Początek meczu należał do gości, którzy grali tak, jak do tego przyzwyczaili. Czyli szybko przenosili ciężar pod pole karne przeciwnika, grali agresywnym pressingiem i bez kompleksów. Jedna z oskrzydlających akcji zakończyła się bramką... Johna Terry'ego. Kapitan Chelsea zdobył samobójczą bramkę.

Gospodarze rozkręcali się powoli. Świetną partię rozgrywał Eden Hazard, który był niemal nieuchwytny dla rywali. Show skradł jednak duet Cesc Fabregas-Diego Costa. W 44. minucie ten pierwszy dośrodkował z rzutu rożnego, a ten drugi znakomicie wygrał walkę o pozycję i pokonał Łukasza Fabiańskiego.

Był to trudny strzał do obrony. Polak był blisko skutecznej interwencji. Później nie miał nic do powiedzenia. Należy docenić kapitalną akcję Chelsea. Fabregas do Hazarda, Hazard oddał Fabregasowi, który wyłożył piłkę do Diego Costy. Napastnik spokojnie wyprowadził The Blues na prowadzenie.

A po kilku minutach skompletował hat-tricka. Nieudany strzał Ramiresa zamienił się w asystę. Costa zrobił swoje, więc mógł zejść z boiska. Zmienił go najnowszy nabytek - Loic Remy. Francuz nie musiał długo czekać na premierowe trafienie. Po ładnej kontrze nie dał Fabiańskiemu najmniejszych szans. Gola na otarcie łez dla gości strzelił Jonjo Shelvey. Chelsea wygrała 4:2.