Niedawno Joachim Loew gościł w St. Petersburgu, gdzie pod egidą FIFA dyskutowano o wnioskach z 20. finałów Mundialu. 54-letni selekcjoner Niemiec w Rosji udzielił obszernego wywiadu dziennikarzowi fachowego magazynu "Kicker", Oliverowi Hartmannowi.


Studium techniczne przygotowane przez FIFA głosi, że Neuer, Schweinsteiger, Klose, Mueller, Lahm i Kroos byli kluczowymi piłkarzami w drodze do tytułu dla Niemiec. Eksperci mają rację?


Joachim Loew: Nie, nie mają. Ostatnie finały Mundialu jeszcze raz udowodniły - że nawet jeśli są niezwykli piłkarze - to najważniejszym jest zespół. W trakcie finałów mistrzostw świata byliśmy zjednoczeni i to był klucz do sukcesu.


Jedyny?


Wiele czynników odgrywa rolę. Dam kilka przykładów. Niemcy i Argentyna były zespołami, które popełniały najmniej fauli. Jednocześnie Argentyna i my zdobyliśmy najwięcej goli po odzyskaniu piłki i błyskawicznym wykorzystaniu tego. Defensywa stała się zarazem inicjatorem akcji ofensywnych. Potrafiliśmy zapobiegać stracie bramek przy stałych fragmentach gry. Od dawna głoszę, jak ważna jest skuteczność w pojedynkach, ale bez odwoływania się do fauli. W tym aspekcie byliśmy najlepsi w Brazylii.


Jakie są pańskie wrażenia z analizy mistrzostw świata, z jaką spotkał się pan w St. Petersburgu?

Poznaliśmy wiele liczb, statystyk, a także zapisów wideo, których wyniki pokrywają się z naszymi wnioskami. W Brazylii intensywność gry była nadzwyczajna - nastąpiła intensyfikacja w stosunku do tego, czego doświadczyliśmy w czasie finałów Mundialu w RPA. Podobnie jak wielu moich kolegów trenerów nie oczekiwałem tego - ze względu na okoliczności w jakich przyszło nam rozegrać turniej - temperaturę, podróże, a także porę rozgrywania meczów.


Czy finały Mundialu stanowią nowy impuls dla światowej piłki?


To się dopiero okaże. Sami piłkarze są co prawda jeszcze silniejsi fizycznie, a także szybsi, niż przed czterema laty. Jednak za tym musi przyjść - na każdej pozycji - rozwój techniczny. Na pewno rzuciło się w oczy - w porównaniu do turnieju sprzed czterech lat - że wiele drużyn starało się naciskać już na połowie rywala, a także bezwzględnie dążyć do panowania nad rozwojem wypadków. Padło więcej bramek niż w RPA - przede wszystkim więcej bramek z pola karnego. Aż 152 gole - spośród 171 - padło właśnie z szesnastki. To niewątpliwie jest zauważalny trend. W dodatku wiele z tych bramek uzyskali piłkarze, o charakterystyce, jakiej wcześniej nie znano. Mam na myśli Muellera, Rodrigueza, Schuerrle, Goetzego, Neymera. Naprawdę zmienił się typ napastników.


Na ile występy Niemiec wskazywały na określoną tendencję?


Wielokrotnie jestem pytany o receptę na mistrzostwo świata, ale rzecz jasna nie ma jasnej odpowiedzi. W jednym aspekcie byliśmy na pewno pionierscy - mieliśmy bramkarza, który tak naprawdę był jedenastym piłkarzem. Sądzę, że Manuel Neuer przyczynił się do rewolucji w światowej piłce. Nie tylko ratuje za polem karnym w stanie najwyższej konieczności. Ważniejsze jest, że z tyłu jest pierwszym, który potrafi otworzyć grę, a nawet dyrygować innymi. To przyszłość piłki (-).


Sir Alex Ferguson zapytał pana, na ile zimowa przerwa przyczyniła się do mistrzostwa świata dla Niemiec. Co pan odpowiedział?


Może to był mały plus, jeśli chodzi o turniej. Ponieważ przynajmniej w tym czasie piłkarze mogą się odstresować i zregenerować. W Anglii jest inaczej. Naprawdę nadzwyczajnie obciążeni byli piłkarze z Premier League. Per Mertesacker - na początku naszych przygotowań do turnieju - musiał trenować osobno. Był tak wyczerpany po zagraniu 60 meczów.


Toni Kroos przeszedł po finałach do Realu Madryt. Poradzi sobie w zespole "Królewskich"?


Na sto procent. Toni Kroos od finałów EURO 2012 stał się osobowością. Był młodym utalentowanym graczem, a teraz jest podstawowym piłkarzem i liderem. Jeśli chodzi o myślenie i zachowanie jest pełnym profesjonalistą, co widać na murawie. Rzadko widziałem piłkarza o takiej odporności psychicznej. Praktycznie nie zna nerwowości w negatywnym rozumieniu tego słowa. Dla niego każda taka sytuacja to pozytywne wyzwanie. Dysponuje przy tym nadzwyczajną techniką i wielką inteligencją. Kroosa można z dnia na dzień przenosić z jednej drużyny do drugiej.


A przykład Lukasa Podolskiego, który gra sporadycznie. Czy nie znalazł się sportowo w ślepej uliczce?


Lukas potrafi w decydujących momentach zagrać nadzwyczajnie i zawsze daje z siebie wszystko dla drużyny narodowej. Energia, którą wykazuje również na treningach, jest niezwykła. Naprawdę ma potencjał, jak mało który piłkarz. Zdaję sobie sprawę, że są sytuacje, gdy Lukas jest dla nas niezwykle wartościowy.


