Wielu zawodników w dramatycznych okolicznościach zdobywało lub traciło tytuł mistrzowski. W tym roku mistrza świata na Suzuce nie poznamy, co nie oznacza, że emocji zabraknie. Lewis Hamilton i Nico Rosberg odsłonią kolejny akt swojej dramatycznej walki o najważniejsze trofeum w Formule 1. Szczęście obecnie sprzyja Hamiltonowi, który zdominował ostatnie dwie rundy eliminacji. Po awarii w Singapurze Rosberg z kolei będzie chciał odzyskać prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Obaj kierowcy Mercedesa nie wygrywali na Suzuce, więc dla nich ten weekend będzie miał dodatkowy smaczek.  

 

Dziedzictwo Hondy  

 

Tor  Suzuka pojawił się w kalendarzu F1 w 1987 roku. W tamtym okresie spore sukcesy w roli dostawcy silników święciła Honda. Dlatego naturalnym wyborem obiektu była testowa pętla koncernu. Tor zaprojektował w 1962 roku Holender Johannes Hugenholtz. Ma oryginalny, jedyny w swoim rodzaju kształt ósemki. Ze względu na fakt, że trasa jest wymagająca technicznie, a przy okazji daje wiele radości z jazdy, zwycięstwo na Suzuce jest cennym trofeum dla każdego kierowcy wyścigowego.

 

Tymczasem tor znajduje się nieopodal parku rozrywki i muzeum Hondy. Japoński koncern ma niezwykle bogatą historię w sporcie, dlatego budynku można znaleźć licznie zgromadzone motocykle i samochody sportowe łącznie z kultowym modelem NSX, przy którym pracował i osobiście testował właśnie na Suzuce, Ayrton Senna. Dział Formuły 1 otwiera bolid Hondy z debiutanckiego 1964 roku. Dalej widać paletę licznych modeli bolidów różnych stajni, które napędzane były silnikami tej marki. Naturalnie czołowe miejsce zajmują auta McLaren – Honda, dzięki którym Japończycy zdobyli cztery z sześciu tytułów mistrzowskich wśród konstruktorów.

 

Trochę mniej triumfalnie prezentuje się ostatnia historia Hondy, gdzie jako zespół fabryczny Japończycy zdołali wygrać tylko jeden wyścig i z końcem 2008 roku wycofali się z F1. Naturalnie nigdy nie poznamy odpowiedzi na pytanie czy nie za wcześnie. Szefowie Hondy nie wytrzymali w sporcie tak długo, by cieszyć się z owoców swoich ogromnych inwestycji. W 2009 roku światu ukazał się jeden z najdroższych projektów aut F1 w historii. Były szef zespołu Ross Brawn przejął to, co Honda po sobie zostawiła. Zdołał skompletować budżet i wystartował z własnym zespołem. Bolid BrawnGP zaprojektowany przez Hondę i napędzany silnikiem Mercedesa zdobył tytuł mistrzowski.

 

Nowa karta w Historii

 

Tuż przed tegorocznym Grand Prix Japonii w światowych mediach pojawiły się pierwsze zdjęcia nowej jednostki napędowej Hondy. Japończycy wracają do F1 i wraz z McLarenem będą chcieli powrócić do dawnych lat świetności. Zdjęcia pojawiły się w odpowiedzi na liczne ostatnio przecieki, że Japończycy są mocno w tyle jeśli chodzi o plany budowy silnika. Dochodzą pogłoski, że Honda wciąż ma problemy z żywotnością swoich jednostek oraz ze zużyciem paliwa. Jednak znając staranność i zaangażowanie japońskiego koncernu oraz McLarena, należy się spodziewać, że ostateczny produkt będzie jakościowo dobry i przygotowany na czas.

 

Alonso i klucz do sukcesu

 

Szef projektu Hondy w F1 Yasuhisa Arai kilkakrotnie w tym roku podkreślał, że sprawa obsady kierowców w przyszłym sezonie jest ciągle otwarta. Niemniej wiadomo, że Japończykom zależy na ściągnięciu gwiazdy. Mówiono o Sebastianie Vettelu czy nawet o Lewisie Hamiltonie, ale realną i chyba najbardziej wymarzoną kandydaturą dla Hondy wydaje się Fernando Alonso.

 

Przed tym weekendem pojawiły się pogłoski, że przejście Hiszpana zostanie ogłoszone, ale na razie trwa ciekawa rozgrywka medialna Alonso i Ferrari. Wieści z Maranello są takie, że szef koncernu Fiat Chrysler Sergio Marchionne jest zdania, że nie ma sensu płacić kierowcy ogromnych sum pieniędzy, bowiem priorytetem musi być zbudowanie konkurencyjnego bolidu. Jak wiadomo Fernando Alonso jest w trakcie negocjacji nowego kontraktu z Ferrari. W Japonii Hiszpan umiejętnie przerzucił odpowiedzialność za swój los na Ferrari, twierdząc przed dziennikarzami, że jego przyszłość jest w rękach jego pracodawców. Tym samym przeciął spekulacje jakoby sam szukał ucieczki z Włoch.

 

Niemniej Alonso jest w komfortowej sytuacji, bowiem jego strata do lidera mistrzostw w tym sezonie jest na tyle duża, że w myśl kontraktu, który obowiązuje do końca sezonu 2016, może bez płacenia kary odejść z Ferrari i przejść do McLarena. Ferrari z kolei nie jest skore przedłużać umowy z Alonso i chyba ma już dosyć Hiszpana. Czy największy hit transferowy tego sezonu stanie się faktem w Japonii?