Pierwszy trening zakończył się z mocno ściśniętą trójką na czele stawki. Triumfator Grand Prix Malezji sprzed roku, Dani Pedrosa uzyskał co prawda najlepszy rezultat, ale Aleixa Espargaro, który po drodze zaliczył niegroźną wywrotkę na ostatnim zakręcie, wyprzedził tylko o jedną, a Jorge Lorenzo o trzy setne sekundy.

 

W przeciwieństwie do rywali, Espargaro swój czas ustanowił jednak na miękkiej tylnej oponie, która raczej nie ma szans na wytrzymanie trudów upalnego wyścigu. Czwarty, ze stratą blisko trzech dziesiątych sekundy, był Marquez, zaś szósty, z blisko o pół sekundy gorszym rezultatem, Valentino Rossi, przed którym sesję zakończył Stefan Bradl. Trzy kolejne pozycje zajęli zawodnicy Ducati: Andrea Dovizioso, Cal Crutchlow i Yonny Hernandez, podczas gdy pierwszą dziesiątkę, ze stratą ośmiu dziesiątych sekundy, zamknął Hiszpan Pol Espargaro.

 

Wszyscy mieliśmy dzisiaj trochę problemów z wibracjami na suchym torze, z kolei na mokrym miałem problem z tylną oponą – powiedział Pedrosa. Po czternastu okrążeniach wyglądała jak całkowicie nowa, ale brakowało jej przyczepności. Musimy dopracować ustawienia. Mam nadzieję, że jutro dostanę oponę, która spisze się lepiej.

 

Tuż przed startem drugiego treningu nad Sepang rozszalała się typowo malezyjska, tropikalna ulewa, która doprowadziła do kilkunastominutowego opóźnienia sesji. Kiedy zawodnicy wyjechali wreszcie na powoli przesychający tor, najlepszy rezultat uzyskał Lorenzo, o blisko ćwierć sekundy wyprzedzając Marqueza i o ponad sekundę Pedrosę. Nie wszyscy byli w stanie narzucać tak szybkie tempo w niepewnych warunkach. Valentino Rossi był dopiero piętnasty, ze stratą trzech i pół sekundy. Tuż za nim był Pol Espargaro, który na mokrym torze narzekał na uślizgi tylnego koła oraz problemy z silnikiem i elektroniką. Podczas zmiany wyższych biegów tylne koło ślizga się na prostych; to nie jest normalne - narzekał Hiszpan.

 

Mistrz rozrabia

 

Marquez przejechał w drugim treningu zaledwie trzynaście kółek, ale zdążył nieco nabroić, uderzając w ostatnim zakręcie w Andreę Iannone i wysyłając Włocha na pobocze. Zawodnik Ducati może mówić o sporym pechu. W ostatnią niedzielę Iannone uderzył podczas wyścigu w Australii w Daniego Pedrosę, co dla obu oznaczało koniec jazdy, a dla Włocha, dodatkowo, mocno obolałe biodro. Jakby tego było mało, w czwartek organizatorzy postanowili ukarać Iannone punktem karnym za incydent z toru Phillip Island. Marquez co prawda uniknął kary za swój piątkowy wybryk w Malezji, ale natychmiast po zakończeniu treningu udał się do garażu Pramac Ducati aby przeprosić swojego włoskiego rywala. Iannone jest mocno poobijany, ale zamierza wrócić na tor w sobotę.

 

Wszystko wydarzyło się w piętnastym zakręcie – wyjaśniał Włoch. - Przypominało to trochę zderzenie Marqueza i Lorenzo w Jerez sprzed roku. W pierwszej chwili bałem się, że złamałem rękę, bo nie mogłem jej zgiąć, ale jestem tylko mocno obolały. Marc przyszedł do mnie do garażu po sesji i przeprosił, dlatego dla mnie sprawa jest zakończona. Nie szukam kontrowersji.

