Zdumieni polscy kibice zobaczyli jedenastu piłkarzy w spodenkach znacznie dłuższych niż mieli nasi piłkarze i niż ktokolwiek mógłby założyć w Polsce, nie narażając się na drwiny. Prawie do kolan były. Wtedy był to szok kulturowy. Piłkarzy wyśmiano, a o każdych spodenkach dłuższych niż te, w których chodziliśmy my, mówiło się odtąd “dynamówki”. – wspomina Jacek Fedorowicz

Obwoźny sędzia


Gości z Kaukazu witano entuzjastycznie. Na Dworcu Gdańskim wicemistrzom Sowietów kłaniały się w pas nasze władze, a zwalniana z tej okazji z lekcji młodzież wiwatowała na ich cześć.

 

Piłkarzom towarzyszył sztab szkoleniowy, medyczny i urzędniczy, a także... arbiter. Nestor Josifowicz Czchataraszwili, pierwszy sowiecki arbiter klasy międzynarodowej. Miał zagwarantować gościom korzystny dla nich rezultat w konfrontacjach z czterema polskimi klubami: Unią Chorzów, CWKS Warszawa, Gwardia Kraków – tak w bierutowszczyźnie przemianowano Ruch, Legię oraz Wisłę - a także Górnikiem Zabrze, założonym już po drugiej wojnie światowej, toteż nie było potrzeby zmiany nazwy.


Słuszny rezultat - Golaniewidze


Na dzień dobry aktualny wicemistrz sowiecki zmierzył się z chorzowianami. Areną meczów był Stadion Olimpijski we Wrocławiu. Na trybunach zasiadło 80 tysięcy widzów. Do przerwy mieli powody do radości, gdyż wynik błyskotliwą przewrotką otworzył Gerard Cieślik. Jedynie w loży honorowej panowały minorowe nastroje, lokalne władze zdawały sobie sprawę, że ten rezultat jest zdecydowanie niepoprawny politycznie. Jak wspominał Jerzy Putrament desygnowano umyślnych do szatni “niebieskich”, którzy mieli ich przekonać o ewentualnych reperkusjach ich zwycięstwa. Sugestia podziałała, bo na trzy minuty przed końce spotkania goście wyrównali i potyczka zakończyła się remisem. “To słuszny rezultat!” – podsumował rozjemca zawodów Czchataraszwili.
 
Kilka dni później naprzeciw Dynama stanęli Górnicy z Zabrza dopiero aspirujący do krajowej czołówki futbolowej. Zostali rozbici 4:0. Spotkanie sędziował sprowadzony w ostatniej chwili lokalny arbiter Alfons Cober, gdyż Czchataraszwili nagle zaniemógł. Podobno nie zdążył wytrzeźwieć.

 

Dysponowany - i dyspozycyjny zarazem - był już Warszawie, gdzie na stadionie Wojska Polskiego Gruzini zagrali z CWKS-em. Gospodarze przegrali 0:2, głównie dzięki stronniczemu sędziowaniu. Rozwścieczyło to widzów. Ochrzcili sędziego nader adekwatnym przydomkiem. “Golaniewidze”.

 

Polecenie porażki?

 

Pożegnanie "dynamowców" z Polską miało miejsce pod Wawelem. Wypadło okazale, bo zdruzgotali zespół Białej Gwiazdy, ówczesnego mistrza Polski, 3 : 0. Krążyły pogłoski, iż Józef Kohut, Mieczysław Gracz, Zdzisław Mordarski i spółka dostali służbowe – podlegali wtedy Ministerstu Bezpieczeństwa Publicznego - polecenie porażki.

Gwizdać na krakowskim boisku miał początkowo polski arbiter, gdyż Czchataraszwili ponownie nie mógł utrzymać pionu. W przeddzień spotkania Polak miał dolecieć do Krakowa samolotem z Łodzi.

Z powodu usterki silnika maszyny LI – 2 produkowanej w Sowietach na licencji Dakoty, a także gęstej mgły pilot kpt. Marian Buczkowski odmówił jednak startu z łódzkiego lotniska. Wtedy lotnika dopadł miejscowy UB-ek, grożąc, iż go zastrzeli, jeśli samolot nie wystartuje.(…) niestety we mgle nie dało się dostrzec słupów sieci wysokiego napięcia. Zginęli wszyscy: 4-osobowa załoga i 12 pasażerów. Katastrofa, do której doszło 15 XI 1951 pod Tuszynem, przez lata nie figurowała w rejestrze wypadków lotniczych w Polsce – napisał w swych właśnie wydanych wspomnieniach aktor Zbigniew Buczkowski, syn kpt. Mariana Buczkowskiego. 

W tej "przykrej" sytuacji arbiter Czchataraszwili musiał sie wziąć w garść wyjść na boisko i poprowadzić mecz zgodnie ze swoją sowiecką etyką.

 

A tak podsumował wizytę Dynamo Tbilisi najwybitniejszy felietonista PRL-u, a przy tym sympatyk piłki nożnej, Stefan Kisielewski:

W Krakowie Dynamo Tbilisi. Na meczu ponad 50 tys.  ludzi dyszących nienawiścią do sowieckiej jedenastki. Wrogość bardziej sportowa niż polityczna, ale zawsze wrogość. Należało tedy przypuszczać, że zgodnie z rozsądkiem piłkarze sowieccy zechcą pozyskać sobie sympatię kibiców, zagrają czysto, uczciwie, fair. Błąd. Rosjanie zagrali z rzadko oglądaną brutalnością, sędzia - Rosjanin co samo w sobie było nieoczekiwanym nadużyciem oszukiwał na ich korzyść. Wygrali na siłę, za wszelką cenę i zeszli z boiska ogłuszająco wygwizdani.

4 XI 1951 Zabrze ZS Górnik - Dynamo Tbilisi 0:3

5 XI 1951 Wrocław  ZS Unia - Dynamo Tbilisi  1:1

11 XI 1951 Warszawa CWKS -Dynamo Tbilisi 0:2

16 XI 1951 Kraków Dynamo Tbilisi - Gwardia (Kraków) 3:0