Nie boję się meczu z Australią. Nie boją się go także siatkarze. Cieszę się, że porażka na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie nie jest ciężarem, a jedynie dodatkowym elementem, który motywuje naszych zawodników. Z dzisiejszymi rywalami rozegraliśmy w historii 13 spotkań. Przegraliśmy tylko raz. We Wrocławiu wszystko wróci do normy, a nasz zespół udowodni, że siatkarsko jest najzwyczajniej w świecie lepszy.

 

Dlaczego jestem tak pewny zwycięstwa? Powodów jest kilka. Najważniejszy to aspekt sportowy. Chłopcy Stephane'a Antigi pokazali w sobotę, że najzwyczajniej są w dobrej formie. Grają stabilnie i pewnie. Tak łatwe zwycięstwo nad Serbią musiało pozytywnie podziałać na głowy naszych zawodników. Oni przecież też mogli nie wiedzieć, na co stać nowo zbudowany zespół przez duet francuskich  szkoleniowców.

 

Teraz już wiedzą i to im pomoże. Przy wskazywaniu faworyta, powinno się asekurować. To przecież jest sport, wszystko może się zdarzyć, rywale mogą "mieć swój dzień". Ja asekurować się nie będę. Jeśli nawet mecz nie będzie się układał tak jak ten sobotni to swoją pracę wykonają kibice. Gramy we Wrocławiu więc będzie ich nieco ponad 6 tysięcy. Australijczycy rzadko mają okazję grać przy takiej publice. Dla nas to chleb powszedni. Wszystko zatem przemawia za biało-czerwonym.  Dziś górą będzie POLSKA.