach Bayernu można powiedzieć, że byli zmęczeni – i to wszyscy. Nie tylko ci w reprezentacji Niemiec – również nasz Lewandowski, czy Alaba, który miał kierować grą w Austrii. Chyba w ich przypadku można mówić o przesycie. Wygrali mistrzostwo Niemiec, wygrali Puchar Niemiec, zagrali w półfinale Ligi Mistrzów. Gdy wygrywa się trofea, to choć trochę człowiek musi odreagować – nacieszyć się tym. Trochę poświętować – nawet przy szampanie, czy piwku... A tu kończysz coś, radujesz się, ale już za chwilę musisz się nadzwyczajnie mobilizować. W tym wszystkim jest jakaś fizyczna niemożliwość, a może nawet to bardziej psychiczna niemożliwość. I dotyczyło to niewątpliwie Lewandowskiego – król strzelców eliminacji EURO, popis w lidze – 5 goli w 9 minut, później wiele bramek w Bundeslidze i w konsekwencji korona króla strzelców, też ważne gole w Lidze Mistrzów. Lewandowski był na ustach wszystkich...

 

Myślę, że otoczenie Lewandowskiego chciało, aby zdobył tytuł piłkarza sezonu w plebiscycie UEFA, czy piłkarza roku w plebiscycie FIFA. Sam Robert o tym myślał – jestem pewny...

 

Nikt mu jednak nie może odebrać, że nie chciał. Że nie był liderem... Był, widać było to od początku do końca – na rozgrzewce, w tunelu, w każdej sytuacji. Jednak miał tyle przeżyć wcześniej, że przystąpił do turnieju bez wolnej głowy... Przed finałami EURO powiedziałem, że jak Lewandowski z Milikim odegrają taką rolę, jak Lato z Szarmachem w 1974 roku, to zostaniemy mistrzami Europy...

 

Było to możliwe? Lato został królem strzelców mistrzostw świata 1974 roku, a Szarmach wicekrólem strzelców – kosmos!

 

Owszem, to była wielka sprawa, szczególnie, że Lato strzelił 7 bramek, a Szarmach 5. Myślę, że gdyby Lewandowski strzelił 4 gole, a Milik 3, to już bylibyśmy mistrzami Europy. Jednak to się nie udało. Zakończyli turniej mając po jednej bramce... Różne były aspekty ich występu. Może przytłoczyła ich chęć zmiany klubu? Na pewno Milik chciał opuścić Ajax – to może ten hamulec psychiczny, który nie pozwolił mu wykorzystać wybornych sytuacji z Niemcami.

 

Lewandowski też przed turniejem palnął, że „kontrakty nie są święte”, dając sygnał Bayernowi, że myśli o Realu.

 

Ba, Krychowiak w czasie finałów dopinał sprawy z PSG. Może po grze Krychowiaka nie widać było wpływu, ale... nigdy nie zgodziłbym się, aby w czasie turnieju gdzieś latał w sprawach transferowych. Jeśli ktoś chce z nim rozmawiać, to proszę – tam gdzie jest kadra. Niech przyleci do La Boule, czy Marsylii, gdzie akurat graliśmy mecz, a nie że „Krycha” lata do Paryża. Powiedziałbym do Krychowiaka – panowie, wiem, że macie ważne sprawy, ale ja mam ważniejsze. Prowadzę drużynę w finałach EURO i chcę wszystkich mieć na pokładzie w każdym momencie. Chcecie porozmawiać, wynajmijcie salkę w hotelu na godzinę lub dwie i dopnijcie detale... Pewnie nigdy się nie dowiemy, na ile te sprawy absorbowały Krychowiaka, Lewandowskiego, czy Milika. Na pewno generalnie wartość piłkarzy z Polski wyraźnie wzrosła w ostatnich dwóch latach. To są poważne transakcje do poważnych klubów. Za poważne pieniądze.

 

Tymczasem Kuba Błaszczykowski ma ważny kontrakt z Borussią Dortmund do 2018 roku, ale tak jak nie chciał go Thomas Tuchel latem ubiegłego roku, tak nie chce go i teraz...

