Sebastian Staszewski: Polscy siatkarze i polscy kibice dziś bez wątpienia należą do światowej czołówki, ale po tym, co wydarzyło się w Spodku, można chyba powiedzieć, że wystartowaliśmy daleko w gwiazdy!

 

Paweł Papke: Świat został za nami. Teraz oni mogą uczyć się od nas. Mecz w Spodku był fantastycznym finałem, ale przypomnę, co było przed kilkunastoma dniami na Narodowym. To było galaktyczne. Ponad sześćdziesiąt tysięcy ludzi na otwarciu mistrzostw z Serbią. To są te momenty, które będziemy chcieli powtarzać, powielać udoskonalać.

 

Nie żałuje Pan, że urodził się trochę za wcześnie, aby grać w tej drużynie?

 

Kompletnie nie ma problemu! Mieliśmy swój rocznik 1977, który zdobył mistrzostwo Europy juniorów i mistrzostwo świata juniorów. Później może troszeczkę zabrakło zdrowia, może trochę talentu? Takie jest życie. Mam w tym wszystkim swoją cegiełkę, działam w polskiej siatkówce z trochę inne strony. Jestem po prostu szczęśliwy. Kocham tych chłopaków.

 

Dla Pana, byłego reprezentanta, finał trudno oglądało się stojąc z boku czy może wręcz przeciwnie – fotel kibica daje lepszą perspektywę?

 

Finału… nie przeżywałem tak bardzo, jak półfinału z Niemcami. W grupie, kiedy graliśmy z Rosją czy Brazylią, nie umiałem wysiedzieć. Teraz było spokojniej…

 

Całą rozmowę z Pawłem Papke zobacz w materiale wideo.