Skoro we Francji gra aż sześciu Polaków, pretendujących do pierwszej reprezentacji, postanowiłem się wcielić w rolę naszego selekcjonera. Ubrałem ładny granatowy garnitur z dyskretnym logiem PZPN na kieszonce, a całości dopełniła odpowiednia peruka, bo moja fryzura nie może się niestety równać z bujną czupryną Adama Nawałki.

Na celownik wziąłem: Saint-Etienne, Niceę i Marsylię. Ah, cóż to było za chwile! Trzy stadiony, trzy piękne sukcesy naszej reprezentacji. Grzechem byłoby nie odbyć pielgrzymki na te areny.

Lot między Krakowem i Paryżem przebiegał w miłej atmosferze. W stolicy Francji ląduję około południa, a że TGV do Saint-Etienne mam dopiero o godz. 16, udaje się do ośrodka treningowego PSG, by porozmawiać z Unaiem Emerym na temat Grzegorza Krychowiaka. Jego ostatnie występy z Danią i Armenią przyprawiły mnie o spory ból głowy.

Kiedy wysiadam z taksówki w okolicach ośrodka Ooredoo, trening prawie dobiega końca (dzień wcześniej PSG pokonało Lille 1:0). Po chwili witam się już z Unaiem, który z wielką przyjemnością jest gotów poświęcić mi kilka chwil.

- Słuchaj, Adam, nie rozumiem jak Grzegorz po dwóch świetnych sezonach w Sevilli, mógł aż tak radykalnie obniżyć loty. Wiem, że konkurencja w PSG jest zdecydowanie większa, ale Grzegorz nie może narzekać, że nie dostał szansy. Chociażby 10 dni temu w Nancy dałemu zagrać przez prełne 90 minut i muszę przyznać, że bardzo mnie rozczarował. Ale na treningach pracuje, stara się. Mam nadzieję, że nie zapomniał jak się gra w piłkę. Oby ten jego kryzys skończył się jak najszybciej - powiedział mi Hiszpan.

Troszkę mnie jego słowa podbudowały. Przynajmniej Grzesiu ciężko pracuje. Może uda mu się wrócić z formą na Rumunię?

Szybko się zwijam, by zdążyć na dworzec Gare de Lyon, skąd o 16 rusza mój pociąg do Saint-Etienne.

Po niespełna trzech godzinach jestem już na miejscu. Od razu przypominam sobie nasze dramatyczne zwycięstwo nad Szwajcarią... Głównym celem mojej wizyty jest jednak Kamil Glik, który - jak pisała francuska prasa - był ostatnio troszkę przemęczony, ale łatwo to zrozumieć. Jest w końcu jedynym piłkarzem Monaco, który rozegrał wszystkie mecze od początku sezonu.

Atmosfera w "Zielonym Kotle" przypomina mi mecz ze Szwajcarią. Ponad 35 tysięcy skandujących kibiców. Po paru minutach wielka radość. Przynajmniej na kilku sektorach. Oto Glik zdobywa swoją trzecią bramkę w sezonie - tym razem nie głową, ale nogą. Według mnie, był w tym meczu najlepszym zawodnikiem swojego zespołu.

Nocuję w tym samym hotelu, w którym spaliśmy podczas Euro. Znów nachodzi mnie miły nastrój...

Nazajutrz popołudniu jestem już w Nicei. W mieście panuje prawdziwie wiosenna pogoda, na termometrach 20 stopni. Sam mecz zapowiadał się niezwykle ciekawie. Sensacyjny lider Ligue 1, Nicea (6 punktów przewagi nad Monaco i PSG), podejmował FC Nantes Waldemara Kity z Mariuszem Stępińskim  na czele.

Allianz Riviera jak zwykle prezentuje się bardzo godnie. To może przez ten sentyment. Pokonaliśmy tu w końcu Irlandię Północną w naszym premierowym meczu na Euro.

Po meczu w mojej głowie pojawia się ciekawa refleksja: szkoda, że nie mam w kadrze takiego Mario Balotellego. Może gdyby ożenił się z Polką tak, jak Emmanuel Olisadebe, mieliśmy najlepszy duet napastników na świecie? To jednak tylko marzenia.

Nicea potwierdziła świetną dyspozycję, wygrywając z Nantes 4:1. Byłem świadkiem kolejnego pięknego spotkania. Niestety, Stępiński, mimo że odnotował asystę, sprawił mi mały zawód. Pozostał niedosyt.

O 17 byłem już przed telewizorem, gdzie obejrzałem starcie Stade Rennais z beniaminkiem z Metz. Kolejne rozczarowanie. Kamil Grosicki, który 10 dni wcześniej zdobył dwie piękne bramki i dał zespołowi zwycięstwo w Nantes, tym razem był zupełnie nieszkodliwy. Wytrwał na boisku do 60 minuty. Potwierdza się teza, że najlepiej pasuje do niego przydomek "super rezerwowy". Prawdziwy "Grosik" to ten, który wejdzie na boisko w trakcie i odmieni losy spotkania.

Ciekawy mecz odbył się także w Marsylii, ale było już za późno, by zdążyć na czas. A szkoda, bo zaliczyłbym kolejny stadion z Euro 2016.

Nic poważnego się jednak nie stało - Igor Lewczuk doznał kontuzji i nie było go nawet w kadrze Bordeaux. Jak mnie jednak poinformowano, jest bardzo regularny i zbiera świetne noty. Wychodzi na to, że mogę na niego liczyć w każdej chwili.

Bilans tej podróży - poza świetną formą Glika - nie jest jakiś nadzwyczajny. Cóż, nie zawsze trafi się na ten "optymalny" moment. Czas wracać do Krakowa.

Na koniec jeszcze tylko podsumowanie występów Polaków w Ligue 1:

Kamil Glik (Monaco) – 90 minut, gol i żółta kartka w meczu z Saint Etienne (1:1). Noty: "L’Equipe" 7, "France Football" 7.

 

Opinia "L'Equipe":

"Jedynym błędem żółta kartka za faul na Tannane (78. minuta). Szybko strzelił gola prawą nogą wykorzystując rzut wolny wykonany przez Lemara (5. minuta). Polak zawsze świetnie się ustawiał, był pewny w pojedynkach, szczególnie z Bericiem. Miejsce w jedenastce kolejki w pełni zasłużone."


Kamil Grosicki (Rennes) – 64 minuty w meczu z FC Metz (1:0). Noty: "L’Equipe" 3, "France Football" 4

 

Opinia "L'Equipe":

 

"Po dwóch pięknych bramkach odzyskał miejsce w wyjściowej jedenastce. Jednak z Metz przeszedł zupełnie obok meczu. Rzadko wychodził na pozycję, brakowało mu natchnienia przy akcjach indywidualnych. Zastąpiony przez Diakhaby w 64. minucie."


Grzegorz Krychowiak (PSG) – na ławce w meczu z Lille (1:0)
Igor Lewczuk (Bordeaux) – poza kadrą na mecz z Marsylią (0:0)
Maciej Rybus (Lyon) – 21 minut w meczu z Toulouse (2:1)
Mariusz Stępiński (Nantes) - 68 minut w meczu z Nicea (1:4). Noty: "L'Equipe" 4, "France Football" 4

 

Opinia "L'Equipe":

 

"Jedno świetne dośrodkowanie do Sali, później praktycznie nic. A w końcu kompletnie nic. Polakowi zabrakło pewności siebie. W sytuacji sam na sam z bramkarzem zmarnował okazję na wyrównanie. W 68. minucie ustąpił miejsca Kacanikliciowi."

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!