43-letni gdynianin jest w tym środowisku osobą wielce popularną, z którą prawie każdy zagraniczny zawodnik, trener czy też działacz, chce odbyć chociaż krótką rozmowę, wyrazić swoją opinię, o coś zapytać. I trudno się dziwić, skoro Chamera od 10 lat udziela się na forum międzynarodowym. Obecnie jest nie tylko w zarządzie ISAF, ale również przewodniczy komisji ds. zespołów regatowych (race management) i jest członkiem komisji ds. imprez (events).

 

Gdy przyjechałem do Santander, najbardziej zabolało mnie to, że te mistrzostwa nie są u nas. Mógłby ktoś pomyśleć, że przemawia przeze mnie patriotyzm narodowy, a także lokalny. Ale skoro każdego dnia i dosłownie na każdym kroku słyszę, że powinniśmy być w Gdyni, również z ust przedstawicieli komisji technicznej ISAF, to słowa ubolewania nie są pozytywną oceną dla hiszpańskich organizatorów – powiedział Chamera.

 

Jak podkreślił, każdy jest świadom co to za przedsięwzięcie, które chociażby tylko na podstawie statystyk daje obraz wielkości – prawie 1300 zawodników z 84 krajów i ponad pół tysiąca łódek. Do tego dochodzą trenerzy, sędziowie, obsługa motorówek, co w sumie daje 5000 osób. To ogromne wyzwanie pod każdym względem, znacznie przewyższające regaty olimpijskie. W Brazylii w 2016 roku rywalizować będzie w 10 klasach tylko 380 żeglarzy.

 

Raz na cztery lata mistrzostwa świata organizowane są w jednym czasie i miejscu dla wszystkich klas, jakie są w programie igrzysk. Taki zwyczaj wprowadziła od 1999 roku Międzynarodowa Federacja Żeglarska (ISAF).

 

Do tak wielkiej imprezy potrzebna jest odpowiednia baza, którą ma niewiele miast na świecie. Wśród nich jest Gdynia. Choć jej kandydatura była rekomendowana przez komisję oceniającą jako najlepsza w procesie aplikacyjnym, to jednak prezydium ISAF w lutym 2011 roku opowiedziało się za Santander, chociaż nie brało udziału w prezentacjach. Dziś z jego składu prawie nie ma już nikogo – wspomniał Chamera.

 

Dodał, że nie ma także osób z hiszpańskiej grupy, która była zaangażowana w pozyskanie mistrzostw.

 

Zespół ten "wykopano", pojawiły się oskarżenia o korupcję i do dziś nie ma dobrej komunikacji w komitecie organizacyjnym - ocenił.

 

Ta sytuacja ma odzwierciedlenie na wszystkich poziomach - sportowym (przez pięć dni zdołano rozegrać tylko trzy wyścigi dla klasy 470 mężczyzn), technicznym (nieodpowiednie łodzie, kotwice), a także medialnym (ciągle „jutro” mają być dla dziennikarzy okładki i zawieszki do identyfikatorów).

 

Jakie atuty zadecydowały o wyborze Santander?

 

Do końca nie wiadomo. W kuluarach mówi się o pieniądzach, o budżecie 20 milionów euro i przedstawieniu atrakcyjnych przedsięwzięć towarzyszącym regatom, m.in. zaoferowano szkolenie dla rozwijających się w tej dyscyplinie krajów. Te wszystkie obietnice pozostały jednak na papierze. Zrealizowano niewiele z tego, co przedłożono w grubej księdze aplikacyjnej – powiedział Chamera.

 

Za cztery lata mistrzostwa świata we wszystkich dziesięciu klasach olimpijskich zorganizuje Aarhus.

 

W tym przypadku Gdynia przegrała po sportowej walce. Obie kandydatury zostały bardzo wysoko ocenione. A zadecydował chyba większy "na oko" budżet. Duńczycy wyszli z kwotą 10 milionów euro, Gdynia z czterema, ale w relacji kosztów utrzymania jakie są w tych krajach, to oba budżety są porównywalne. Jednak nie wszyscy to wiedzą i wizualnie dziesiątka lepiej wygląda niż czwórka – dodał dyrektor sportowy Polskiego Związku Żeglarskiego Tomasz Chamera.

 

Rywalizacja w Santander, która zakończy się w niedzielę, wchodzi w decydującą fazę. W czwartek finałowe wyścigi miały dwie klasy - Laser i Laser Radial; na piątek przewidziane są w deskowej klasie RS:X. Do najlepszych dziesiątek, które walczyć będą o medale, zakwalifikowało się troje reprezentantów Polski: na drugiej pozycji Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk), na trzeciej Przemysław Miarczyński (SKŻ Ergo Hestia Sopot), a wśród kobiet na dziesiątej Zofia Klepacka (YKP Warszawa).