Nie tak dawno pisałem, że wybór Tomasza Różańskiego na tą funkcję jest ryzykowny, ale też daje nadzieję na przyszłość. Obawiałem się tylko, czy 38. letni szkoleniowiec Róży Karlino i młodzieżowej kadry pań rzucony na zbyt głęboką wodę nie zachłystnie się tym co dostał. Obawy były zasadne tym bardziej, że miał również prowadzić zespół Rafako Hussars Poland w rozgrywkach WSB (World Sieries of Boxing) i dalej przygotowywać Elżbietę Wójcik, najzdolniejszą zawodniczkę młodego pokolenia do kolejnym, ambitnych wyzwań. To przecież Różański był tym, który stał przy niej, gdy wgrywała najbardziej prestiżowe zawody w tym roku.


Pamiętałem, że wyrażałem te obawy chociażby w rozmowie ze Zdzisławem Nowakiem, wiceprezesem Polskiego Związku Bokserskiego ds. szkoleniowych, który nie miał żadnych wątpliwości co do zasadności takiego wyboru.


Od dawna powtarzam, że polski boks olimpijski z głębokiej zapaści może wyprowadzić jedynie ktoś doświadczony, mający międzynarodową renomę, ktoś, kto potrafi odciąć się od polskich układów i układzików, potrafiący spojrzeć na wszystko co zastanie z dystansem, ale też umiejętnie to poukładać. Oczywiście taki ktoś nie jest tani i co gorsza nie jest łatwo takiego fachowca znaleźć. Ale sądziłem, że warto poszukać. I fachowca i pieniędzy. A wtedy tacy jak Różański i jemu podobni mieliby okazję przy okazji czegoś się nauczyć.


Niestety takiej próby nigdy nie podjęto, bo nie uważam, że taką był wcześniejszy wybór Walerego Korniłowa. Trener z Białorusi dość szybko zraził do siebie nie tylko zawodników, a przecież to on miał być kołem ratunkowym dla tonącego, rodzimego boksu.


Od czasu igrzysk w Londynie (2012) na których po raz pierwszy w historii zabrakło polskich pięściarzy (reprezentowała nas tam tylko Karolina Michalczuk) zmiany na stanowisku trenera gonią jednak zmiany. Najpierw Wiesława Rudkowskiego i Czesława Ptaka zastąpił Hubert Migaczew, szkoleniowiec bez większego doświadczenia, ale za to z ogromnymi ambicjami. Po Migaczewie stery przejął Ludwik Buczyński, trener wprawdzie doświadczony (wcześniej był przecież na tym stanowisku osiem lat), ale też wypalony. Jego praca z męską kadrą pięściarzy nie trwała długo, bo sfinalizowano rozmowy z Korniłowem i to Białorusin miał ich prowadzić dalej do sukcesów. Ale sukcesów nie było, więc nie ma już  Korniłowa, tak jak nie ma Różańskiego, który zrezygnował z pracy w Polskim Związku Bokserskim już po pierwszym konflikcie. Tak naprawdę nawet nie podjął walki o to, by mógł realizować swoje cele. A miał sporo ciekawych pomysłów.


W taki oto sposób bez pierwszego trenera została za jednym zamachem męska kadra narodowa, zespół Hussars Poland, a wcześniej kadra młodzieżowa pań, którą Różański prowadził przecież z wielkimi sukcesami. I raczej do niej nie wróci, choć teoretycznie mógłby, bo została mu przecież tylko praca w klubie Róża Karlino, który sam przed laty założył.


Prezes Zbigniew Górski i Jarosław Kołkowski, szef Rafako Hussars nie mają w tej sytuacji wyjścia, muszą jak najszybciej znaleźć nowego trenera, który zastąpi Różańskiego. Odpowiednich kandydatów nie widać, ale szukać trzeba.