Mając w pamięci mecz sprzed dwóch tygodni, gdy na Anfield Road Real pokazał Liverpoolowi miejsce w szeregu, Anglicy nie jechali do Madrytu z wielkimi nadziejami. W meczu z Królewskimi remis na pewno zadowoliłby Brendana Rogersa i jego podopiecznych i z takim nastawieniem gracze Liverpoolu wyszli na murawę Santiago Bernabeu.

 

Mocna ławka


Śmiało można rzec, że Liverpool miał w tym spotkaniu najmocniejszą ławkę rezerwowych w tym sezonie, bowiem Brendan Rogers zdecydował się zostawić w odwodzie m. in. Gerrarda, Coutinho i Sterlinga. Gracze, którzy pojawili się na boisku stawili jednak zacięty opór faworytowi i momentami walczyli jak równy z równym z Królewskimi.

Co innego, że goście mieli w swoim składzie Mignoleta, który przynajmniej dwukrotnie ratował ich z wielkich opresji. Najpierw w efektowny sposób Belg odbił uderzenie Jamesa Rodrigueza, a następnie instynktownie odbił strzał Cristiano Ronaldo w górny róg bramki.

 

Jeden błąd



Do 27. minuty w obronie Liverpoolu dobrze spisywał się także Kolo Toure, ale właśnie wtedy Iworyjczyk nie upilnował w polu karnym Karima Benzemy. Francuzowi wystarczyła trochę wolnego miejsca i bardzo dobra piłka wzdłuż bramki od Marcelo i Mignolet musiał wyciągać piłkę z siatki. Gospodarze chcieli pójść za ciosem, ale w pierwszej połowie nie trafili już do siatki przeciwnika.

O ile Liverpool w defensywie spisywał się lepiej niż przyzwoicie, o tyle w ataku brakowało armat. Bilans: 0 strzałów w pierwszej połowie spotkania. Pierwsze uderzenie goście oddali w 57. minucie za sprawą Adama Lallany i na chwilę serca kibiców Realu zamarły. Na szczęście dla gospodarzy piłka o kilkanaście centymetrów minęła słupek.

 

Awans Królewskich


Dużo więcej szczęścia mieli jednak w kolejnych minutach podopieczni Brendana Rogersa. W ciągu kilku minut Marcelo mógł zaliczyć dwie wyborne asysty, ale jego koledzy nie wykorzystali doskonałych dograń Brazylijczyka. Najpierw Benzema w kopii akcji bramkowej strzelił obok bramki, a następnie Bale trafił w poprzeczkę.

 

Okazji, aby kolejne gole padły na Santiago Bernabeu nie brakowało, ale piłkarzom (głównie Realu) brakowało skuteczności. Real dowiózł skromne 1:0 do końca spotkania i po końcowym gwizdku mógł cieszyć się z awansu do kolejnej rundy Champions League.