W dzień meczowy w Hali Stulecia cheerleaderki z grupy "Flex Sopot” meldują się o godzinie 10, czyli jeszcze przed pierwszymi zespołami. Zanim zawodnicy wyjdą na boisko, one odbywają trening. Później czekają na kolejne pojedynki i swoje występy. Z hali wychodzą około godziny 23.

 

- W sobotę miałyśmy sesje zdjęciową i byłyśmy w szoku, jak jest pięknie wokół hali. Wcześniej prosto z samochodu szłyśmy do szatni, a po meczach z szatni do samochodu. W dni rozgrywania meczów prawie w ogóle nie widziałyśmy światła dziennego – opowiadały cheerleaderki.

 

We Wrocławiu jest ich dziesięć. Część grupy została w Gdańsku i występuje podczas meczów rozgrywanych w Ergo Arenie. W dzień bez mistrzowskich spotkań mają trening i wolny czas na zwiedzanie miasta.

 

Są stałymi cheerleaderkami siatkarskiej reprezentacji Polski, której towarzyszą nie tylko na rozgrywanych właśnie mistrzostwach, ale także w Lidze Światowej. Występują również na meczach koszykówki Trefla Sopot. Jak przyznają, pokazy na siatkówce i na koszykówki, to jednak nieco inne wyzwania.

 

- Przede wszystkim na koszykówce mamy całe boisko do dyspozycji, a na siatkówce albo musimy się dzielić na dwie grupy, albo robić pokaz na jednej połowie. Poza tym na koszu nigdy nie widomo, kiedy wchodzimy, bo to zależy, czy zespół weźmie czas. Na siatkówce zawsze jest tak samo – wyjaśniały.

 

Mają przygotowanych 30 jednominutowych układów tanecznych, ale ile z nich wykorzystają, zależy do tego, ile setów będzie miało spotkanie. Ich pojawienie się na boisku w Hali Stulecia zawsze do tej pory wywoływało ogromny aplauz. Goręcej witani byli tylko reprezentanci Polski.

 

W niedzielę biało-czerwoni spotkaniem z Argentyną zakończą pierwszą fazę mistrzostw i na kolejną przeniosą się do Łodzi. Cheerleaderki podążą za nimi. "A później do Katowic na finał mistrzostw. I tak aż do finału, który oczywiście wygra Polska” – zapewniały.