Kolarze wyjadą z miasta obok zamku Templariuszy. Pokonają odcinek łagodnie się wznoszący na szerokiej drodze szybkiego ruchu w stronę Madrytu, skręcą z niej w kierunku zapory wodnej Barcena, wciąż się wspinając, potem zjadą znacznie węższą, krętą drogą, znów będą jechać pod górę i wrócą do Ponferrady karkołomnym zjazdem. Ostatni kilometr wyścigu jest już płaski.

 

W sumie na trasie są dwa podjazdy – czterokilometrowy i kilometrowy. Maksymalny kąt nachylenia w okolicach tamy Barcena dochodzi do 10 procent.

 

Pętla liczy 18,2 km, z różnicą wzniesień 306 metrów. W niedzielę zawodnicy elity pokonają rundę 14 razy, co daje dystans 254,8 km, a zatem łącznie przewyższenie wyniesie 4284 metry, czyli tyle co na etapie Tour de France w Alpach czy w Pirenejach, z tą jednak różnicą, że wspinaczki są krótsze i częstsze.

 

Młodzieżowcy przejadą rundę dziesięć razy (182 km), kobiety i juniorzy - siedem (127,4 km), natomiast juniorki – czterokrotnie (72,8 km).

 

Prawie 4300 metrów przewyższenia to bardzo dużo. Najtrudniejsze etapy Tour de France mają do 5 tys. metrów. Nie widać tych gór w Ponferradzie, ale przewyższenie jest naprawdę ogromne. Wysiłek będzie intensywniejszy, dojdzie zmiana rytmu, interwały. Ale moim zdaniem jest to trasa jakby skrojona pod Michała Kwiatkowskiego

– skomentował jego starszy kolega z drużyny Maciej Bodnar.

 

Zawodnicy dobrze radzący sobie w wyścigach klasycznych, a do nich jest zaliczany lider reprezentacji Polski Kwiatkowski, powinni bez trudu odeprzeć ataki „górali”. Z drugiej strony na podjazdach można spodziewać się akcji ofensywnych Hiszpanów lub Włochów, próbujących rozerwać stawkę, aby nie doprowadzić do finiszu większej grupy.

 

Kto odpadnie z czołówki, nie będzie miał praktycznie gdzie jej doścignąć, chyba że na tym szerszym odcinku drogi po wyjeździe z Ponferrady. Będzie to jednak kosztowało dużo sił. Kwiatkowski musi zachować czujność, jechać praktycznie cały czas z przodu stawki

– ocenił szef polskiej ekipy Andrzej Piątek.

 

Przy najbardziej atrakcyjnych miejscach pętli stoją już campery kibiców z Holandii, Belgii, Włoch i Francji, a przybywa ich z każdym dniem. Za zaporą wodną można zobaczyć szpaler włoskich flag. W samym mieście wozy fanów stoją na dwóch parkingach – kilometr przed metą i za zamkiem Templariuszy.

 

Nie widać Polaków, ale powracający z treningów do hotelu „Novo” biało-czerwoni zapewniają, że słyszeli okrzyki swoich kibiców.

 

W Ponferradzie od dwóch dni panuje piękna pogoda. Prognozy meteorologiczne nie są jednak korzystne: po słonecznym piątku i sobocie, w niedzielę ma padać deszcz.