No ale jak sama Monika Olejnik w konkurencyjnej do Polsatu stacji, publicznie dziękuje Zygmuntowi Solorzowi za odkodowanie finału to sprawa musi być poważna. Żadna to niespodzianka, bo też sprawa Mundialu taka była od początku, choć wielu zdawało się zupełnie inaczej.

 

Można teraz gdybać, co by było gdyby premier Donald Tusk potraktował te mistrzostwa z należną im życzliwą powagą i podszedł do nich tak samo jak do piłkarskiego Euro. Może wtedy udałoby się na te trzy tygodnie pogodzić wszystkich Polaków i skoncentrować na kibicowaniu naszym wspaniałym siatkarzom. Więcej, obraz pogodnego, dynamicznego i nowoczesnego Polaka można było wysłać w świat nawet bez podpisu: „Tacy naprawdę jesteśmy. Taka jest Polska”. A medialny zasięg tej imprezy był gigantyczny, bo aż 210 krajów miało dostęp do sygnału z tych mistrzostw za pomocą telewizji bądź Internetu. Nie skorzystaliśmy z tego i szkoda, że stało się inaczej.

 

Już nigdy się nie dowiemy jakiego globalnego święta bylibyśmy świadkami, gdyby premier Tusk potraktował tę imprezę priorytetowo. W konsekwencji tego niezrozumiałego do dzisiaj zaniechania wielu Polaków będzie ten Mundial wspominać boleśnie a kodowanie transmisji meczów narodowej reprezentacji przejdzie do historii telewizji jako przypadek bez precedensu. Czy tak rzeczywiście być musiało wie tylko sam Donald Tusk, który na żywo oglądał tylko jeden mecz Polaków, ten przegrany z Amerykanami. Więcej na meczach drużyny Stefana Antigi się nie pojawił i tak do końca nie wiadomo dlaczego. Może uznał, że przyniósł polskim siatkarzom pecha, a może nie spodobały mu się gwizdy polskich kibiców gdy pokazano jego twarz na telebimie wiszącym pod dachem Atlas Areny. Tak czy inaczej, nawet polski finał nie zmusił Prezydenta Rady Europy do ponownego pojawienia się na trybunach, a szkoda bo widowisko było przednie i pośród wielkiego szczęścia wszystkich Polaków zapanowała powszechna amnestia na wszystkie wcześniejsze przewiny związane z Mundialem.

 

I Zygmunt Solorz mógł przechadzać się swobodnie między kibicami, i ministrowi Andrzejowi Biernatowi nie spadł nawet jeden włos z głowy a pan Prezydent Bronisław Komorowski dostał od wszystkich na wstępie wieczoru takie owacje, jakich nikt z jego poprzedników nigdy nie doświadczył. To było prawdziwe święto a jego sportowy aspekt zdawał się być ważnym, ale nie najważniejszym. W takiej chwili trudno uniknąć patosu, ale każdy kto był wczoraj w Spodku, w strefie kibica pod katowicką halą lub inną gdzieś w Polsce, a nawet tylko przed telewizorem w gronie przyjaciół czy znajomych, musi się ze mną zgodzić. To było wielkie święto wszystkich Polaków doświadczających tych samych pozytywnych emocji jednakowo w kraju i za granicą. Polaków zjednoczonych poczuciem wspólnoty, podziwu i miłości do swojej biało czerwonej reprezentacji. Czy ktoś, kiedyś, będzie chciał i …potrafił, to  choćby raz powtórzyć?