Łukasz Majchrzyk: Nie chcę zaczynać wywiadu oskarżycielskim tonem...


Józef Dankowski: Proszę, niech pan pyta, o co chce.


Co się dzieje z Górnikiem Zabrze? Początek sezonu mieliście świetny, a teraz trzy porażki z rzędu w lidze z Wisłą i GKS Bełchatów, a w Pucharze Polski z Podbeskidziem. Dwie porażki były kompromitujące.


Nie dzieje się nic szczególnoeg, nie ma się co doszukiwać niezwykłości, ani żadnych podtekstów w tych porażkach. Mogę tak powiedzieć chociażby dlatego, że jedna porażka nie była z naszej winy, ale raczej sedziów. Wśród arbitrów jest bardzo duża grupa fachowców, którzy nawet, jeśli się mylą, to nie wypaczają wyników spotkań. Z Górnikiem nic strasznego się nie dzieje. W ekstraklasie mamy bardzo dobrą sytuację. Zdobyliśmy 21 punktów i to nie wzięło się z niczego.


Franciszek Smuda upierał się, żeby porażki w Pucharze Polski nie doliczać do ligowych wpadek Wisły, bo to zuepełnie inna historia. Pan też tak na to patrzy?


Dwie porażki były z naszej winy, to prawda. Spotkanie z Wisłą odbieram jako wpadkę, a mecz pucharowy nam nie wyszedł. Zagraliśmy w innym składzie niż w ekstraklasie, ale tak się często robi. Myśmy mieli pięć zmian, Podbeskidzie siedem. Nie można powiedzieć, że z tego powodu przegraliśmy, ten mecz pucharowy chcieliśmy wygrać. Z Koroną zrobiliśmy sześć zmian w składzie, a przecież awansowaliśmy. Gdybyśmy przegrali 0:1 z Podbeskidziem, to czy by to coś zmieniło?


Przeżywa Pan to, co jeszcze niedawno Franciszek Smuda?


Nam się przytrafia historia podobna do Wisły Kraków. Nieszczęście polega na tym, że w obu przypadkach porażki przyszły seryjnie. Jeden i drugi zespół osiągnęły bardzo dobry wynik na początku sezonu i gdyby te porażki były rozcieńczone zwycięstwami, każdy powiedziałby, że to normalna rzecz w futbolu. Nie ma zespołów, które tylko wygrywają. Patrzymy jednak w przyszłość, mamy kolejny mecz przed sobą.


Co się stało z obroną Górnika w meczu z Wisłą?


Tamta porażka była bardzo bolesna, ale na ten mecz trzeba spojrzeć inaczej. Trzy gole to były piłki, które spadały Pawłowi Brożkowi na nos. Za pierwszym razem to była niezbyt fortunna interwencja Pavelsa Steinborsa. Wokół niego było trzech naszych zawodników w promieniu jednego metra, a on strzelił gola. Kolejna bramka to strzał, rykoszet i on robi z teog pożytek. My nie jesteśmy zespołem odpornym na bramki z niczego. Poważniejsze błędy zrobiliśmy przy bramkach z Podbeskidziem. Tam mieliśmy możliwość obronienia tego. Trudno nie zastanawiać się, dlaczego. Wiem jedno, że na pewno taki mecz jak z Wisłą się nie powtórzy.


Mimo wysokiej porażki kibice Górnika dziękowali wam za walkę z Wisłą. Nie zawsze tak bywało.


Nie wiem, czy Pan śledził kilka spotkań, w których wyjaśnialiśmy nieporozumienia na linii piłkarze - kibice. Zachowanie kibiców jest efektem dłuższego procesu. Nigdy, nikt, a zwłaszcza sami piłkarze nie znoszą tego, że ktoś w zespole będzie się woził na czyichś plecach. Każdy mecz wymaga potu, poświęcenia, zostawienia zdrowia. w ten sposób kibice oceniają mecze. Jeśli powiem, że jedna, czy druga bolesna porażka powoduje nerwowość, to nie jest to prawda. Przegrzliśmy bardzo wysoko, ale W Lidze Mistrzów ostatnio zdarzały się wyniki 1:7. To jest piłka.


Może tracone gole to wynik tego, że gracie trójką obrońców?


My nie gramy trójką obrońców, kiedy rywal ma piłkę. Wtedy obrońców jest pięciu. Trójką stoperów gramy w fazie ataku. Trzech obrońców to jest ustawienie wyjściowe. Dwójka bocznych ma inne zadania na boisku.


Wydawało się, że po powrocie Błażeja Augustyna ta formacja będzie jeszcze silniejsza, a tymczasem tracicie dużo bramek.


Sam Błażej Augustyn nie jest w stanie powstrzymać formacji ofensywnej przeciwnika. Do tego wszyscy zawodnicy muszą umieć bronić i walczyć w defensywie.


Gracie teraz z Pogonią, drużyną po przejściach, która zmieniła trenera. Z kalendarzem się nie dyskutuje, ale cieszy się Pan z takiego układu?


Nie ma tutaj żadnej reguły, na kogo dobrze wpaść w danym momencie, ani z kim grać, gdy przegrywa się u siebie wysoko dwa mecze. Czy zagramy z zespołem na dole tabeli, czy z Legią, może być różnie. Każdy mecz jest inny, ale wiem jedno, ten na pewno będzie bardzo ciężki. Nie zagra w tym spotkaniu Radek Sobolewski, a to na pewno duża wyrwa w naszym składzie. Radek jest taką osobą, która scala zespół w czasie meczu, wywiera duży wpływ na boisku. Zawodnicy wiedzą, że będą musieli sobie radzić bez niego i szykują się do tego zadania.


W meczu z Podbeskidziem wyróżnił się Armin Cerimagić. On w tym sezonie jeszcze może zabłysnąć?


Nie wiem jeszcze, mówię szczerze. Armin, przychodząc do nas, pokazał się z dobrej strony, był bliski wskoczenia do pierwszego składu. Ma znakomitą lewą nogę. Wybraliśmy inaczej i później chłopcy, którzy grali, zabrali Arminowi drogę do gry w lidze. Kiedy się wygrywa, to żaden z trenerów nie zdecyduje się na kombinowanie przy składzie. Niestety, w trakcie sezonu przytrafiła mu się kontuzja łydki i zbierał się po tym dość długo. Po meczu w Pucharze Polski znów ma problem z mięśniem czworogłowym. W środę ani w czwartek nie wyszedł na trening.


Lewa noga, Bośniak... od razu są skojarzenia z Semirem Stiliciem.


Tak daleko bym nie sięgał, Stilić to jest gwiazda ligi. Cerimagić to jest trochę inny zawodnik. Armin jest bardziej dynamiczny niż zawodnik Wisły. Stilić to jest mózg, rozdzielnia. On nie musi dużo ani szybko biegać.


Na co stać Górnika w tym sezonie? Nowy stadion warto by uczcić awansem do europejskich pucharów.


Będziemy to czcili awansem do ósemki, bo taki był nasz cel przed rozpoczęciem sezonu. Te nadzieje, które rozbudziliśmy, są rzeczą normalną, bo każdy chce widzieć swój zespół wysoko w tabeli. My mamy inne założenia na ten sezon. Chcemy znaleźć się w górnej części tabeli, a dodatkowo próbować nowych rozwiązań taktycznych. Trzeba wkomponować w zespół nowych zawodników. Zmiany są konieczne.