 

Błaszczykowski to ciekawa historia. Jeszcze kilka miesięcy temu był podważany w kadrze – że mało gra we Włoszech, czy w takim razie da radę na turnieju we Francji. Myślę, że poleciał do La Boule autentycznie głodny sukcesu. Na pewno czuł się źle po odebraniu opaski kapitana. Przeżył to mocno...

 

Bardzo mocno...

 

Widziałem, jak reagował na pewne sprawy. Zamknął się w sobie, milczał...

 

Ostatecznie powiedział kilka mocnych zdań w autobiografii przygotowanej przez Małgorzatę Domagalik. Ba, sama dziennikarka beształa Adama Nawałkę...

 

Z tym, że decyzja o odebraniu opaski była słuszna. Czy ja bym się na to zdecydował? Nie wiem... Nawałka się jednak zdecydował i nie można powiedzieć, że zrobił błąd. Błędu nie zrobił również konsekwentnie stawiając na Błaszczykowskiego – to zawodnik inteligentny w grze. Że po takim turnieju nie chce go Tuchel, to niewątpliwie niespodzianka. Jednak trenerzy tak mają – jeden zawodnik pasuje, inny nie... Myślę, że Błaszczykowski nie potrzebuje Borussii. To klasowy zawodnik. Da sobie radę bez Dortmundu.

 

Błaszczykowski, Pazdan i Fabiański najlepsi w naszych szeregach podczas EURO 2016?

 

Bez dwóch zdań. O Błaszczykowskim już było. Co do Pazdana, to już wcześniej podobał mi się – przecież grał na koniec eliminacji. Jednak z obrońcą tak jest – trochę słabiej dysponowany, popełni błąd i media tym żyją. Tak wiosną było z Pazdanem. Jednak na EURO pokazał, jak wielką ma intuicję. Ileż strzałów wybronił, ileż piłek wyłowił, ileż wślizgów mu się udało. Był fenomenalny, co nie znaczy, że nie miał trochę szczęścia – przecież popełnił ewidentny faul na Cristiano Ronaldo, ale sędzia nie gwizdnął... Co do Fabiańskiego to solidna firma. Czy można było wystawić na karne Boruca? - pada pytanie...

 

Też je zadawałem...

 

Wiem, że Van Gaal to zrobił w finałach Mundialu 2014 roku. Jednak bramkarz, który musi zejść, czuje się niesamowicie zdołowany. Dla mnie Fabiański to niezwykle pozytywna postać – jaką miał cierpliwość, gdy był zmiennikiem Szczęsnego w Arsenalu. Później zmienił klub i dobrze na tym wyszedł. Czekał cierpliwie na swoją szansę w kadrze i... dał radę. Ta dyskusja Fabiański czy Szczęsny będzie jednak wracać. Jakbym miał ich dwóch porównać, to muszę stwierdzić, że Szczęsny ma taki dar od Boga, że broni piłki niemożliwe do obrony. Nazwałbym to „improwizacją”, nawiązując do najlepszych muzyków świata. Wojtek jest taki, jak... w życiu.

 

Jak Młynarczyk za Pana czasów...

 

Można tak to ująć...

 

Generalnie, jak Pan ocenia występ Polaków?

 

Z pasją oglądałem mecze Biało-Czerwonych. Dostarczyły nam wielu wrażeń, ale... swoje uwagi mam. Pamiętacie tę akcję, w której było kilka podań na szybkości w okolicach pola karnego, w której uczestniczył Jędrzejczyk, a w „szesnastkę” wpadł Grosicki...

 

Kapitalna, „brazylijska” akcja Biało-Czerwonych.

 

Sam klaskałem przed telewizorem, ale właśnie tego mi zabrakło w naszej grze. Takich regularnych prób wymiany piłki ze dwa-trzy razy w połowie. To pozwala przełamać obronę rywala – wtedy akcję przeprowadziliśmy, choć Portugalczycy ustawili się ławą przed własnym i na własnym polu karnym. I ten element doskonaliłbym w obliczu eliminacji Mundialu...

 

Boniek kilka dni po finałach EURO podpisał nowy kontrakt z Nawałką...

