Przemek Garczarczyk: Jak porównałbyś wasze style? Co oznacza dla Ciebie walka w USA?

 

Doudou Ngumbu: Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać, bo jak chcę walczyć z Fonfarą, to zobaczysz dopiero na ringu. Walka w USA to może byc dla mnie przełomowy moment w karierze, dlatego chciałbym podziękować promotorom, stacji Showtime, że dali mi taką szansę. To dla mnie wielki honor pokazać się podczas takiej gali.

 

W swojej ostatniej walce, pomimo, że przegrał z mistrzem świata, Fonfara pokazał serce i siłę ciosu, mając na deskach Stevensona. Czy siła ciosu Fonfary, to coś, na co musisz zwracać specjalną uwagę?

 

Nie, wcale nie uważam, że on ma jakiś specjalnie silny cios. Nie przejmuję się tym zbytnio. Gdyby było inaczej, nie podjąłbym walki. Walczyłem z lepszymi od niego w Europie. Mogę ich wymienić – Nadjib Mohammedi, Mohamed Belkacem, a Issac Chilemba też jest na pewno silniejszy od Fonfary.  Nie uważam, że Polak to jakiś niezwykle silny, czy niezwykle zdolny pięściarz.

 

Uważasz, że najważniejsza dla ciebie w ringu będzie szybkość? Musisz być szybszy od Fonfary, żeby wygrać?

 

Nie wiem, czy jedna rzecz zadecyduje, nie przykładam do tego specjalnej uwagi. Uważam, że jestem ogólnie lepszym, lepiej od Fonfary poukładnym pięściarzem i to zadecyduje o wyniku na ringu. Nie jedna rzecz ale całość.

 

Walczysz niejako w drugim domu Andrzeja Fonfary, w Chicago. Będziesz potrzebował nokautu, żeby wygrać?

 

Nie, zupełnie tak nie myślę. Przyleciałem do Chicago wykonać moją pracę. Przyleciałem, żeby wygrać. Walczyłem i wygrywałem  na całym świecie – w Polsce, Rosji, Republice Południowej Afryki. Zawsze potrafiłem się zaadaptować. I wygrywać.