Roman Kołtoń: Tomek widzę, że kadra Cię fascynuje. Komentowałeś mecz z Gruzją w Tbilisi, przyjechałeś do Wrocławia obejrzeć spotkanie ze Szwajcarią.


Tomasz Hajto: Fascynuje mnie przede wszystkim dlatego, że w niej grałem. To jest duże wyzwanie dla każdego zawodnika. Z tych, którzy grali ze mną został już tylko Artur Boruc. Mam przyjemność oglądać wielu kadrowiczów na co dzień. W tym sezonie oglądałem już Legię osiem razy na żywo, są też dwaj moi podopieczni z czasów Jagiellonii: Thiago Cionek i Maciej Gajos. Na pewno to jest miłe. Wynik napędza atmosferę i koniunkturę.


Tomek, czasami zaczynamy się zastanawiać, dlaczego dana grupa zaczyna funkcjonować i wygrywać. Ty w takiej grupie byłeś dwa razy: za Jerzego Engela i Pawła Janasa. Przyczyniłeś się do dwóch awansów na mistrzostwa świata. Widziałeś też drużyny, które nie dawały rady. Teraz już narodziła się drużyna?


Nie jestem w środku tej grupy, więc ciężko nam oceniać, czy już się narodziła drużyna. Za trenera Janusza Wójcika brakowało nam jednego, spektakularnego zwycięstwa. Takie zwycięstwa przyszły za trenerów Engela i Janasa. Przed meczem z Niemcami powiedziałem, że ta drużyna potrzebuje naprawdę potężnego kopa i takim kopem będzie dobry wynik. Spekulowano, żeby zagrać z mistrzami świata drugim składem, oszczędzać siły na Szkocję. W każdym spotkaniu trzeba mieć wiarę do końca i taki mecz przyszedł. Był to spektakularny wynik i mecz, i bardzo fajnie to wyglądało. Mecz w Gruzji to potwierdził. Dopóki było 0:0, popełnialiśmy trochę błędów w ustawianiu się. Nie gra się łatwo w ataku pozycyjnym żadnej drużynie na świecie, a po strzeleniu gola zeszło z nich ciśnienie i zaczęli grać jak w klubach. Zawsze będę powtarzał, że gra w reprezentacji jest czym innym niż występy w klubie...

 

Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy w załączonym materiale wideo.