 

Tu nie było żadnego wyjścia. Polska już nie jest nieudacznikiem na forum reprezentacji. Niewątpliwie stoi za tym praca Nawałki, choć mógłby czasami nawiązać do poprzedników. To nie jest tak, że wymyślił dla drużyny narodowej Lewandowskiego, Piszczka, Błaszczykowskiego, Glika, Szczęsnego, czy Fabiańskiego... Ba, nawet nie wymyślił Milika, czy Pazdana. Milikowi debiut umożliwił Fornalik, a Pazdanowi Beenhakker. Milik zagrał sporo meczów u Fornalika, a Pazdana Beenhakker zabrał nawet na EURO 2008... Na pewno Nawałce trzeba oddać Kapustkę i jeszcze rezerwowego Stępińskiego, choć debiutował wcześniej, ale regularnie zaczął go powoływać właśnie obecny selekcjoner. U mnie tak było z Matysikiem i Buncolem, którzy debiutowali co prawda wcześniej, ale u mnie zostali nie tylko regularnymi kadrowiczami, ale i piłkarzami pierwszego składu na Mundialu – mając 21 i 23 lata... Jednak zarówno ja, jak i Nawałka musimy pamiętać, że reprezentacja to nie jest jeden człowiek, ale to pewna ciągłość. Na pewno jedno trzeba oddać - Nawałka w eliminacjach scementował drużynę. Dalsze scementowanie nastąpiło w finałach – bo pięć meczów to wielki kapitał... Poprzednicy, jak Jurek Engel, Paweł Janas, czy Franek Smuda mieli po trzy gry i... odjazd... Na wielkich turniejach nie jest łatwo. Ja sam przeżyłem 11 meczów i nikt mi tego nie zabierze. Pan Kazimierz Górski poprowadził reprezentację w 7 spotkaniach, Jacek Gmoch – który przyszedł po panu Kazimierzu w roli „zbawcy” - zaliczył 6 gier. Teraz Nawałka ma 5 i nadzieję na Mundial. Choć były głosy, że może dostanie kontrakt gdzieś tam za wielkie pieniądze...

 

Było to realne?

 

Wątpię, ale może średniak w Bundeslidze...

 

Bez szans – to jest bardzo trudny rynek...

 

To może jakiś klub – dajmy na to – w Anglii, ale raczej nie Premier League. Nie wiem, może w którejś słabszej lidze jakiś czołowy klub. Jednak prawdę mówiąc nie ma lepszej pracy, niż ta z reprezentacją...

 

Myślę, że dla Nawałki to absolutne spełnienie. Tak jak był niespełnionym piłkarzem – przez kontuzje - tak spełnia się na posadzie selekcjonera... 

 

I powiem, że to jeszcze lepsze, niż spełnienie w roli piłkarza. A wiem, co mówię. Nie byłem wybitnym graczem, ale coś przez lata w lidze znaczyłem – w lidze, z której wówczas nie wyjeżdżało się w świat. Zagrałem w reprezentacji. Jednak gdy człowiek zostaje szkoleniowcem, to czuje moc...

 

Moc tworzenia...

 

Dokładnie! Ma się wpływ na wybory personalne, na taktykę, człowiek chce dotrzeć do psychiki – poszczególnych zawodników, ale i porwać za sobą cały zespół. Na Mundialu w Hiszpanii w 1982 roku udało mi się osiągnąć maksa! Z każdego piłkarza podstawowej jedenastki byłem zadowolony. Kilku z nich było moimi odkryciami na poziomie reprezentacji, jak Matysik, czy Buncol. W decydującym momencie turnieju nie odstawiłem Bońka, tylko przesunąłem go do ataku, a w pomocy zaczął dyrygować Kupcewicz. Miałem młodych, ale i doświadczonych graczy, jak Żmuda i Lato, którzy również stanowili o sile ekipy. Tak, w Hiszpanii osiągnąłem maksa...

 

Nawałka we Francji osiągnął maksa?

