Robert Lewandowski (Bayern Monachium)

Polski napastnik znalazł się w wyjściowym składzie na mecz z Romą. Przed dwoma tygodniami wziął czynny udział w rozstrzelaniu rzymian. Zdobył wtedy jedną bramkę i zaliczył fantastyczną asystę. Z pewnością liczył na to samo w rewanżu. Od początku było widać, że jednak tym razem będzie znacznie trudniej. Był pieczołowicie pilnowany przez stoperów, a gdy się któremuś urwał, to po chwili i tak jak spod ziemii wyrastał inny zawodnik i blokował jego strzał. Greccy obrońcy (Manolas, Torosidis i Holebas) dobrze wyłączyli go z gry. Kiedy tylko podanie przechodziło linię obrony, to Lewandowskiego uprzedzał nie kto inny jak Łukasz Skorupski. W drugiej połowie było lepiej. Polak zaliczył świetną asystę. Po jego zagraniu Mario Goetze po prostu musiał trafić do siatki. W końcówce  Lewy miał także swoją okazję, lecz jego uderzenie głową minęło słupek.

Łukasz Skorupski (AS Roma)

Drugim obecnym Polakiem na Alianz Arena był bramkarz Romy Łukasz Skorupski, który po raz drugi wystąpił w Lidze Mistrzów. Trzeba przyznać, że na brak adrenaliny narzekać nie może. Jego debiut przypadł na mecz na Etihad Stadium z Manchesterem City. I był to dobry mecz w jego wykonaniu. Pewnie wybronił strzały Franka Lamparda i przyczynił się do zdobycia cennego punktu. Anglicy to jednak nie Bayern, który przecież dwa tygodnie temu wygrał w Rzymie aż 7:1! Skorupski się nie przestraszył. Wyglądał dosyć pewnie. Jego wyjścia były udane, kilka razy powtrzymał Roberta Lewandowskiego. Po strzale Philippa Lahma "wypluł" piłkę przed siebie, ale w pobliżu byli obrońcy. Po kilku minutach już pomoc defensywy nie była konieczna, bo Polak interweniował bardzo pewnie. Czystego konta jednak nie zatrzymał, gdyż w 37. minucie pokonał Franck Ribery. Bez szans na obronę. Po przerwie zaskoczył go jeszcze Mario Goetze, który wykończył świetne zagranie Lewandowskiego. Na kwadrans przed końcem szczęścia spróbował jeszcze Shaqiri, ale Skorupski świetnie wyszedł z bramki. To był najlepszy element  w jego grze. Trochę kulały wyjścia przy dośrodkowaniach. Kilka razy źle obliczył tor lotu piłki. Ogólnie jednak występ na plus.

Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam)

Kolejny raz Frank de Boer nie postawił na Arkadiusza Milika w wyjściowym składzie. A szkoda, bo Polak w ostatnich tygodniach prezentował się naprawdę znakomicie. W pierwszym meczu z Barceloną na Camp Nou, kiedy tylko wszedł na murawę, od razu pod bramką Blaugrany zrobiło się groźnie. Można zaryzykować, że zrobił znacznie więcej niż Kolbeinn Sigthorsson w krótszym przedziale czasu. Cóż, taki był jednak wybór trenera. Polak pojawił się na boisku w 62. minucie, zmieniając oczywiście Islandczyka. I bardzo szybko pokazał, kto powinien grać w pierwszej jedenastce. Świetne uderzenie głową trafiło jednak tylko w słupek. To był świetny strzał biorąc pod uwagę fakt, że Milik znajdował się w okolicy szesnastego metra. Później jednak czerwoną kartkę obejrzał Joel Veltman. Ajax grał w dziesiątkę i nie był w stanie zagrozić bramce Barcelony, która po dwóch golach Lionela Messiego wygrała 2:0.