Po fantastycznej pogoni w meczu z Kubą, Finowie musieli zmierzyć się z przeciwnikiem trochę innego kalibru. Po drugiej stronie siatki stanęli dzielni siatkarze z Korei Południowej, którzy w pierwszej serii gier zanotowali planowe zwycięstwo z Tunezją, choć nie obyło się bez problemów. Zespół z Afryki przegrał dopiero po czterech setach.

Na trybunach po raz kolejny zgromadziło się wielu fińskich kibiców, którzy po Polakach najliczniej uczęszczają na mecze siatkarskiego mundialu. To pomaga ekipie Tuomasa Sammelvuo, która czuje się jak w domu. I już od początku, mimo kilku zmian – w wyjściowej szóstce pojawił się chociażby Urpo Sivula – to właśnie drużyna z Europy osiągnęła przewagę.

Dobrze współpracował duet Mikko Esko-Oli Kunnari. Jednak najlepszy był Sivula, który starał się korzystać na braku Oli-Pekki Ojansivu. I wychodziło mu to doskonale. To właśnie atakujący punktował najbardziej regularnie. Koreańczycy walczyli dzielnie i nawet przez chwilę byli blisko rywali, ale ostatecznie przegrali do 22.

Drugi set mógł nieco zachwiać pewnością Finów. Po asie serwisowym Yung-Suk Shina Korea prowadziła już 10:5! Jednak po chwili wszystko wróciło z normy. Po asie rezerwowego Oli-Pekki Ojansivu było już 18:17 dla Europejczyków. Końcówka była emocjonująca i zakończyłą się dopiero na przewagi. Azjaci mieli nawet piłkę setową, ale jej nie wykorzystali. Po chwili się to zemściło. Finowie wygrali 26:24.

To właściwie równało się z końcem meczu. Koreańczycy nie byli w stanie nawiązać walki w trzecim secie. Po kilku minutach przegrywali już 1:10. Na zagrywce dominował Sivula, który rozstrzelał przeciwników. To właśnie on był najskuteczniejszym zawodnikiem na parkiecie (14 punktów). Ostatecznie Finowie wygrali 25:15 i cały mecz 3:0. Mają na swoim koncie już 5 punktów i są na najlepszej drodze do awansu, a może nawet zwycięstwa grupy.

Finlandia - Korea Południowa 3:0 (25:22, 26:24, 25:15)