Kiedy po zaledwie dziewięciu miesiącach pracy Walery Korniłow przekazywał dziewiątego września kadrę Różańskiemu wydawało się, że rekord jest nie do pobicia. Nic bardziej mylnego. Po niespełna sześciu tygodniach młody szkoleniowiec z Karlina zamieścił na swojej stronie oświadczenie, że rezygnuje z pełnienia funkcji selekcjonera.


Prowadzący magazyn Puncher Mateusz Borek, podczas wtorkowego programu, postanowił skontaktować się z Różańskim.


Najpierw rozpoczęliśmy przygotowania do obozu, który miał odbyć się na Kubie. Zrobiliśmy naprawdę bardzo dużo, aby móc trenować z najlepszą drużyną świata. Niestety mimo zapewnień, że pieniążki znajdą się, odmówiono nam. Odmówiono mi także kolejnego zgrupowania w Wilnie. Musiałem zrezygnować, skoro odmawiają mi szkolenia - powiedział szkoleniowiec.


Ostatni medal olimpijski w biało-czerwonych barwach zdobył w 1992 roku Wojciech Bartnik. Na ostatnich igrzyskach nawet nie mieliśmy nawet swojego reprezentanta. Honoru Polski jedynie broniła Karolina Michalczuk, ale i jej nie udało się przywieźć żadnego krążka.


Kolejne igrzyska już za niespełna dwa lata. Jak podkreśla Różański, czasu zostało naprawdę mało - skomentował Różański. 


Naprawdę będzie ciężko. Teraz najważniejszym etapem są przygotowania do mistrzostw Europy. Tam dziewięciu zawodników zakwalifikuje się do mistrzostw świata, a stamtąd na igrzyska - ocenił Różański.

 

Również zaniepokojony sytuacją jest nasz eskpert Janusz Pindera, który również był gościem wtorkowego programu.

 

Polski boks jest stratny najbardziej. Igrzyska zbliżają się milowymi korkami. W przyszłym roku eliminacje, które będą decydowały o tym, kto pojedzie do Brazylii. Niestety boję się, że to może zakończyć się fatalnie. Przecież w tej chwili nie ma żadnego kandydata. Podejrzewam, że będzie jakaś łapanka - skomentował Pindera.


Różański zdradził także, że na chwilę obecną chce się zająć pracą w swoim klubie w Karlinie.

Cała rozmowa z Tomaszem Różańskim w załączonym materiale wideo.