Marcin Lepa: Trener Antiga zapowiadał, że będzie stosował zmiany, ale ciebie chciał przytrzymać dłużej. Był taki moment, że zaczęliście dłużej rozmawiać. Był taki moment, że powiedziałeś mu, że zrobiłeś swoją robotę?

Mariusz Wlazły: Nie, nie – to tak nie wyglądało. Po prostu doszedłem do momentu zagrywki. Po niej miał wejść Dawid. Tylko akurat zażarła ta zagrywka, więc powiedziałem trenerowi, że jak chce, to niech go wprowadzi teraz. Ale powiedział, że wytrzymamy do końca. Aż zepsuję (śmiech).

I popsułeś zaraz po czasie (śmiech). Ale fakt, siedziała ci ta zagrywka. Trafiłeś nawet tę najmocniejszą – 120 km/h. Czujesz, że zaczynasz łapać swój rytm?

Z meczu na mecz jest coraz lepiej. Zawsze sytuacje meczowe najlepiej nas uczą i zgrywają. Mało grałem z chłopakami w meczach, bo w ostatnim sprawdzianie skręciłem w pierwszym meczu kostkę. Nie było tych szans tyle, ile bym oczekiwał. Staram się czerpać jak najwięcej z każdej gry. Cieszę się, że moja gra wygląda lepiej.

Cała rozmowa z Mariuszem Wlazłym w załączonym materiale wideo.