Zacznijmy od podsumowania pojedynku z Jastrzębiem, przegranego przez Banimex 1:3. Pana zespół pokazał, że potrafi grać naprawdę dobrą siatkówkę, ale dlaczego tylko w jednym secie?

Damian Dacewicz: Dwie pierwsze partie to była perfekcyjna postawa Jastrzębskiego Węgla. Grali we własnej hali, ale też nie ma co dyskutować o tym, kto  był faworytem tej rywalizacji, bo faworyt był tylko jeden. My nie byliśmy w stanie wejść w ten mecz, za to rywale kapitalnie spisywali się w polu serwisowym i powoli nas rozmontowali. W pierwszej odsłonie, gdy cały czas goniliśmy przeciwników i było 20:18, myślałem, że uda nam się zrobić coś więcej. Ale wtedy w polu serwisowym stanął Michał Łasko i nas pogrążył. Mocny serwis zrobił ogromną różnicę w całym spotkaniu, bo nie mogliśmy się odnaleźć w przyjęciu, w grze na wysokiej piłce i w kontrataku - tutaj brakowało nam skuteczności. Ten trzeci set pokazał, że jednak potrafimy walczyć, musieliśmy tylko dokonać jakichś zmian. Szkoda, że po wygraniu go nie poszliśmy dalej.

 

Po raz kolejny pokazaliście się z dobrej strony, ale nie potrafiliście zdobyć punktu….


W siatkówce trzeba zagrać dobrze w trzech setach, nie w jednym, a nam do tej pory to się nie udało. Na razie wygrywamy po jednej partii, to zbyt mało.

 

Którego meczu najbardziej panu żal?

Z Asseco Resovią. Bardzo dobrze weszliśmy w to spotkanie, kontrolowaliśmy sytuację, pierwszą odsłonę wygraliśmy, w drugiej prowadziliśmy 21:15. Wtedy rzeszowianie dokonali roszad w składzie i ta szeroka ławka, którą dysponują pomogła im nas dogonić, a końcówka seta to już jest loteria.  Powiem szczerze, że nam w tym sezonie końcówki wyjątkowo nie idą. Gonimy rywali, doprowadzamy do zaciętej końcówki, ale nie potrafimy przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Gdybyśmy potrafili wygrywać te decydujące piłki, na pewno cieszylibyśmy się z jakichś punktów.

 

W przypadku Banimexu nie można chyba mówić o braku ogrania w PlusLidze, bo jednak wielu zawodników w przeszłości miało kontakt z najwyższą klasą rozgrywek?

To prawda. Jednak porównując naszą drużynę z innymi pod względem personalnym, trzeba powiedzieć, że pozostałe ekipy, z którymi do tej pory graliśmy były od nas dużo silniejsze. Oceniając choćby z punktu widzenia pojedynku z Jastrzębiem, widać było gołym okiem różnicę na poszczególnych pozycjach, nie tylko doświadczenia, ale też umiejętności.

 

Zespół był zapewne budowany na miarę możliwości finansowych klubu. Czy dziś, po pięciu kolejkach spotkań nie zaczyna pan żałować decyzji o wejściu do PlusLigi? Może lepiej byłoby poczekać jeszcze rok, powalczyć o większy budżet?

Od początku droga była jasno wytyczona - żeby wejść do PlusLigi. Wiedzieliśmy jakim budżetem będziemy dysponować i faktycznie, stworzyliśmy zespół na miarę możliwości. Wierzę, że mimo słabego początku i pięciu porażek z rzędu, poradzimy sobie w rozgrywkach. Jako beniaminek musimy mieć twardą, odporną psychikę i nie skupiać się na tym, co już było. Takim składem, jaki mamy postaramy się udowodnić, że zasługujemy na to, by grać w PlusLidze.

 

Za wami pięć porażek. Nie obawia się pan, że zespół się podłamie, że teraz będzie pan musiał bardziej skupić się na motywowaniu zawodników, niż na szlifowaniu techniki?

Mam nadzieję, że pozostaniemy odporni na to, co stało się do tej pory, bo tak naprawdę to w  dotychczas rozegranych meczach dopiero uczyliśmy się poziomu plusligowego. Tutaj nie ma miejsce na proste błędy, a nam wciąż jeszcze wpada w boisko dużo  piłek po takich właśnie błędach. Dlatego będziemy ciężko pracować nad każdą sferą siatkarskiego kunsztu - zaczynając od wzmocnienia odporności psychicznej, a kończąc na poprawie jakości gry, na tym by ciągle iść do przodu.

 

Pan jako trener odczuwa jakąś różnicę pomiędzy prowadzeniem drużyny w I lidze i w PlsuLidze?

Ogromną. Polega ona głównie na poziomie gry. Sama zagrywka, chociaż w I lidze też jest niezła, to jednak w ekstraklasie, kiedy rywale czują się dobrze w polu serwisowym, stawiają ogromne wymagania. Widzę także różnicę w szybkości gry - tu jest spora przewaga zespołów PlusLigi. Największą przepaść, która jednocześnie jest ogromnym przeskokiem, stanowi jednak potencjał fizyczny zawodników. W PL grają bardzo wysocy i silni gracze, których w niższej klasie rywalizacji jest bardzo mało. W I lidze grają naprawdę dobrzy zawodnicy, ale o zupełnie innych parametrach wzrostu, skoczności i siły. 

 

Granie systemem środa - sobota stanowi jakiś problem?

W I lidze kalendarz też był napięty i też walczyliśmy dwa razy w tygodniu. Była to jednak zupełnie inna historia, bo teraz jeździmy po całej Polsce i nic nie wygrywamy, a tam wygrywaliśmy wszystko. Wiadomo, że po dobrym meczu i przede wszystkim po zwycięstwie, zawodnik szybciej się regeneruje. Po porażce najpierw trzeba się podnieść i cały ten proces jest znacznie trudniejszy.

 

Przed startem rozgrywek PlusLigi marzyliście o awansie do fazy play off. Jakie oczekiwania ma pan dzisiaj?

Od początku realnie ocenialiśmy rzeczywistość i tak jest do dzisiaj. Dlatego uważam, że będziemy walczyć o wejście do tego drugiego play-offu, dla zespołów z miejsc 5-12. Na razie jednak musimy zrobić wszystko, żeby ruszyć się z tego czternastego miejsca, bo nie chcemy pozostać na samym końcu. Przełamanie może przyjść w każdym spotkaniu, niezależnie od tego z kim zagramy. Ciągle o tym rozmawiamy i nieustannie nad tym pracujemy. Mam  nadzieję, że ten moment nastąpi jak najszybciej.