Stadion Narodowy jako arena siatkarskich zmagań spisał się doskonale. Obiekt przed chwila gościł lekka atletykę, teraz siatkę, a za chwile windsurfing. Pojawiła się szansa na jeszcze pięć meczów siatkarskiego Mundialu, ale PZPS i FIVB były zbyt ostrożnie. Spotkanie otwarcia pokazało, ze siatkówka na najwyższym poziomie - mistrzostw świata, czy Europy, a może i Ligi Światowej - naprawdę śmiało może gościć na takich obiektach.

Rekord wszech czasów

62 tysiące widzów to absolutny rekord frekwencji w historii siatkarskiego Mundialu, a przecież to już 28. edycja zmagań rozgrywanych regularnie od 1949 roku. Szef stadionu, Tomasz Półgrabski w audycji TOK FM "Przy niedzieli o sporcie" przyznał: "Na stadionie było ponad 65 tysięcy ludzi, z czego 3 tysiące to wszelkiego rodzaju służby organizacyjne". W tejże audycji szef sportu w Polsacie, Marian Kmita żałował, że na Stadionie Narodowym nie odbędą się dwa decydujące dni siatkarskiego Mundialu. 20 i 21 września mogliśmy być świadkami pięciu meczów - dwóch półfinałów, walki o 5. miejsce, spotkania o 3. miejsce i wreszcie wielkiego finału. Jestem przekonany, że znowu na warszawskiej Pradze stawiłoby się każdego dnia ponad sześćdziesiąt tysięcy kibiców, a transmisja telewizyjna oczarowałaby świat...
 
Obiekt musi żyć!
 
Piszę w tytule o najlepszym narodowym PR. PR to skrót od hasła "public relations", za którym kryje się sposób komunikacji, który ma zadbać o pozytywny wizerunek. Często sam pozytywny wizerunek to treść działań polityków, którzy zapominają o realnym rozwiązywaniu problemów, a chcą tylko trwać u władzy. Tymczasem sobota na Narodowym - w postaci spotkania otwarcia siatkarskiego Mundialu - to był doskonały PR, ale sensu stricto. O taki właśnie PR dla Stadionu Narodowego walczyli kolejni menedżerowie - Rafał Kapler, czy Marcin Herra. Obaj mający jakże różny temperament, ale na pewno takie samo przekonanie, że obiekt musi żyć. Kapler przypłacił to utratą posady, gdyż za wszelką cenę chciał doprowadzić do spotkania o Superpuchar pomiędzy Wisłą a Legią. Z kolei Herra nie bardzo nawet wiadomo dlaczego stracił posadę kilka tygodni temu, choć stadion w końcu zaczął na siebie zarabiać. Niezbadane są wyroki, które zależą od polityków...
 
Niecierpliwi politycy i jeszcze bardziej niecierpliwe media skazywały Stadion Narodowy na fatalną opinię. Najpierw pomstując na opóźnienie - minimalne w skali trudności inwestycji, a później wyciągając "brak łączności na trzecim poziomie garażu". Do tego doszła fatalna wpadka z niezamkniętym dachem przed spotkaniem Polska - Anglia, co spopularyzowało hasło "basen narodowy". Tymczasem prawda o stadionie jest zupełnie inna, niż ta głoszona przez media. Sekretarz generalny PZPN, Maciej Sawicki - występując z aplikacją do UEFA o przyznanie finału Ligi Europejskiej - miał wielki atut. Na dniach przyznał: "UEFA uznaje Stadion Narodowy w Warszawie za jeden z pięciu najlepszych obiektów w Europie". To jest jednak prawda, która przebijałaby się do opinii publicznej dużo dłużej, gdyby nie sobotni spektakl na inaugurację siatkarskiego Mundialu.
 
Alegoria dekady wolności

Od nas, Polaków zależało, jak zagospodarujemy ostatnie ćwierć wieku. I sobotni wieczór stał się alegorią tej dekady wolności. Grzegorz Kułaga i Marek Magiera prowadzili publiczność przez spektakl, który trafił do 168 krajów świata. Obrazek Stadionu Narodowego w barwach narodowych na tle wieczornej Warszawy był dla mnie cudownym przesłaniem. Kilka dni wcześniej sam gościłem w Monte-Carlo na wyborach Piłkarza Roku UEFA za sezon 2013/2014. I po raz kolejny z ust kilkunastu dziennikarzy z całej Europy usłyszałem same pochwały dla Polski. Ciągle wspominali swoje doświadczenia z finałów EURO 2012. Szwajcar nie mógł się nachwalić Gdańska, Belg Płocka, gdzie mieszkał (!), Niemcy Warszawy, a wszyscy wręcz zachwycali się Wrocławiem, który żyje dniem i nocą, dzięki swojemu rynkowi. Były ciepłe słowa pod adresem Krakowa (stacjonowały tam trzy wielkie reprezentacje) i Poznania. I taki obraz Polski, jako kraju, popłynie teraz w świat przy okazji siatkarskiego Mundialu. I nie dzięki politykom, a wręcz wbrew ich woli, aby impreza miała jeszcze większy rozmach. Marian Kmita w TOK FM ujawnił: "Magistrat Warszawy był bardzo sceptyczny, jeśli chodzi o organizację meczu otwarcia w stolicy". Podobnie jak ministerstwo sportu i turystyki, które zamiast liderować organizacji, przyglądało się temu z boku... Najlepsze jak wielu teraz przypisuje sobie pomysł organizacji meczu otwarcia na Stadionie Narodowym. I głoszą to w najlepsze. Ku własnemu PR-owi... Najważniejsze, że udał się PR Stadionu Narodowego, a także PR Polski.