Były to pierwsze zwycięstwa reprezentantów Polski w tych konkurencjach w zawodach o Puchar Świata. - Artur Waś potwierdził, że stać go na bardzo dużo - powiedział wieloletni szef wyszkolenia w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, Leszek Ułasiewicz. - Zresztą w poprzednich latach mieliśmy przykłady jego znakomitych występów. W Berlinie znakomicie otworzył bieg i pobiegł praktycznie bez błędów.

Jak podkreślił Leszek Ułasiewicz "nasza męska drużyna pokazała, że stać ją na bardzo dużo." - Zbigniew Bródka, Konrad Niedźwiedzki i Jan Szymański kapitalnie rozłożyli siły. Znakomicie rozwiązali bieg taktycznie. Nasz mistrz na 1500 m nie jest w pełni sił, co zresztą było widać w czasie jazdy. Na pewno drużynę stać na znacznie więcej, ma ona ogromne możliwości - zakończył Leszek Ułasiewicz.

28-letni Waś musiał stonować początkową radość na chwilę, bowiem uznany został protest ekipy holenderskiej. Jan Smeekens startował w ostatniej parze z Pawłem Kuliżnikowem. Rosjanin - lider klasyfikacji generalnej PŚ - popełnił błąd i przewrócił się. "Pomarańczowi" domagali się ponownej szansy dla swojego reprezentanta i ich protest został zaakceptowany. Srebrny medalista tegorocznych igrzysk, pokonując samotnie dystans, nie był jednak w stanie wedrzeć się do czołówki i zakończył zmagania na 14. miejscu.

Waś po raz pierwszy w karierze na podium PŚ stanął 17 listopada 2012 roku, gdy wywalczył drugą lokatę w Heerenveen. W dwóch poprzednich zawodach cyklu w tym sezonie - w Obihiro i Seulu - nie startował.