 

Rano przyczepność była niezła, a ja mimo małego problemu z hamulcem zaliczyłem udaną sesję – powiedział z kolei Hiszpan. - Podczas drugiej sesji, mimo deszczu, wykonaliśmy sporo dobrej pracy i przygotowaliśmy się na wyścig w takich warunkach. Jestem zadowolony. Jeśli wyścig będzie mokry, oszczędzanie opon będzie kluczowe, ponieważ po dziesięciu okrążeniach są już mocno zużyte. Zapowiada się interesująca niedziela, chociaż oczywiście liczę na suchy wyścig. Jeśli chodzi o zderzenie z Andreą to bardzo go przepraszam. Jechałem swoją linią i wydawało mi się, że jest dalej niż był w rzeczywistości. Kiedy dojechałem do niego w ostatnim zakręcie był na zewnętrznej i złożył się wjeżdżając na mój tor jazdy.

 

Prognoza w kratkę, a stawka coraz wyższa

 

Piątkowe opady deszczu mogą okazać się istotną zapowiedzią warunków atmosferycznych na resztę weekendu. Prognozy mówią bowiem o jeszcze intensywniejszych burzach, szczególnie w sobotę. Może to jeszcze bardziej uatrakcyjnić walkę o tytuł wicemistrza świata, którą w dwóch ostatnich wyścigach stoczą Rossi, Lorenzo i Pedrosa. Dani wygrał w Malezji rok temu, ale cztery ostatnie wyścigi tego sezonu padły łupem zawodników Yamahy.

 

Lepiej byłoby, gdyby wyścig odbył się o czternastej lokalnego czasu, ale szesnasta to lepsze rozwiązanie z punktu widzenia telewizji – powiedział Lorenzo, który na mokrym torze był w pewnym momencie aż o dwie sekundy szybszy od reszty stawki. - Sęk w tym, że zazwyczaj właśnie o szesnastej pada tutaj najmocniej. Oby tylko warunki podczas wyścigu były stałe; całkowicie suche, lub całkowicie mokre. Tor jest nierówny i ma dość niską przyczepność, dlatego na suchym mieliśmy dziś rano małe problemy z wibracjami, ale czuję, że jestem gotowy na walkę o zwycięstwo. Musimy jednak pracować dalej, ponieważ przez długą część pierwszej sesji na czele były trzy Hondy.

 

Nie jestem specjalnie zadowolony – ubolewał Rossi, który w niedzielę, po wywrotce Marqueza, wygrał Grand Prix Australii w swoim 250. starcie w królewskiej klasie. - Na suchym było nieźle, ale niewystarczająco, dlatego musi poprawić ustawienia. Na mokrym torze było jeszcze gorzej, dlatego czeka nas dużo pracy, tym bardziej, że z uwagi na zmienną pogodę w niedzielę możliwe będzie wszystko. Musimy też oszczędzać opony. Dzisiaj byłem zbyt wolny w środku zakrętu i nie czułem przodu motocykla.

 

W Moto2 wyraźnie najszybszy był Hiszpan Esteve Rabat, który może już w niedzielę przypieczętować tytuł mistrza świata. 25-latek musi jedynie stracić nie więcej niż 16 punktów do zespołowego kolegi, Miki Kallio. W piątek Fin był dopiero szósty. W klasie Moto3 najszybszy w pierwszym treningu był wicelider tabeli i zwycięzca ostatniego wyścigu w Australii, Jack Miller. Popołudniu jego wynik poprawił jednak Włoch Niccolo Antonelli. Miller zakończył dzień na czwartym miejscu, tuż za liderem MŚ, Alexem Marquezem, ale pierwszą czwórkę rozdzieliły zaledwie dwie setne sekundy!

 

W sobotę zawodników MŚ czekają ostatnie treningi wolne i kwalifikacje, zaś w niedzielę rozgrzewki i wyścigi. Wszystkie sesje na żywo w Polsacie Sport News.