 

Nie, ale... wszystko przed nim. Myślę, że już o tym myśli teraz (śmiech)... Chce pojechać na turniej o mistrzostwo świata. Ostatni raz w finałach Mundialu braliśmy udział w 2006 roku. Minęło dziesięć lat. Nie było nas ani w RPA, ani w Brazylii. Nawałka lubi ten blichtr posady selekcjonera. I tę pracę, która pochłania mnóstwo energii, ale zarazem pozwala mu na opaleniznę, na elegancję, na pokazywanie się na stadionach w Polsce i na świecie. Teraz czuje, jak to jest, gdy biją ci brawa. Zawsze powtarzam, że trener składa się z iluś tam cech – można to wyliczać. Dajmy na to, że wyliczę jedenaście. Jednak dla adeptów zawodu na wykładzie mam jeszcze zagadkę, która cecha jest dwunastą i jest nie mniej ważna?

 

?!?

 

Odpowiedź jest bardzo prosta – trzeba mieć szczęście! Nawałka dotychczas – trzeba przyznać na posadzie selekcjonera – miał tę dwunastą cechę: szczęście. I w eliminacjach i w finałach. Teraz niech Pana Boga prosi, aby dalej mu ta cecha towarzyszyła...

 

Jeden mały zarzut co do prowadzenia zespołu w czasie finałów EURO – chodzi o zmiany: tak jak potrafił ułożyć podstawową jedenastkę, jak zmiany były przewidywalne: Jodłowiec, Kapustka i Peszko. Ba, z tymi zmianami czekał nawet do dogrywki...

 

Wiem, ale z tym zarzutem się nie zgadzam. Stabilny skład jest niesamowicie ważny. Jak się trafi w zestawienie, to trener się tego trzyma. Gdy Kazimierz Górski wymyślił skład na pierwszy mecz Mundialu z Argentyną w 1974 roku, tak grał w tym składzie aż do siódmego meczu turnieju. Jak na jeden mecz odsunął Musiała, aby wystawić Guta, to w następnym pośpiesznie wracał do Musiała... W Hiszpanii w 1982 roku skład ułożył się mi się w trzecim meczu turnieju i trzymałem się go konsekwentnie. I gdyby nie kartki, trzymałbym się dalej. Boniek grałby pierwsze skrzypce z Włochami w półfinale, a Smolarek grałby o trzecie miejsce, a nie Szarmach. W przerwie meczu z Francją o medal, zmieniłem Matysika, ale tylko dlatego, że już autentycznie nie mógł. I dlatego w drugiej połowie wystąpił Wójcicki. Proszę zobaczyć, jaki błąd w czasie finałów zrobił Vicente del Bosque. Hiszpanie prowadzili 1:0 z Chorwacją i Del Bosque zaczął zmieniać. 1:1, jeszcze dawało pierwsze miejsce w grupie. Jednak dalej zmieniał. I po trzeciej zmianie, padł gol na 1:2. Hiszpania straciła prowadzenie w grupie i trafiła w pierwszym meczu fazy pucharowej na Włochy. I pojechała do domu... Naprawdę ze zmianami trzeba uważać. Na ile dany zawodnik ożywi grę, na ile jest skoncentrowany, na ile odnajdzie rytm... Ze zmian - czy też ich braku lub zwlekania z nimi, nie czyniłbym zarzutu Nawałce. Jeśli już, to z braku pójścia za ciosem. Tak było i ze Szwajcarią, z którą prowadziliśmy szybko 1:0, i tak było z Portugalią, z którą prowadziliśmy 1:0 po dwóch minutach gry. Najbardziej podobała mi się nasza gra w pierwszych 45 minutach spotkania z Irlandią Północną. Tak ich zdominowaliśmy, że aż przyjemnie się patrzyło. Stwarzaliśmy sytuację za sytuacją, a im nie pozwalaliśmy przekraczać środkowej linii boiska. Ktoś mówił, że Irlandia Północna słaba – jednak kolejne mecze pokazały, że wcale nie była słaba. I oczekiwałem, że częściej będziemy w stanie tak grać, jak z Irlandią Północną... Że będzie sygnał – prowadzimy 1:0, to teraz dobijmy ich. Była taka możliwość ze Szwajcarią, była i Portugalią. Zagraliśmy jednak zachowawczo, co doprowadziło nas aż do rzutów karnych – raz z zakończonych sukcesem, a innym razem niepowodzeniem...

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!