Czy rozmawiał pan z Vicente del Bosque, jak poradził sobie w pierwszym sezonie po zdobyciu mistrzostwa świata w 2010 roku?


Nie dyskutowaliśmy, ale taki dialog miałem z Didierem Deschampsem. Obecny selekcjoner Francji w 1998 roku był kapitanem drużyny, która sięgnęła po tytuł. I Deschamps potwierdził, że ten pierwszy rok po mistrzostwie jest niezwykle trudny. On sam potrzebował sześciu miesięcy, aby zbliżyć się do normalnej formy.


Jakie z tego wniosek?


Już po turniejach w 2006 i 2010 miałem obserwację, że jest wielu zawodników, którzy mają problemy zdrowotne albo są po prostu przemęczeni. Dlatego dla mnie jest jasnym, że miesiące do Nowego Roku będą dla nas nadzwyczaj trudne. Trzeba zrobić krok w tył, ustabilizować grę, mając w swoich szeregach jak najwięcej piłkarzy, którzy nie borykają się z kłopotami zdrowotnymi.


Prezydent Bayernu, Karl Hopfner powiedział, że kluby - a przede wszystkim Bayern - płacą koszty wspaniałego i zakończonego sukcesem Mundialu. Czy potrafi pan zrozumieć to stanowisko?


Ta argumentacja nie jest całkowicie pozbawiona racji. Mam zrozumienie dla spojrzenia klubów na pewne sprawy. Zawsze wezmę pod uwagę - jeśli tylko będzie to możliwe - interes klubów. Każdy z klubów mających w swoich szeregach wielu reprezentantów, skazany jest na dwa cykle przygotowań do sezonu i przez to na pewno są problemy. Z drugiej strony kluby - w tym Bayern - korzystają finansowo na finałach mistrzostwa świata. Zdobywcy tytułu osiągają zupełnie inna wartość marketingową. I rzecz jasna wracają do klubów z podniesionym czołem.


Czy jest pan zadowolony - biorąc pod uwagę problemy personalne - że nawet trzecia drużyna w grupie eliminacji mistrzostw Europy ma szansę na awans, a tym samym spada presja?


Jasne, że to w jakimś stopniu ułatwia sytuację. Jednak naszym celem zawsze jest wygranie grupy i jak na razie zawsze udawało się to osiągnąć. Jednak naprawdę trudne mecze czekają nas w październiku w Polsce i przeciwko Irlandii.


Jednocześnie reprezentacja U-21 zagra w play-off z Ukrainą o awans do turnieju finałowego w 2015 roku. Czy odda pan młodych piłkarzy, Draxlera, Gintera i Ruedigera?


Sądzę, że ci piłkarze znajdą się w pierwszej reprezentacji. Draxler jest z nami już od dłuższego czasu, Ginter od finałów mistrzostw świata. Ruediger jest nowy, ale dostrzegam w nim wielki potencjał. Będę tych trzech piłkarzy potrzebował w najbliższych spotkaniach eliminacyjnych, a to ma priorytet. Nie ma sensu rzucać nimi w tę i z powrotem między drużyną narodową a młodzieżówką (-).


Karim Bellarabi z Leverkusen mocno zaczął sezon, a Maroko wykazuje nim zainteresowanie. Podejmie pan działania?


Bellarabim interesujemy się od dłuższego czasu - grał w reprezentacjach Niemiec młodszych kategorii wiekowych. Na skrzydłach mamy co prawda wiele jakości, ale sądzę, że ten zawodnik ma potencjał, aby z czasem grać na najwyższym poziomie. To może być dla nas naprawdę interesujący zawodnik. Jednak nie będę składał żadnych obietnic, to byłoby niepoważne. Decyzja, jaki kraj chce reprezentować, należy do niego. Kto chce grać dla reprezentacji Niemiec, to musi to płynąć z serca.


Czy jako trener mistrzów świata został pan szczególnie przyjęty przez kolegów selekcjonerów?


Muszę przyznać, że zainteresowanie moja osobą było niezwykłe. Ciągle przyjmowałem gratulacje, naprawdę nasłuchałem się komplementów i wielu podkreślało, że zasłużenie zdobyliśmy tytuł, rozwijając się przez ostatnie lata. Co szczególnie było miłe - kraje sąsiadujące z nami, z którymi prowadzimy wielką rywalizację sportową - cieszyło się z naszego sukcesu.


To dla pana zadośćuczynienie za dziesięć lat pracy dla federacji?


Zadośćuczynienie to fałszywe słowo. Na pewno jednak cieszę się, że udało nam się wykonać ten ostatni, decydujący krok. A przecież nie brakowało - na tej długiej drodze - nieładnych momentów, a także wielu krytyk. Wracając do pańskiego pierwszego pytania - decydującym jest posiadanie zespołu, który jest silny i ma charakter. Tak, to najważniejsze przesłanie ostatniego turnieju.


Skąd ta pewność?


Najlepszym przykładem jest Per Mertesacker. Przez dziesięć lat był nadzwyczaj oddanym graczem, a mimo to przed ćwierćfinałem z Francją - mając swoje powody - odstawiłem go od składu. Gdy zacząłem rozmawiać z nim o tej decyzji, odparł: trenerze, naprawdę nie musi pan mi tego wyjaśniać, wiem, jak muszę się zachować w interesie drużyny. Jeśli znowu będzie mnie pan potrzebował, jest do dyspozycji. To była wspaniała postawa i wiele mówi o naszej drużynie. Obecnie kluczowym w pracy trenera jest wybór zawodnika o odpowiednim nastawieniu i dyscyplinie. Czarnych owiec zespół nie toleruje.