Algieri ma 30 lat, licencjat w dziedzinie nauk zdrowia w Stony Brook University i tytuł magistra w żywieniu klinicznym uzyskany w New York Institute of Technology. Mieszka na Long Island z... rodzicami i nie wyobraża sobie daleszej kariery bez... dalszej nauki.

 

Wciąż jestem głodny nauki. Zamierzam kontynuować edukację - zapewnia Amerykanin.

 

Algieri jest więc wyjątkiem - nie tylko w świecie pięściarskim, ale w ogóle sportu. Na razie nie wyobraża sobie jednak też życia bez boksu, bo jak mówi "uwielbia wyzwania, rywalizację i zwyciężanie". I jest przekonany, że może pokonać kongresmena z Filipin, mistrza świata 8 kategorii wagowych, obrońcę tytułu WBO wagi półśredniej - Manny'ego Pacquiao. Jest przekonany, że mu się uda, chociaż większe szanse daje się "Pacmanowi". Ale jednak również w starciu z "Syberyjskim Rockym" - Rusłanem Prowodnikowem Algieri był na straconej pozycji.

 

W pierwszej rundzie najpierw przewrócił się po lewym sierpowym Prowodnikowa. Wstał i po 20 sekundach znów był liczony - tym razem po ciosie na tułów... Algieri nie poddał się, pokazał charakter i ostatecznie wygrał na punkty i wywalczył pas mistrzowski wagi junior półśredniej. Zarobione 100 tysięcy dolarów wydał na spłacenie pożyczek zaciągniętych na dokończenie studiów. Teraz dostanie ponad milion dolarów.

 

Nie trzeba mieć ciężkiego dzieciństwa, żeby być twardym w ringu. Ludzie dziwili się, widząc kogoś takiego jak ja. Ale moja siła pochodzi z pasji do tego, co robię. Z pasji do sportu -zapewnia Algieri.

 

W porównaniu do Pacquiao to początkujący pięściarz. Ma na koncie 20 walk - wszystkie wygrane (bilans Pacquiao - 56-5-2, 38 KO), wcześniej w ogóle nie walczył jako amator. Boksem zajął się dopiero w 2008 roku. Z powodzeniem uprawiał natomiast kick-boxing. Zrezygnował z niego dopiero w wieku 27 lat. Niepokonany.

 

W tym sporcie nie było pieniędzy. Wcześniej cały czas myślałem o boksie, ale w tam, gdzie mieszkałem, nie było waunków, by trenować tę dyscyplinę, nie było sal treningowych. MMA? Nigdy się tym nie interesowałem. Dla mnie bohaterami zawsze byli Oscar De La Hoya, Roy Jones Jr, Sugar Ray Leonard czy Marvin Hagler - opowiada Algieri.

 

Czy może pójść w ślady swoich słynniejszych "kolegów" nowojorczyków - urodzonych na Brooklynie Mike Tysona czy Riddicka Bowe'a?

 

 

Amerykanin zamierza sprawić w Chinach sensację. Filipiński mistrz też czuje się mocno - zapomniał już dawno o koszmarze z walki z Juanem Manuelem Marquezem, gdy nieprzytomny padł twarzą na ring w 6. rundzie. Zwycięstwa nad Brandonem Riosem i Timem Bradleyem dają nadzieję 35-latkowi nie tylko na sukces w Makau, ale przede wszystkim na starcie z Floydem Mayweatherem i wielki zarobek. Mówi się, że w przypadku tego starcia na stole znajdzie się ok. 250 milionów dolarów. 100 miałby zgarnąć "Pacman".

 

Manny Pacquiao zapewniał podczas konferencji, że jest "podekscytowany walką z Algierim" i że "nie pozwoli mu odebrać sobie pasa mistrzowskiego".
 
Tylko zwycięstwa interesują oczywiście innych bohaterów Boba Aruma – Zou Shiminga i Wasyla Łomaczenkę, którzy też pokażą się wśród złotych trybun Cotai Areny w Makau.

 

Transmisja gali w Makau o godz. 03:00 w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport.